SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Robert Jodłowski

Zrobię wszystko, żeby pomóc filmowi

30 października 2024
Udostępnij

Plakaty Andrzeja Pągowskiego do wszystkich filmów Kieślowskiego, Wajdy i Morgensterna po raz pierwszy pokazywane są razem. Do 3 listopada można je jeszcze oglądać „Na nowo” w Miejskiej Galerii Sztuki. - Żartuję, że mamy tu trzech tenorów polskiego kina – mówi autor w rozmowie dla CGK.

middle-459240411_1160498518908333_7250358004881544550_n.jpgWystawa „Na nowo” po raz pierwszy pokazywana jest w takiej potrójnej wersji. Skąd taki pomysł?

Andrzej Pągowski: Faktycznie, najważniejszą rzeczą jaka się wydarza tutaj, w Częstochowie jest to, że te trzy projekty pokazane są razem. Żartuję, że mamy tu trzech tenorów polskiego kina.

Jednak projekt „Na nowo” nie był pomyślany, by pokazywać go w ten sposób. To jest pomysł pani dyrektor galerii [Anny Paleczek-Szumlas – przyp. red.]. Ona zresztą ma same dobre pomysły, bo pamiętam kilka dobrych lat wcześniej, gdy miałem tu wystawę na czterdziestolecie pracy, pani Ania wymyślała, żeby każdy rok zilustrować jednym plakatem. Dla artystów jest to dosyć trudna sytuacja, szczególnie jak się tych plakatów w danym roku robi ponad setkę. Ale udało się.

Pierwszym z „tenorów”, do którego twórczości Pan powrócił, był Krzysztof Kieślowski.

- To było pewnego rodzaju podziękowanie za to, co się wydarzyło między nami, za to, kim był dla mnie. Była 20. rocznica śmierci Krzysztofa, zupełnie niepotrzebnej, przedwczesnej. Pomyślałem, że może zrobię na nowo kilka plakatów, które już kiedyś robiłem. Bo nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale stworzyłem plakaty do wszystkich – poza „Blizną” - fabuł Krzysztofa Kieślowskiego. I nie pamiętam, chyba Irena Strzałkowska [producentka filmowa – przyp. red.], która nas kiedyś przedstawiała sobie i czuwała nad naszymi relacjami, powiedziała: może byś zrobił wszystko. Wtedy na nowo obejrzałem dokumenty Krzysztofa, niektóre po raz pierwszy. Na nowo cały „Dekalog” i te fabuły, które już kiedyś robiłem i teraz odkryłem je – właśnie na nowo. Jako osoba dojrzała, z innymi doświadczeniami zupełnie inaczej odczytałem poszczególne tematy.

middle-zoom-459228438_1160499132241605_1829372716002002772_n_66e5aead53bd6.jpg

Ten projekt bardzo fajnie zaiskrzył. Pokazywałem go w wielu miastach, na festiwalach. Szczególnie pamiętam takie spotkanie z młodymi ludźmi w Kinie Atlantic. Zaczęliśmy rozmawiać o tych plakatach i okazało się, że oni zupełnie inaczej je odczytują. Mnie bardziej kręcił „Przypadek”, „Krótki film o miłości” czy „Krótki film o zabijaniu”, a ich kręciły te dokumenty, etiudy, bardziej gdzieś działały na ich wyobraźnię.

Poszedł Pan za ciosem. Po „Kieślowskim” przyszła pora na „Wajdę”.

- Drugi projekt powstał w pandemii, bo wtedy byłem trochę jak tygrys w klatce. Z racji wieku zostałem zamknięty w domu przez mojego przyjaciela lekarza i moją żonę. Będąc w grupie ryzyka nie mogłem inaczej. Wtedy nie wiedzieliśmy, czym tak naprawdę jest COVID-19. Natomiast ja cierpiałem na to, że nie miałem tego kontaktu ze sztuką, z zamówieniami, z ludźmi, z wystawami, ze wszystkim. I znowu gdzieś przeczytałem, że wkrótce będzie piąta rocznica śmierci i 95. urodzin Andrzeja Wajdy. Pomyślałem, że może zmierzę się z tym projektem. Oczywiście zamiast najpierw sprawdzić, ile Andrzej zrobił filmów, to podszedłem do tego z biegu. Okazało się, że aż 60, a musiałem to zrobić w ciągu dwóch lat. Moja żona, która jest bardzo klarowną osobą, zapytała, czy podzieliłem to sobie na miesiące. Wyszło, że muszę zrobić cztery plakaty miesięcznie. Udało mi się jednak skończyć wcześniej.

middle-zoom-459566297_1160498838908301_6885407546608814912_n_66e5af0c40d02.jpg

I dopiero „Wajda” uzmysłowił mi jak silne są te projekty, że niosą wartość edukacyjną. Dzięki obecności na wystawie widz może zapoznać się z tym całym dorobkiem. A dzięki ściągawkom, które towarzyszą projektom, można poznać dokładnie, jak ta twórczość wyglądała. Co było dokumentem, co etiudą, co fabułą. Myślę, że każda osoba, która wychodzi z takiej wystawy, staje się wielkim znawcą danego reżysera. Bo przeciętny Polak, przeciętny konsument kultury tak naprawdę potrafi wymienić dziesięć tytułów Andrzeja Wajdy. I to na tym się kończy. Ale proszę się nie stresować, ponieważ fachowcy z dziedziny kinematografii dochodzili do piętnastu. Sam przecież nie zdawałem sobie dokładnie sprawy wcześniej, ile tych filmów było.

Na „Wajdzie” się jednak nie skończyło…

- Przyjaciele, krytycy, widzowie zaczęli pytać, co będzie następne. Miał być Stanisław Bareja, ale stanęło na Januszu Morgensternie. Chciałem złożyć hołd Kubie, ale też zrobić przyjemność jego żonie – Krystynie Cierniak-Morgenstern. Podobnie było z Krystyną Zachwatowicz-Wajdą, która miała dużą frajdę z tego, że zrobiliśmy ten projekt.

middle-A.jpg

I tak powstał właśnie „Morgenstern na nowo”. Niewielki w stosunku do tamtych projektów, bo liczący 20 tytułów, ale weźmiemy pod uwagę, że tam było wiele seriali, i to takich jak „Kolumbowie”, „Stawka większa niż życie”, czy „Polskie drogi”. Jednak na wystawę to było niewiele. I wtedy poprosiłem dyrektora Narodowego Centrum Kultury Filmowej w Łodzi, żeby pomógł mi skonstruować coś w rodzaju podróży po twórczości Morgensterna. I to jest na razie jedyna wystawa, do której jest włączony taki archiwalny suplement. Są zdjęcia, notatki, różne wspomnienia. Finalnie to się bardzo ciekawie się ogląda.

Są już kolejne plany?

- Tak. Mogę już nieco zdradzić. Zastanawiam się, czy będę robił „Hasa”, bo prawdopodobnie w przyszłym roku będzie ogłoszony Rok Wojciecha Jerzego Hasa. Ale myślę też o Januszu Majewskim, do którego mnie ciągnie, bo robiliśmy tyle wspólnych rzeczy. I gdy Janusz powiedział, że idzie na badania do szpitala, nie spodziewałem się, że to będzie nasza ostatnia rozmowa.

middle-zoom-459141976_1160498742241644_5161608535047407182_n_66e5ae92cf9c8.jpg

Do części tych filmów – jak wiemy - robił Pan wcześniej plakaty. Wpływało to jakoś na pracę?

- Nie patrzę na to, co zrobiłem kiedyś, ponieważ mam inne doświadczenia, inne przeżycia. Jestem innym człowiekiem. I każdy oglądany film to też było odkrycie przy tym projekcie. Większość tych plakatów robiłem mając dwadzieścia kilka, trzydzieści lat. Ich odbiór teraz, gdy jest się grubo po sześćdziesiątce, jest nowy. Mam inne doświadczenia, inne skojarzenia, inne przeżycia. I też jest inne społeczeństwo. To kończy się zupełnie inną grafiką. Te grafiki nie są robione dla moich rówieśników, nie są robione dla osób troszkę ode mnie młodszych, one są robione tak naprawdę dla młodych ludzi, którzy powinni zainteresować się polską kinematografią. I tu jest moja wielka porażka, ponieważ okazało się, że co z tego, że ja to zrobię, jeżeli nawet zainteresowani widzowie, którzy bardzo by chcieli zobaczyć te filmy, nie mają takiej możliwości. Jedynym całkowicie dostępnym zestawem filmów są te Krzysztofa Kieślowskiego. Ma na YouTubie pełną filmografię. Ani Wajda, ani Morgenstern nie są dostępni.

middle-zoom-459492731_1160499152241603_3227580558954353218_n_66e5af0a69f87.jpg

To pytanie na pewno często pada: obejrzał Pan ponownie aż 125 tytułów?

- Ludzie często mnie pytają, czy oglądam wszystkie filmy, do których plakaty robię. Jestem grafikiem, który podjął wiele lat temu decyzję, że będzie grafikiem do wynajęcia. Czyli ktoś mnie wynajmuje, żebym skomentował, czy to spektakle teatralne, czy wydarzenia, czy filmy. Nie mogę tego zawodu wykonywać będąc nieuczciwym, nie obejrzeć filmu i coś tam sobie wymyślić. Choć wiem, że bywa tak, że ktoś nie czyta książki, tylko tytuł i robi do niej okładkę. Ta praca wiązała się więc z obejrzeniem całości.

A jeśli jakiś film się Panu osobiście nie podoba, czy wtedy trudniej się pracuje?

- Nie, bo jestem po to, żeby zwrócić uwagę widza na dany tytuł. I zrobię wszystko, żeby temu filmowi pomóc. To Krzysztof Kieślowski powiedział mi: wiesz, Andrzej, ty możesz mi pomóc albo zaszkodzić. Zdziwiłem się: Krzysiu, jak mogę ci zaszkodzić? Wyjaśnił: jak zrobisz zły plakat, to widz spojrzy i powie: pewnie słaby film, i słaby plakat. Nie mogę sobie na to pozwolić. Zawsze staram się swoją pracą jak najbardziej pomóc reżyserowi i filmowi, żebyście państwo go zauważyli. A to, czy pójdziecie do kina, czy zobaczycie go i czy potem wyciągniecie z tego wnioski, to już jest nie moja robota.

Rozmowa odbyła się 12 września 2024 roku.

middle-459573544_1160498525574999_7958306536398616773_n.jpg

*Andrzej Pągowski urodził się w 1953 r. Jest absolwentem PWSSP w Poznaniu. To autor prawie 2000 plakatów wydanych drukiem od 1977 r. w Polsce i zagranicą. Ponadto zajmuje się ilustracją książkową i prasową, jest autorem okładek wydawnictw płytowych, scenografii teatralnych i telewizyjnych, scenariuszy filmów i teledysków. Uprawia malarstwo. Jest laureatem licznych nagród polskich i międzynarodowych, m.in. sześciu złotych medali w Konkursie The Hollywood Reporter w Los Angeles. Swoje prace prezentował na wielu wystawach indywidualnych w kraju i zagranicą. Jego plakaty znajdują się między innymi w zbiorach MoMA w Nowym Jorku i San Francisco oraz w Centrum Pompidou w Paryżu. MoMA umieściło plakat „Uśmiech wilka” wśród 100 najważniejszych dzieł sztuki nowoczesnej w zbiorach MoMA.

Więcej o wystawie przeczytacie w tekście "125 powodów, żeby zobaczyć te plakaty na nowo". Ekspozycja pozostanie w Miejskiej Galerii Sztuki do 3 listopada. Szczegóły: galeria.czest.pl

Fot. Robert Jodłowski/Miejska Galeria Sztuki


Galeria zdjęć

14 września 2024
Robert Jodłowski/Miejska Galeria Sztuki
12 września w Miejskiej Galerii Sztuki otwarta została wystawa „Kieślowski Wajda Morgenstern na nowo na plakatach Andrzeja Pągowskiego”. 125 plakatów artysty można oglądać w sali Poplenerowej i Gobelinowej. Ekspozycja pozostanie w galerii do 3 listopada.

Zuzanna Suliga - czytaj więcej