SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Płyta pachnąca nowością, Mozartem i Chopinem

1 marca 2026
Udostępnij

Od 1 marca umieści ją w swym okienku, jak na wystawie sklepowej, kasa filharmonii. Ale na Spotify też będzie. Najnowszy CD z muzyką poważną, nagrany w Częstochowie, zbiera muzyczne unikaty, w większości dotąd niepublikowane. Jest ambitny i intrygujący.

middle-Adam-Klocek_-Fot.-Agnieszka-Małasiewicz(1).jpg

Utwory są cztery: dwie symfonie, jedne wariacje, jeden zestaw złożony z adagia i ronda. Opakowano je w tekturową okładkę barwy piasku, ze scenką batalistyczną na froncie: na czarnym koniu rycerz w szyszaku z piórkiem, na koniu białym - jakiś taki chyba bisurmanin. Czyżby w środku kryło się coś w stylu uwertury do „Lekkiej kawalerii” Suppégo albo muzyki do filmu „Pan Wołodyjowski”? No właśnie nie! Żadnego marsza, żadnych surm bojowych. Tyle że w pierwszej symfonii orkiestra od czasu do czasu zatrąbi patetycznie, natomiast cała reszta brzmi jak kryształowe wisiorki z zabytkowego żyrandola.

Kompozytorzy są trzej: Krzysztof Meyer, Antoni Milwid i Franciszek Lessel. Wszyscy – wbrew nazwiskowym pozorom – Polacy. Czy ich już gdzieś słyszeliśmy? Oj… Może tylko ktoś z branży muzyki poważnej, bo w radiu i serwisach streamingowych wymienieni panowie raczej nie są pasjami wyszukiwani.

Ale słyszeliśmy nieraz wykonawców, Orkiestrę Filharmonii Częstochowskiej pod dyrekcją Adama Klocka, pianistkę Joannę Ławrynowicz-Just i naszą częstochowską flecistkę Annę Zmarzły. Cały ten zespół podjął się zadania intrygującego i ambitnego. W efekcie powstała płyta z unikatową zawartością. Nosi tytuł „Meyer, Milwid, Lessel” a zbiera nagrania w większości premierowe, nigdy dotąd niepublikowane.

Zacznijmy od Symfonii D-dur w Stylu Mozarta op. 41 Krzysztofa Meyera. Miała być realizacją pomysłu na muzyczny dowcip. Oto w 1977 roku Filharmonia Poznańska zaproponowała kompozytorowi, by przygotował coś na koncert primaaprilisowy. I co on na to? W książeczce ukrytej pod okładką płyty znajdziemy wypowiedź mistrza: Postanowiłem wtedy napisać symfonię, która nie byłaby żartem z jakiejś powszechnie znanej muzyki, lecz wręcz przeciwnie - wyrazem wielkiej miłości i czci dla twórcy, którego dzieła zawsze były i niezmiennie są dla mnie źródłem wielkich przeżyć. Propozycję tę potraktowałem więc jako okazję do »przebrania się« za Mozarta.

middle-płyta(1).jpg

Plan się powiódł: nieuprzedzony meloman może pomyśleć, że to istotnie Mozart. Zwłaszcza gdy usłyszy tu i tam kawałeczek znany sobie, bo będący prawie dosłownym cytatem.

Numer dwa - Symfonia C-dur Antoniego Milwida. Dotąd uważana za zaginioną, znana z wersji, którą w latach 50. ubiegłego wieku zaaranżował kompozytor i dyrygent Jan Krenz. Do ocalałej pierwszej części utworu dopisał on jeszcze trzy, planując całość na obój solo i orkiestrę kameralną. Ale w zbiorach Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina odnalazł się przedwojenny odpis - być może rękopisu - partytury całej symfonii. Wszystko wskazuje na jego autentyczność i z niego właśnie skorzystano przy nagraniu płyty.

- Jest to dzieło na wskroś oryginalne, w pewnych aspektach arcyciekawe – w prostych formach klasycystycznych zawarto tematy polskiej muzyki ludowej o niezwykłej sile ekspresji, zdradzającej niezwykły temperament kompozytora – dowodzi Adam Klocek.

Hm… Szef Filharmonii Częstochowskiej jest specjalistą i wie, co mówi. Moje amatorskie ucho natomiast słyszy tę muzykę nieco inaczej. Milwid żyjący w latach 1755-1873 nie był Feliksem Dzierżanowskim i nie włożył do swojej symfonii niczego a’la „Podkóweczki, dajcie ognia”. Folklor u niego pokazywany jest – myślę - z perspektywy salonu.

No i trzecia premiera - Wariacje na flet i orkiestrę Franciszka Lessla. Częstochowa zrobiła coś więcej niż tylko ich nagranie. Dwaj dyrygenci naszej orkiestry, Adam Klocek i Tomasz Chmiel, poprawili instrumentację i harmonizację całości tak, by jak najlepiej odpowiadały stylowi kompozytorskiemu Lessla. Uznali bowiem, że wcześniejsza aranżacja, powszechnie wykorzystywana, wykazuje wiele cech dalekich od tego stylu.

middle-Anna-Zmarzły_Fot.-Agnieszka-Małasiewicz(1).jpg

Wariacje jednak to nie wszystko. Na płycie znalazły się również Lesslowskie „Introdukcja i Polonez” na fortepian i orkiestrę. Jak twierdzi Adam Klocek - perełka w twórczości tego kompozytora. A był to – podkreślmy - ulubiony uczeń a z czasem także przyjaciel samego Józefa Haydna. Jak brzmi ten jego utwór? Kiedy go słuchałam, rodzina wetknęła głowę przez drzwi pokoju i zapytała:

- Co to za płyta? A, znowu jakieś Szopeny

No właśnie. Tak jak Mayer brzmi Mozartem, Lessel brzmiał Chopinem. I rzecz wcale nie w tym, że go za życia naśladował. Skądże. Natchnienia do swojego poloneza szukał nad klawiaturą w 1807; rodzice Chopina mieli wtedy zaledwie roczny staż małżeński, a sam Fryderyk był dopiero w planach (przyszedł na świat w 1810).

- Należy uznać ten utwór za absolutnie zgodny z europejskimi trendami epoki, nie mający w sobie nic z wtórności. Polska nuta tego poloneza jest z pewnością jedną z najpiękniejszych w polskiej twórczości przedchopinowskiej – komentuje Adam Klocek.

Urodę utworu mistrzowsko oddała na płycie znakomita pianistka, prof. Joanna Ławrynowicz-Just. Wariacje to z kolei popis flecistki naszej filharmonii, Anny Zmarzły. Słuchanie ich to sama przyjemność, a cały czas kołacze się człowiekowi po głowie słowo “wirtuozeria". Jak natomiast wypadła częstochowska orkiestra? Jakieś dziesięć lat temu miałam okazję przeprowadzać wywiad z Adamem Klockiem. Powiedział mi wówczas, że z tym właśnie zespołem gotów jest zagrać wszystko, będąc pewnym sukcesu. To było – nie mam wątpliwości – stwierdzenie faktu, nie komplement. Płyta „Meyer, Milwid, Lessel” stanowi jego potwierdzenie.

Fot. Agnieszka Małasiewicz/Filharmonia Częstochowska (Adam Klocek, Anna Zmarzły)

Joanna Skiba - czytaj więcej