Logo miesięcznika CGK

SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny
Na taśmie filmowej kadry z filmów Wong Kar-Waia

Hongkong pełen miłości

4 marca 2022
Rysunkowy portret Adama Florczyka
Udostępnij

Pięć marcowych wieczorów w kinie studyjnym OKF „Iluzja” - brzmi jak plan idealny. Szczególnie w tych niespokojnych czasach, gdy nie do przecenienia są wszelkie sprawdzone metody na chwilę wytchnienia, oczyszczenie głowy i higienę psychiczną. Warto się skusić, bo chodzi o prawdziwą kinową ucztę, czyli retrospektywę filmów Wong Kar-Waia.


middle-wong3.jpg

Muszę przyznać, że mam olbrzymią słabość do przeglądów filmowych układanych według klucza reżyserskiego. Kumulacja seansów podczas których można poznać twórczość jednego, konkretnego artysty - śledzić jego twórczą ewolucję, zaglądać mu przez ramię i być z nim zarówno w tych najlepszych jak i najtrudniejszych momentach – to dla mnie jedna z najfajniejszych form konsumowania kina. Nie ma co ukrywać, że w moim przypadku to też kwestia sentymentalna, bo lata temu podczas właśnie takiego przeglądu filmów Davida Lyncha - w częstochowskim OKFie - po raz pierwszy przekonałem się jak olbrzymią siłę rażenia potrafi mieć dziesiąta muza. Pojawianie się dzień po dniu przed wielkim ekranem było dla mojej głowy i emocji jak wyjątkowo skondensowany trening corssfit. Nigdy nie wiedziałem co mnie czeka podczas danej projekcji i jak bardzo poobijany stamtąd wyjdę. Unikalne i formacyjne doświadczenie. Dlatego też bardzo się cieszę, że ostatnio nasze kino studyjne regularnie zaczyna wracać do tego typu przeglądów.


Marzec w częstochowskiej „Iluzji” należeć będzie do Wong Kar-Waia - i o tym przeglądzie należy mówić bardzo głośno, bo nie powinien go przegapić żaden kinoman. Z jednej strony wydawać by się mogło, że ten reżyser z Hongkongu ma już ugruntowaną pozycję wśród światowych mistrzów kina. Od lat jest doceniany i dopieszczany. Jednak z drugiej strony nie da się ukryć, że jego gwiazda najjaśniej świeciła na przełomie wieków, a dziś trafił już do kanonu lektur obowiązkowych, przez co więcej się o jego twórczości mówi i pisze, niż ją faktycznie ogląda. Wielka szkoda, bo to kino, które z czasem nie traci nic ze swojej magii.


middle-wong5.jpg

Wong Kar-Wai lubi powtarzać, że „film jest pytaniem, a nie odpowiedzią”. Jego twórczość jest swoistą, kinową poezją, która wchodzi widzom w tył głowy i towarzyszy im przez kolejne dni, miesiące, lata. Podgryza i nie daje spokoju. Podczas seansów warto mieć baczenie na przeróżne szczegóły i impresje, bo sensy lubią kryć się tu gdzieś na obrzeżach samej fabuły, w dalszym tle kadrów. Hongkoński reżyser prowadzi w ten sposób z publicznością niezwykle subtelną i pełną niedowiedzeń grę. Kolejnym jego znakiem rozpoznawczym jest autorski styl wizualny, w ramach którego porusza się po pełnej skali uczuć i estetycznych przeżyć. Dlatego bez względu na to czy w danym momencie agresywnie szarpie, czy też zatapia widzów w oceanie melancholii, to na poziomie obrazu jest to spójne i harmonijne skomponowane. Czuć tu zarówno ducha europejskich mistrzów kina, jak i charakterystyczną dalekowschodnią wrażliwość i estetykę. Tematycznie zaś Wong Kar-Wai wręcz obsesyjne krąży wokół trzech tematów: miłości (w jej przeróżnych odcieniach, ujęciach i tonacjach), bezlitosnego upływu czasu oraz miasta Hongkong.


middle-wong4.jpg

W repertuarze częstochowskiego przeglądu czeka nas pięć klasycznych już filmów azjatyckiego reżysera, w odrestaurowanych cyfrowo wersjach. Wśród nich jeden, który osobiście uważam za autentyczne arcydzieło: „Spragnieni miłości” (4 marca g.16.00 i 6 marca g. 18.15). Tę hipnotyzującą opowieść o niezwykłym miłosnym czworokącie, należy moim zdaniem oglądać wszystkimi końcówkami nerwów i przy emocjach rozkręconych na pełen regulator. Inaczej umknie to co najważniejsze – ten permanentny stan drżenia rzeczywistości, który powoduje, że wszystko jest rozmyte, kruche i niejednoznaczne. Bo ostatecznie nie wiadomo czy bohaterowie filmu tylko odgrywają romans, czy faktycznie łączy ich jakieś uczucie, ich decyzje wypływają z poczucia przygnębiającego osamotnienia, czy może raczej gorącej namiętności i w końcu czy na twarzach mają maski, czy może to są ich autentyczne oblicza. Zamiast odpowiedzi dostaniemy tu tylko ulotne impresje, odczucia i skrawki – dostęp do pełnego oglądu jest skutecznie zabarykadowany. Dodatkowo obraz ten jest prawdziwą miłosną laurką do Hongkongu lat 60. XX w., czyli do czasów dzieciństwa reżysera. Niezwykle to wszystko jest uwodzicielskie, zarówno na poziomie wizualnym, jak i narracyjnym.


middle-wong1.jpeg

Na przeglądzie w kinie studyjnym OKF „Iluzja” nie zabraknie też „Chungking Express” (12 marca g. 18.45), od którego właściwie zaczęła się kariera reżysera. To dwie splatające opowieści, które nie tyle zazębiają się fabularnie, co stanowią swoje własne wykrzywione oblicza. Bohaterami jest dwóch hongkoński policjantów w miłosnym i życiowym kryzysie. Wong Kar-Wai miesza tutaj standardy kina artystycznego i gatunkowego, odmalowując przy tym zaskakujący portret tłumu i miasta, które bez wytchnienia funkcjonuje na najwyższych obrotach. Natomiast kolejny chronologicznie film „Upadłe Anioły” (15 marca g. 17.45) początkowo miał wejść w ramy „Chungking Express” jako jego trzeci wątek. Nie dziwne więc, że te dwa obrazy są wyjątkowo sobie bliskie i że znów najważniejsza jest niespełniona miłość. Tym razem jednak twórca gra na dużo bardziej mrocznej tonacji, a bohaterami historii uczynił przestępców oraz ekscentryków. Zagubionych w uwodzącym, ale też przerażającym mieście molochu.


middle-wong2.jpg

Za „Happy Together" (18 marca g. 18:45) Wong Kar-Wai, jako pierwszy hongkoński artysta, otrzymał nagrodę dla najlepszego reżysera na festiwalu filmowym w Cannes. Jury ujął poruszającą opowieścią o miłości, która nigdy nie traci nadziei i zawsze jest gotowa zaczynać od nowa, choć czasami skazana jest na porażkę. Opowieścią wizualnie zbudowaną na nieszablonowej palecie barw i brawurowych technikach montażowych. „Happy Together” szybko też zdobyło uznanie społeczności LGBT+, bo opowiada o miłości homoseksualnej w sposób szczery, subtelny i pełen piękna. Z kolei film, „2046” (25 marca g. 18.15) można traktować jako podsumowanie pewnego etapu twórczości reżysera. Jest on swoistą kontynuacją „Spragnionych miłości”, ale nie brak tu też odniesień do innych obrazów Wong Kara-Waia. Powracają najważniejsze wątki, motywy, tematy. Reżyser bawi się tutaj ze swoją własną estetyką i buduje wielopoziomową, narracyjną konstrukcję pełną nienasyconych uczuć, tęsknoty oraz poczucia wyobcowania.


Nie będę ukrywał, iż po cichu liczę, że sala częstochowskiej „Iluzji” będzie pękać w szwach podczas tych marcowych projekcji. Wong Kar-Wai jak mało kto potrafi rozkochać w kinie. Przekonajcie się o tym koniecznie.

Cykle CGK - Autorzy