Zbrodnia potrafi uwieść
W hotelowym foyer Arche znów było o literaturze tak, jak lubimy: z ciekawymi gośćmi, z humorem i z odrobiną pieprzu. Sala wypełniła się miłośnikami literatury, a na scenie „grasował” temat, który nie daje spokoju nawet w czasie wakacji: „Co nas fascynuje w zbrodni”.
_6894a6c426d61.jpg)
Do rozmowy zaproszono kilkoro gości - i dobrze, bo taki temat nie znosi chóru na jedną nutę. Anna Rozenberg, pisarka, częstochowianka z wyboru, od lat mieszkająca w Wielkiej Brytanii, autorka cyklu o inspektorze Redfernie i thrillera „Zawsze będziesz winna”, przywiozła spojrzenie zamglone brytyjskim klimatem, ale podszyte polską wrażliwością. Grzegorz Brudnik, autor cyklu o Aleksandrze Gallu i „Roty”, który potrafi subtelnie budować napięcie w swoich kryminałach, pokazując, że atmosfera może być ważniejsza niż tempo wymiany ognia. Z Uniwersytetu Jana Długosza dołączyli Agnieszka Pobratyn, kulturoznawczyni badająca kulturę popularną (także tę, która romansuje z przestępstwem), oraz Grzegorz Sitek, filozof od logiki, ontologii i metafizyki - czyli od tego, co kryje się pod powierzchnią kto zabił?. Sierpniowe wydarzenie poprowadził Robert Jasiak.
Jak to zwykle bywa na spotkaniach z panelem dyskutantów tytułowa kwestia została omówiona z wielu perspektyw i poruszono też wiele wątków. Jeden z nich dotyczył tematów tabu, które jak się okazuje, można znaleźć także w tak mrocznej prozie gatunkowej jak kryminał i true crime. Rozmówcy byli zgodni: są sprawy, które trudno obrazować bez utraty elementarnego zaufania czytelników. Są to przemoc wobec dzieci i zwierząt. Owszem, takie zdarzenia mogą w świecie przedstawionym zaistnieć jako fakt, czasem nawet oś konstrukcyjna fabuły, ale dosłowny, rozbuchany opis bywa dla odbiorcy nie do przyjęcia. Kryminał ma prawo niepokoić; nie ma obowiązku epatować. Różnica pomiędzy wiedzieć, że to się zdarzyło a patrzeć na to z bliska jest tu fundamentalna - i etycznie, i estetycznie.
_6894a6cdcb3d5.jpg)
Padło również pytanie o kondycję rynku: czy to tylko my, pasjonaci, mamy wrażenie boomu, czy rzeczywiście kryminał i thriller trzymają się mocno? Czy mamy obecnie do czynienia z kryzysem czytelniczym? Odpowiedź z praktyki była szybka: na targach książki trudno przecisnąć się korytarzem, a sale spotkań z autorami pękają w szwach. Fani czekają w wielogodzinnych kolejkach po autograf. Widzimy więc nie „zapaść”, lecz raczej wysokonasycony ekosystem, w którym tytułów jest dużo, ale czytelników - jeszcze więcej. I może właśnie dlatego tak ostro wraca kwestia odróżnialności. Żeby się przebić, pisarz musi umieć zbudować swój charakterystyczny styl. Wajb, który rozbrzmiewa z pośród kolejnych zdań. Musi też stworzyć bohatera z krwi i kości. Kogoś, z kim czytelnik będzie umiał się utożsamić albo przynajmniej zaciekawić jego losem. Sama intryga ma często drugorzędne znaczenie. Podczas lektury musimy przyjąć z entuzjazmem zaproszenie do autorskiego świata i dobrze by było, żeby ten świat się czymś wyróżniał.
W tym miejscu pojawiła się kwestia, którą szczególnie lubię: konkret miejsca. Umiejscowienie akcji w realnych lokalizacjach: ulicach, kawiarniach, zaułkach sprawia, że czytelnik dostaje mapę do przejścia. Po lekturze można iść tropem bohaterów: sprawdzić zaułek, obejrzeć witrynę, usiąść na tej ławce. To nie tylko zabawa w miejski geocaching; to również emocjonalny klej. Jeśli bohater wraca do naszego antykwariatu, je z tej samej budki, mija znaną bramę, łatwiej nam „wejść” w jego skórę, nawet, gdy robi rzeczy, których sami byśmy nie zrobili.
_6894a6b6071ff.jpg)
Czy polski kryminał ma coś swojego, rozpoznawalnego na tle np. Skandynawów, Brytyjczyków czy Amerykanów? W dyskusji wybrzmiało, że tak, choć nie jest to jeden wzór do odrysowania. Z jednej strony mamy dziedzictwo transformacji, biedaszyby i peryferyjne miasteczka, gdzie „krwiobieg” społeczny kiedyś napędzał jeden zakład, a dziś pulsuje nierówno i skokowo, często z krzykiem zmęczenia lub grozy. Z drugiej - język: coraz odważniejszy, coraz bardziej muzykalny, ale uważny na tonacje codzienności. Noir po polsku rzadko bywa totalnie stylizowany; częściej to mieszanka dymu z zapleczowego baru, urzędowych pieczątek i znanych melodii. Mówiąc prościej: mniej gabinetów adwokackich na 32. piętrze (pozdro Remigiusz Mróz!), a więcej klatek schodowych z wypłowiałą lamperią i łuszczącą się farbą.
Robert Jasiak zadał też pytanie o egzystencjalny rdzeń gatunku. Temat rozwinął Grzegorz Sitek. Kryminał, powiedzmy to wprost, ma w centrum śmierć - zjawisko związane z tematyką jak żadne inne. Bohaterowie są często stawiani w sytuacjach granicznych; między powinnością a namiętnością, między literą prawa a odruchem serca. I właśnie wtedy gatunek przestaje być tylko układanką z poszlak i alibi. Staje się laboratorium etyki. Czytelnik dostaje bezpieczne (bo fikcyjne) warunki, by zadać sobie niewygodne pytania: co zrobiłbym na miejscu protagonisty? Jaką normę nagiął? Dobre kryminały nie uczą nas, jak uciec przed konsekwencjami; uczą, jak je unieść, gdy przyjdą.
_6894a6c084f42.jpg)
Poruszono także wątek identyfikacji z bohaterem. To nie jest prosta układanka, którą można „stargetować” tabelką przedstawiającą przeciętnego czytelnika. Bywa, że działa paradoks. Rozenberg opowiadała o swoim bohaterze - złożonym tożsamościowo, z genealogią rozpiętą między Polakiem a jamajskim Szkotem, jednak dla polskiego czytelnika zaskakująco bliskim. Być może decyduje nie metryka, tylko mentalność: rodzaj humoru, kruchość za twardą miną, wierność drobnym rytuałom. Innymi słowy - bohater swojski nie zawsze musi być taki jak my z dowodu osobistego. Wystarczy, że myśli i czuje w częstotliwościach, które znamy.
Prowadzący nie mógł pominąć pytania o ekranizacje. Czy film pomaga książce? Czasem tak, ale nie mechanicznie. Publiczność kinowa i czytelnicza to zbiory częściowo rozłączne. Czytelnik sięgnie po serial na podstawie swojego ulubionego autora z ciekawości; widz rzadziej wraca do literackiego źródła. Bywa, że więcej robi sam szum medialny: nazwisko autora w obiegu, obecność na planie, wywiady. Dyskutanci wyrazili też bardzo ważną uwagę: nie porównujmy pierwowzoru literackiego i filmu jeden do jednego. Język filmu i język prozy są jak dwa instrumenty. Grają tę samą melodię, ale w innych skalach. Próba dosłownej transkrypcji kończy się fałszem; najlepsze adaptacje tłumaczą sens, nie słowa. Z kolei, gdy prowadzący dopytywał o „najgorsze ekranizacje”, pojawiło się więcej pobłażliwego uśmiechu niż wyroków. Zamiast listy wstydu dostaliśmy wyrazistą konkluzję: literatura i kino mogą być sobie wierne, jeśli nie próbują być sobą nawzajem.
_6894a6b106258.jpg)
Na koniec wróciliśmy do pytania, od którego zaczęliśmy: dlaczego to lubimy? Dlaczego potrafimy zasypiać przy zbrodni, która przecież powinna niepokoić? Może dlatego, że porządek opowieści - nawet tej mrocznej – uspokaja bardziej niż chaos wiadomości dnia. W książce zło ma kształt, motyw, czasem karę, a w rzeczywistości bywa rozmyte. Kryminał nie tyle oswaja grozę, ile buduję ramę dla niepewności. Daje czytelnikowi możliwość powrotu na miejsce zbrodni z latarką w dłoni i z myślą, że świat, choć nieidealny, bywa wytłumaczalny.
Rozmowę zakończyły pytania od publiczności i podpisywanie książek przez autorów. A ja czekam na następny wielogłos w Hotelu Arche. Wiem już, że ten czeka nas 16 września, a dotyczyć będzie kolejnego bliskiego mi tematu. Na pytanie: Hip-hop, głos ulicy czy już tylko biznes? wraz z moderującym spotkanie Robertem Jasiakiem będą starali się odpowiedzieć twórcy tego nurtu związani z Częstochową: DJ Haem, Matis, Mikser i Susk.
Do zobaczenia na kolejnych dyskusjach!
Fot. Kacper Staszczyk
