SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

To był dziwny sierpień: strzały, sznury, trucizny

25 sierpnia 2025
Udostępnij

W gorącym powietrzu lęgły się burze z wichurami łamiącymi drzewa, grad i ludzkie namiętności. „Goniec Częstochowski” sprzed stu laty aż dyszał doniesieniami „o czynach krwawych, wszetecznych, wyrodnych”. No, może raczej desperackich.

middle-samobojstwa_bezrobotny.jpg

Zaczęło się od złowrogiej wiadomości z 12 sierpnia: Bezrobocie w Częstochowie wzrasta! Liczba częstochowian bez pracy zbliżała się do 5 tysięcy. 2250 z nich wypłacono zapomogi, w sumie 17,5 tys. zł, ale ludzie chcieli pracy, nie zasiłku. Tłumnie oblegali biuro pośredniaka, pytając o jakiekolwiek zajęcie. Niestety, specjalnie rozpoczęte w lipcu roboty sezonowe, np. przy żniwach, dały utrzymanie zaledwie 573 osobom, zaś zarejestrowanych bezrobotnych było 4510. Na zmniejszenie się klęski bezrobocia nie ma najmniejszych widoków – wieszczył ponuro „Goniec Częstochowski”. I komentował: Klęska bezrobocia, będąca najstraszliwszą bolączką naszego społeczeństwa, powinna w dobie obecnej być dominującą troską naszego rządu, który klęsce tej winien zaradzić radykalnie przez uruchomienie i rozwinięcie polskiego przemysłu. Zapomogi rządowe to tylko półśrodek, który nieszczęścia głodnych mas łagodzi, ale widma groźnych następstw od kraju nie odwraca

Trzy dni przed ukazaniem się tego artykułu, 8 sierpnia, 23-letni Stefan Mazur wybrał się z narzeczoną do Olsztyna, w okoliczności przyrody u stóp zamku. Narzeczona, Helena Żakówna, miała 18 lat, pracowała zaś w biurze Funduszu Bezrobocia przy Urzędzie Pośrednictwa Pracy w Częstochowie. Stefan z kolei był z zawodu ceramikiem. Na miejsce dojechali pociągiem, spacerowali, a ponieważ lunęło, schronili się pod murami warowni. Wtedy nagle… Ale oddajmy głos „Gońcowi…”: Mazur gwałtownym ruchem wydobył rewolwer i strzelił do narzeczonej, która z okrzykiem grozy upadła na ziemię, przyczem w okolicy ucha wytrysła wąziutka smuga krwi. Mazur, sądząc, że narzeczona jego jest już martwa, strzałem wymierzonym w usta pozbawił się życia. Śmierć nastąpiła momentalnie. Żakówna po krótkiej chwili omdlenia z przestrachu podniosła się z ziemi, a widząc sztywne zwłoki narzeczonego, brocząc krwią z przestrzelonego ucha, pobiegła przerażona na posterunek policji w Olsztynie.

middle-samobojstwa_Olsztyn.jpg

W kieszeni Mazura funkcjonariusze znaleźli list pożegnalny. Niestety, nie zawierał on najważniejszego wyjaśnienia - motywu. Od zszokowanej Heleny też niczego nie można się było dowiedzieć. Przepytywanie znajomych dało równie znikomy efekt, bo dziewczyna trzymała w tajemnicy swój związek, nikomu się nie zwierzając. Tyle ustalono, że młodzi poznali się na początku czerwca, że rodzice Heleny przyjęli prośbę Stefana o rękę ich córki i że zezwolili na ślub, ale dopiero za dwa lata, uznali bowiem, że dziewczyna jest za młoda na związek małżeński.

A jednak śledczy doszli do kłębka. „Goniec…” opublikował wyjaśnienie zagadki już 13 sierpnia.

Oto młody samobójca nie miał pracy i był w ostatnich tygodniach w krytycznem położeniu materjalnym. Od narzeczonej pożyczył 150 zł, potem od jej rodziców 200; wszystko obiecał oddać 16 sierpnia. Niestety, nie miał potrzebnej kwoty ani żadnych szans na jej zdobycie, wciąż bowiem pozostawał bezrobotny. Wtedy postanowił odebrać życie sobie i Helenie. Tak oto przedstawia się wierne tło ponurego dramatu, którego istotną przyczyną – brak pracy zarobkowej i kłopoty materjalne oraz nerwowa psychoza i przygnębienie, jakie powstały w tak anormalnych warunkach życiowej egzystencji – podsumował dziennik.

Wróćmy jednak do 12 sierpnia. Tuż pod wiadomością o wzroście bezrobocia krzyczy pogrubionymi literami inny tytuł: Z tragedji życiowych. 25-letni mężczyzna z nędzy odbiera sobie życie na placu Jasnogórskim.

middle-samobojstwa_Jasna_Gora.jpg

Było poniedziałkowe południe, gdy zauważono na błoniach Jasnej Góry mężczyznę leżącego na ziemi, nieruchomego, nieprzytomnego. Przy ciele spoczywała buteleczka esencji octowej. Wszystko stało się jasne – samobójca. Esencja octowa była w tamtych czasach bardzo popularną trucizną. Pamiętamy, jak w „Nocach i dniach” pani Katelbinie trzeba było płukać żołądek, gdy zażyła właśnie ten środek – kwas octowy w stężeniu 70-80 proc., silnie żrący, łatwo dostępny, używany do dezynfekcji, a w celach spożywczych, np. do marynat – tylko po rozcieńczeniu. W miesięczniku „Ratownictwo” z czerwca 1930 r. czytamy, że dane pogotowia ratunkowego w Warszawie za 1928 rok wykazują, iż otrucia za pomocą esencji octowej stanowiły 40,2 proc. ogólnej liczby zamachów samobójczych i 53,5 proc. wszystkich otruć. W 1928 r. w Warszawie sięgnęło po esencję 496 osób. Jest to po prostu moda, jak w Budapeszcie modne są otrucia gazem świetlnym, ługami, aspiriną i morfiną – informuje gazeta.

Samobójcę spod Jasnej Góry odratowano w szpitalu. Okazało się, że to 25-letni Julian Dębski, bez stałego miejsca pobytu. Do Częstochowy przyjechał w nadziei, że mieszkająca tu siostra wspomoże go finansowo, sam bowiem już od dwóch lat pozostawał bezrobotny. Ponieważ siostra nie mogła go utrzymywać, młody człowiek przez kilka tygodni żebrał, a nocował na dworcu lub w klatkach schodowych kamienic. Wreszcie nie wytrzymał i targnął się na życie.

A tu, proszę, kolejny, skuteczny tym razem użytkownik esencji octowej – Jan Maj, lat 21. 8 sierpnia leżał martwy na torach. Tyle że jemu nie o pracę chodziło. Znaleziony przy nim list wyjaśniał, że motywem samobójstwa była nieuleczalna choroba próchnienia kości.

middle-samobojstwa_policjant.jpg

I znowu esencja octowa: 18 sierpnia, godz. 8.30, ul. Kordeckiego 9, Franciszek Szmagier, 20 lat. Udało się go odratować, wylądował w szpitalu przy ul. Jasnej. Tym razem powodem okazała się wielka miłość. Rodzice nie dawali chłopakowi zgody na ślub, a on nic tylko chciał się żenić. Oznajmił zatem: albo żona, albo trucizna – i słowa dotrzymał.

A teraz inna trucizna – jodyna. Wypiła ją Maria Grygorczyk, była już wtedy bufetowa cukierni Cristal. Ją również odwieziono na ul. Jasną. Okoliczności wydarzenia: 29 sierpnia, godz. 16, uliczna ławka przy ul. Kościuszki 34. Motyw – zawód miłosny i utrata pracy.

Inny przypadek, 15 sierpnia, dom przy ul. Piotrkowskiej 2, środek nocy. 33-letnia Halina Matwin przywiązała sznur do haka w suficie i powiesiła się na nim. Obudzona rodzina wezwała lekarza. Kobietę dającą słabe oznaki życia odwieziono do szpitala. Nikt nie wiedział, dlaczego chciała się zabić.

Myślicie, że tak tylko u nas? Bynajmniej. „Goniec…” informował także o wydarzeniach spoza miasta. I tak chociażby: Warszawa, ul. Marszałkowska, strzał z rewolweru – Maurycy Gordowski, jeden z dyrektorów Banku Zjednoczonego. Albo: okolice stacji Warszawa Wileńska, skok pod pociąg – adwokat Damidowicz-Domidecki, przed wojną bardzo znany i zasłużony prawnik z Krasów, który w czasie wojny stracił cały swój majątek.

A w Grecji musiał aż interweniować… rząd. Czytamy w „Gońcu…” z 19 sierpnia: Rząd grecki postanowił wydać zakaz przeciwko samobójstwom. Do wydania tego zakazu zmusiła go epidemja samobójstw grasujących obecnie w Grecji. Ustawa […] przewiduje ciężkie kary na wszystkich tych, którzy usiłowaliby dopuścić się samobójstwa. Karanymi będą ci, którzy wiedzieli o zamiarze samobójczym innych osób, a nie donieśli o tem władzom. Dodać należy, że w Anglji usiłowanie samobójstwa już oddawna jest uważane za zbrodnię i odpowiednio karane.

Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe


Joanna Skiba - czytaj więcej