W poszukiwaniu zapomnianej Częstochowy
Co kryją archiwalne numery lokalnej prasy, których nikt nie przeglądał od dekad? Jakie sekrety zostawili po sobie dawni mieszkańcy kamienic przy Alei Najświętszej Maryi Panny? Na te i wiele innych pytań odpowiadał Janusz Pawlikowski – znany częstochowski dziennikarz, regionalista i niestrudzony badacz przeszłości.

14 maja Biblioteka Publiczna zaprosiła na kolejne spotkanie z cyklu „Częstochowskie opowieści”. Tym razem bohaterem wydarzenia był właśnie Janusz Pawlikowski (dotychczas historie snuli m.in. Adela Wiśniewska i Janusz Wróbel). Wieczór wypełniony anegdotami stał się fascynującą podróżą przez zapomniane mikrohistorie naszego miasta.
Pawlikowski od lat pokazuje, że historia lokalna to nie tylko suche daty, ale przede wszystkim ludzie i ich splątane losy. Podczas rozmowy autor chętnie dzielił się kulisami swojej pracy, którą sam żartobliwie nazywa „szperactwem”. Jak przyznał, impuls do zajęcia się tą dziedziną przyszedł z zupełnie nieoczekiwanej strony – z lektury ostatniej powieści Janusza Zajdla „Paradyzja”.
- Tam jednym z bohaterów był człowiek, poeta, którego konikiem było wyszukiwanie rzeczy, wyszukiwanie tekstów, wiadomości (...) I ja sobie powiedziałem tak, jaka to jest fajna historia, znajdować to, do czego inni nie są w stanie dotrzeć – wspominał publicysta.

Prawdziwym przełomem w jego karierze badacza Częstochowy był jednak rok 1996 i współpraca z cenionym fotografem Jacentym Dędkiem. To wtedy narodził się pomysł na książkę „Częstochowa dla każdego”, która przełamała dotychczasowy, ściśle akademicki sposób pisania o mieście, oferując czytelnikom przystępny, popularyzatorski język. Sukces tamtej publikacji pociągnął za sobą kolejne projekty, w tym monumentalne „Kalendarium Częstochowskie”, wymagające tytanicznej pracy. Regionalista przytoczył anegdotę o ponownym odkrywaniu starych tekstów: Mówiłem sobie kiedyś, że gazeta żyje dwa razy. Pierwszy raz do następnego dnia, czyli ten jeden dzień jak ją czytamy. I później dopiero po 50 latach, kiedy znów możemy się z niej dużo dowiedzieć.
Z uwagi na fakt, że spotkanie odbywało się w bibliotece, to właśnie patronowi placówki, doktorowi Władysławowi Biegańskiemu poświęcono pewną część wieczoru. Zbliża się rocznica urodzin i śmierci tego wybitnego lekarza, a – jak zauważył Pawlikowski – wciąż brakuje jego współczesnej, przystępnej biografii. Ta opublikowana w 1930 roku przez jego żonę, to w gruncie rzeczy pomnikowa laurka napisana archaicznym językiem, która dla dzisiejszej młodzieży byłaby trudna w odbiorze. Tymczasem Biegański był nie tylko wielkim społecznikiem, ale też postacią z krwi i kości.

Z postacią lekarza znakomicie łączyło się miejsce spotkania – stał tam niegdyś budynek, w którym znajdowała się kamienica Bergmana, a później Landauów. To właśnie tu, przy dzisiejszej II Alei 22, doktor Biegański musiał bywać wielokrotnie, doglądając spraw księgowych gigantycznego przedsięwzięcia, jakim była Krajowa Wystawa Przemysłu i Rolnictwa z 1909 roku. Sama wystawa – największa w czasach zaborów, trwająca aż trzy miesiące – znacznie różniła się od powojennych terenów wystawowych, które starsi Częstochowianie pamiętają z okolic dzisiejszej „Cepelii” czy Alei Jana Pawła II (gdzie zresztą w latach PRL-u eksponowano zaginioną panoramę oblężenia Częstochowy). Wystawa z 1909 roku ciągnęła się w stronę ulicy Sobieskiego, a do dziś w parkach podjasnogórskich możemy podziwiać jej pozostałości, takie jak altana czy pawilon wystawowy.
Niezwykle wyczekiwanym tematem spotkania była najnowsza, ukończona już książka Janusza Pawlikowskiego zatytułowana „Częstochowski Szlak Kobiet”. Autor przywraca w niej pamięć o niezwykłych Częstochowiankach, których barwne, nierzadko dramatyczne losy spychano na margines oficjalnych kronik. W publikacji znajdziemy sylwetki niezwykle silnych pań. Wśród nich znalazła się m.in. poetka Irit Amiel, Ewa Zaleska - znana w latach 50. z brawurowej jazdy motocyklem, a także Aurelia Woźnicka, pomagająca w konspiracyjnej produkcji materiałów wybuchowych.

Na kartach książki pojawią się też np. pisarka Zofia Kossak, mieszkająca tuż po wojnie na plebanii św. Barbary i współtworząca „Tygodnik Niedziela”, szaradzistka i pisarka Teresa Weisenhoff, ale także postaci doskonale znane szerokiej publiczności jak aktorka Kalina Jędrusik czy poetka Halina Poświatowska.
Opowieści o fascynujących ludziach sprowokowały osobiste wspomnienia. W trakcie snucia anegdot regionalista niezwykle ciepło wspomniał legendarnego nauczyciela z II LO im. Romualda Traugutta – profesora Gustawa Grackiego. Z jego lekcji – jak zaznaczył – uczniowie nie chcieli uciekać do kina, tak potrafił fascynować literaturą i historią, wychowując przy tym całą rzeszę przyszłych dziennikarzy. Dla mnie, jako autora tej relacji i dawnego wychowanka profesora Grackiego, była to chwila szczególna, uświadamiająca, jak wielki wpływ na kolejne pokolenia lokalnych twórców mieli wybitni częstochowscy pedagodzy.
Pawlikowski przyznał, że w swojej pracy kieruje się specyficzną optyką, wynikającą z faktu, że jest w mieście napływowy. - Ja jestem pierwszym pokoleniem w Częstochowie (...) w związku z tym interesuje mnie tu wszystko. To jest nieco inaczej niż z ludźmi, którzy tutaj żyją od pokoleń (...) A mnie zaskakuje absolutnie każda informacja – tłumaczył. Zwrócił także uwagę na kryzys tradycyjnej prasy, która przez lata stanowiła kronikę codzienności – ubolewał nad dzisiejszym brakiem takich źródeł.
Wieczór z Januszem Pawlikowskim pokazał, że pamięć o przeszłości tkwi w detalach – w historiach pojedynczych bram, zapomnianych notatkach prasowych i życiorysach nietuzinkowych postaci. Dzięki pasji takich ludzi, lokalna historia wciąż pozostaje żywa i potrafi fascynować.
Na kolejne spotkanie z cyklu "Częstochowskie opowieści" Biblioteka Publiczna zaprasza 25 czerwca. Jego bohaterem będzie artysta rzeźbiarz Jerzy Kędziora. Szczegóły: biblioteka.czest.pl
