SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Łukasz Kolewiński

Polski surrealizm żyje!

3 listopada 2025
Udostępnij

„Neosurrealiści” to tytuł kolejnej wystawy w Konduktorowni. Swoje prace prezentują Marian Panek, Waldemar „Major” Fydrych, Eva Maj i Aleksandra Szelągowska. Nieco surrealistyczny był też wernisaż, na którym wielu widzów założyło pomarańczowe czapeczki krasnoludków.

middle-zoom-ŁK-251025-NEOSURREALIŚCI-KONDUKTOROWNIA-017_6900942e08d37.jpg

Organizatorem wystawy, której pełna nazwa brzmi „Neosurrealiści. Nieoczywiste połączenia wystawowego uczestnictwa w neosurrealistycznym akcie spełnienia” jest Regionalne Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych w Częstochowie – gospodarz Konduktorowni. Jednak jego prezes Anita Grobelak już na początku październikowego wernisażu powiedziała, że pomysłodawcą i kuratorem ekspozycji jest Marian Panek i oddała mu głos.

Marian Panek przypomniał wystawę „Polscy surrealiści”, która zorganizował w 1994 roku jako dyrektor Miejskiej Galerii Sztuki w Częstochowie. Była ona później pokazywana w kilkunastu galeriach w Polsce oraz w czeskiej Pradze. Prezentowała prace 60 artystów.- To była ważna wystawa, bo wcześniej krytycy sztuki mówili, że nie ma polskiego surrealizmu, że jest tylko malarstwo metaforyczne. Dzięki niej staliśmy się znanymi twórcami nie tylko tu w Częstochowie, ale i w kraju. Niedawno pojawiła się nowa grupa artystów, która realizuje to, co się nazywa neosurrealizmem - wyjaśniał.

Poparł go Waldemar „Major” Frydrych: Może w polskim malarstwie nie wytworzyliśmy niczego poza portretem trumiennym – zażartował. – Ale to, z czym mamy do czynienia na tej wystawie to surrealizm. Myślę, że to jest pierwsza wystawa neosurrealizmu w Polsce i się bardzo cieszę, że tutaj jestem.

middle-zoom-ŁK-251025-NEOSURREALIŚCI-KONDUKTOROWNIA-018_690094302e98e.jpg

Czworo artystów, którzy pokazali swoje prace na wystawie w Konduktorowni, wiele różni. Obaj panowie – Panek i Fydrych są o generację starsi od pań – Evy Maj i Aleksandry Szelągowskiej. Inaczej też malują, ale uważają się za surrealistów i pozostają wierni głównym założeniom tego nurtu, którymi są między innymi odejście od realności i tworzenie własnych wizji świata.

Najstarszą pracą na wystawie jest „Biała lokomotywa” Mariana Panka. – Powstała w 1973 roku. Jest to takie zjawisko, inne od tego wszystkiego, co do tej pory mieliśmy. Byliśmy przyzwyczajeni, że realność wygląda tak, jak wygląda, że lokomotywy jeżdżą czarne – mówił o niej autor. Dużych rozmiarów obraz umieszczono na ścianie na wprost wejścia do Konduktorowni.

Jeżeli komuś surrealizm kojarzy się przede wszystkim z malarstwem, jakie uprawiał Salvador Dali, to zapewne najbliższe mu będą dzieła Aleksandry Szelągowskiej. Artystka swój zestaw dziesięciu obrazów pod tytułem „Światy równoległe” tak opisuje: W tym świecie panują zupełnie inne prawa fizyki niż w naszej codziennej rzeczywistości. Kiedy otwieram swoje zmysły, moje „malarskie serce” buduje stan spójności i kompozycyjnego porządku (…) Wszystkie są pewnymi opowieściami, uruchomieniem zdarzeń wynikających z moich uczuć, z mojego pola energetycznego. Uczestniczę w nich nie tylko jako twórca, ale też staję się jednocześnie bohaterem w tej surrealistycznej narracji.

middle-zoom-ŁK-251025-NEOSURREALIŚCI-KONDUKTOROWNIA-020_69009434d2924.jpg

- Wartością tej drogi artystycznej jest przede wszystkim szukanie światów równoległych – powiedział o niej kurator wystawy.

Nieco inną wersję surrealizmu proponuje w swoich pracach Eva Maj. Częstochowska artystka nie tyle odkrywa światy równoległe, ile wprowadza nadrealistyczne elementy do codzienności. W obrazach Evy dobrze znane, intymne przestrzenie ulegają subtelnym, a zarazem gwałtownym przekształceniom – zamieszkują je zjawy, duchy i stworzenia o niejednoznacznym statusie ontologicznym. Jej malarstwo opiera się na napięciu między tym, co realne a tym, co niemożliwe. Fantastyczne byty, wpisane w domowe pejzaże… – można przeczytać w materiałach towarzyszących wystawie. W jej pracach widać fascynację nie tylko figurą i kolorem, ale też tym, co nienazwane – aurą obecności, która wymyka się językowi. Światy, które tworzy, są jednocześnie czułe i niepokojące; rozgrywają się w półśnie, gdzie granica między jawą a wizją pozostaje płynna.

Wydarzeniem nie tylko artystycznym, ale także towarzyskim, a może nawet historycznym była obecność Waldemara „Majora” Fydrycha. 72-letni malarz z Wrocławia, zasłynął przecież w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku jako twórca Pomarańczowej Alternatywy – jednego z najbardziej oryginalnych nurtów antykomunistycznej opozycji.

middle-zoom-ŁK-251025-NEOSURREALIŚCI-KONDUKTOROWNIA-023_6900943c6468b.jpg

Już w 1981 roku Fydrych opublikował „Manifest Surrealizmu Socjalistycznego”, w którym napisał, że cały świat jest dziełem sztuki i pojedynczy milicjant to wybitne dzieło sztuki. W ponurych latach stanu wojennego i u schyłku PRL-u jego Pomarańczowa Alternatywa zasłynęła oryginalnymi happeningami przeradzającymi się w manifestacje uliczne i malowaniem grafitti z krasnoludkami na plamach powstałych w wyniku zamalowywania antyrządowych napisów. Ta forma oporu, z pogranicza sztuki, baśni i anarchizmu, do dziś jest pamiętana, czego dowodem są między innymi rzeźby krasnali jako symbol współczesnego Wrocławia.

„Major” zachował w sobie ducha tamtych czasów i podczas wernisażu rozdał gościom Konduktorowni pomarańczowe czapeczki krasnali.

- Nasze happeningi to było coś takiego, że mieliśmy pomysł. Robiło się jakieś rzeczy, ale później już w trakcie ktoś przekraczał moją wyobraźnię i robił jeszcze lepsze rzeczy. Na przykład milicjanci, którzy się pojawiali. Kiedy zrobiliśmy manifestację w czapeczkach krasnoludków, to ja myślałem, że oni będą nam zabierać czapki, a oni aresztowali krasnoludki. To był czysty surrealizm – wspominał.

middle-zoom-ŁK-251025-NEOSURREALIŚCI-KONDUKTOROWNIA-030_6900944cbbd1c.jpg

Pokazał nie tylko kilkanaście swoich obrazów w głównej sali Konduktorowni, ale również w pomieszczeniu na piętrze zaaranżował swoistą izbę pamięci Pomarańczowej Alternatywy. Na ustawionym telewizorze można oglądać film dokumentalny „Major albo Rewolucja Krasnali” w reżyserii Marii Zmarz-Koczanowicz, pełen archiwalnych nagrań z lat 80. Są też rysunki, ulotki i wydawnictwa autorstwa Waldemara Frydrycha, odwołujące się do tamtych czasów. Za sprawą „Majora”, odwiedzających Konduktorownię wita makieta Lecha Wałęsy z dorysowanym komiksowym „dymkiem”, na którym umieszczono napis: To krasnoludki obaliły komunizm.

Wśród gości wernisażu był malarz Tomasz Sętowski, który tak skomentował ekspozycję: Jestem wielkim miłośnikiem surrealizmu. Co prawda nie mieszczę się w tej konwencji, bo to już jest neosurrealizm, jak Marian Panek go nazwał, ale jestem wielkim orędownikiem tego kierunku. Ta wystawa pokazuje, że mamy świetne młode pokolenie, którego twórczość łączy się doskonale ze starszymi artystami.

middle-zoom-ŁK-251025-NEOSURREALIŚCI-KONDUKTOROWNIA-026_6900944335774.jpg

Oprawę muzyczną wydarzenia zapewnił znany częstochowski muzyk Jarosław Woszczyna, grając na saksofonie. Marian Panek zażartował, że to najbardziej surrealistyczny instrument.

Surrealizmem powiało także w przemówieniach artystów podczas otwarcia wystawy. Zaproszona do mikrofonu Eva Maj stwierdziła: Dobry wieczór, nie wiem co powiedzieć, bo chyba nie mam nic do powiedzenia. Zapraszam do oglądania moich prac.

I być może była to najcelniejsza wypowiedź wieczoru. Nie ma bowiem większego sensu opisywanie prezentowanych na wystawie dzieł, analizowanie ich treści, kontekstów i przesłania. Znacznie lepiej przyjść do Konduktorowni, samemu je zobaczyć i zinterpretować. Polubić bądź nie. Dobra okazja będzie w ostatnim dniu ekspozycji – w środę, 5 listopada, kiedy to o godz. 17.00 zaplanowano kuratorskie oprowadzanie z udziałem autorów prac i organizatorów z częstochowskiej Zachęty.

Fot. Łukasz Kolewiński (wernisaż wystawy)


Galeria zdjęć

28 października 2025
Łukasz Kolewiński
25 października w częstochowskiej Konduktorowni odbył się wernisaż wystawy "Neosurrealiści". Swoje prace prezentują na niej Major Waldemar Fydrych, Eva Maj, Marian Panek (który jest kuratorem ekspozycji) oraz Aleksandra Szelągowska. Muzycznie wydarzenie uświetnił Jarosław Woszczyna. Wystawa pozostanie w "Zachęcie" do 5 listopada.

Jacek Noszczyk - czytaj więcej