Poetycki mikrokosmos Marzeny Grabińskiej
W sobotni wieczór, 11 kwietnia, częstochowska „Dekadencja” przy ulicy Nowowiejskiego 10/12 przeistoczyła się w efemeryczną przystań dla poplątanych myśli i słów.

Ta specyficzna kawiarniana przestrzeń, naznaczona zwykle gwarem codziennych rozmów, tego jednego wieczoru zatrzymała się w czasie. Z niezwykłą erudycją spotkanie z Marzeną Grabińską zatytułowane „Wiersze i Kolumny” poprowadził Konrad Ludwicki, zmuszając autorkę do odsłonięcia kulis rzemiosła oraz opowieści o swojej twórczości. Sama poetka, debiutująca jakiś czas temu na częstochowskim Turnieju Jednego Wiersza, zaprezentowała dojrzałość godną pióra nie tylko opisującego świat, ale wręcz na nowo go kształtującego.
Opowiadając o swoim procesie twórczym, wskazywała na konieczność wywracania zastanych pojęć na lewą stronę, zdzierania znoszonej podszewki języka po to, by odnaleźć pod nią nagi, pulsujący autentyzm ludzkiego, niefiltrowanego doświadczenia.
W pewnym momencie podczas spotkania poezja opuściła ramy martwego zapisu na papierze. Maciej „Kor” Korzeniewski, Marcin „Martinez” Grodzki, Emilia Kasprzyk, Michał Marcińczak, Konrad Palczewski oraz Katarzyna Zajda-Hamerla stworzyli wspólnie oniryczną, wręcz hipnotyzującą muzyczną aurę, która stała się więcej niż tłem dla czytanych przez Andrzeja Kamińskiego wierszy. Słychać tam było niewypowiedziany tragizm, uwierające dylematy moralne oraz kruchą i cichą nadzieję, której pragniemy uchwycić się w momentach zwątpienia.

Twórczość Marzeny Grabińskiej od lat jest coraz lepsza. Symbolem tego literackiego dojrzewania i ugruntowania pozycji autorki jest prestiżowe, grudniowe wyróżnienie w ogólnopolskim konkursie organizowanym przez Książnicę Kopernikańską w Toruniu z 2025 roku.
Grabińska w swojej lirycznej wiwisekcji nie odwraca wzroku od problemów cywilizacji, nie szuka taniego, doraźnego pocieszenia, omija banał. Bohaterowie jej liryków to ludzie tacy jak my – uwikłani w szarą monotonię codzienności, przygnieceni balastem własnych ułomności, grzechów i zaniechań. Autorka z precyzją diagnosty punktuje nasze starannie maskowane lęki, pokazując nam to, co na co dzień obsesyjnie staramy się wyprzeć ze zbiorowej i indywidualnej świadomości.
Dodatkowo włada polszczyzną z wirtuozerską, momentami bezczelną dezynwolturą, bawiąc się jej elastyczną strukturą, testując wytrzymałość składni i graniczną pojemność słów. W tej dynamice kryje się najtwardszy sens tytułowych „Wierszy i Kolumn”. To zderzenie fundamentów, na których rzekomo opiera się nasz świat, z rwącymi, nieprzewidywalnymi ludzkimi namiętnościami, emocjami, przywarami, dobrem i złem. To próba odnalezienia stabilizacji w świecie, który z sadystyczną regularnością wytrąca nas z równowagi.

Kwietniowe wydarzenie w „Dekadencji” przypomniało o pierwotnej, rytualnej i szamańskiej wręcz funkcji poezji, która nie służy tylko estetyzacji życia. Liryka potrafi, przebić społeczną obojętność, która daje nam ułudę bezpieczeństwa. Marzena Grabińska pokazuje nam nasze najgłębiej skrywane demony i zmusza do przejrzenia się w bezlitosnym lustrze.
Choć w wersach poetki bez trudu odnajdujemy dyskurs z wybitnymi filozofami, echa klasycznych produkcji filmowych, czy napięcie na linii sacrum i profanum, to jej twórczości nie sposób skatalogować. Znane kody kulturowe traktuje jedynie jako materię, z której tworzy swój oryginalny poetycki mikrokosmos, który wymyka się sztywnym klasyfikacjom. Przy najbliższej okazji skorzystajcie z zaproszenia do tego jej świata…
Fot. Piotr Karoński
