SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Grzegorz Skowronek

Pisarz-zodiakara, Toskania i basen

30 lipca 2024
Udostępnij

Pomysł powieści „Znaki zodiaków” narodził się na długo przed jej tegoroczną premierą. Na początku pewne były tylko trzy kwestie: tytuł, Toskania i basen. O tym, co było dalej, Maciej Marcisz opowiedział podczas spotkania, które odbyło się niedawno w ramach literackiego cyklu organizowanego przez Hotel Arche.

middle-zoom-GS-240723_MARCISZ-10_66a37a50452e8.jpgPrzyznam, że nic mnie tak nie mobilizuje do tego, żeby „zagęścić ruchy” z czytaniem, jak zbliżające się spotkanie autorskie. Gdy pojawiły się zapowiedzi, że Maciej Marcisz znów zagości w Częstochowie, zaciekawiona postanowiłam sprawdzić, co i przede wszystkim – jak pisze. Wcześniej zupełnie umknął mi fakt, że w 2021 r. pisarz, który związany jest z branżą wydawniczą, był już w naszym mieście (a dokładnie w Kawiarni Alternatywa 21). Wtedy na koncie miał „Taśmy rodzinne” i „Książkę o przyjaźni”.

Zaczęłam od pierwszej pozycji, której główny bohater Marcin Małys ma 30 lat, 63 tys. zł zadłużenia i bardzo mętną wizję własnej przyszłości. Laureatka Nike Joanna Bator napisała o tej książce tak: „Taśmy rodzinne” to mięsista, napisana z talentem i wielką empatią opowieść o rozpadzie więzi rodzinnych i próbie ich sklejenia. I rzeczywiście Marcisz talent ma niepowtarzalny. „Taśmy” łyknęłam w momencie. To naprawdę solidna literatura, za którą stoi nie tylko pomysł, ale i warsztat. Teraz w kolejce czeka już „Książka o przyjaźni”, a potem wiem, że muszę zabrać się za „Znaki zodiaku”, czyli najnowsze dziecko literackie autora.

Kameralne towarzystwo

middle-zoom-GS-240723_MARCISZ-11_66a37adb5625d.jpg

Premiera „Znaków” odbyła się w czerwcu i to ten tytuł dostarczył okazji do rozmowy, którą z autorem przeprowadził Robert Jasiak. Spotkanie odbyło się 23 lipca w ogródku Hotelu Arche. Już z pierwszych zwiastunów książki, czuć, że Marcisz nie wybiera łatwych rozwiązań („Taśmy rodzinne” miały nie tylko nostalgiczny, ale i gorzki posmak, nie były słodkawą gumą Turbo, a bardziej medykamentem, który nie każdy chce przełknąć). I teraz też nie ucieka od trudniejszych kwestii.

- Jedną z głównych bohaterek jest Ida. Poznajemy ją w sytuacji głębokiego kryzysu psychicznego. Jedna z pierwszych scen w powieści, zaczyna się tak, że ona wychodzi z domu o dosyć dziwnej godzinie, zaczyna się błąkać po mieście i nie jest to wprost powiedziane, ale można odczytać z powieści, że rozważa próbę samobójczą. W finale zgłasza się do szpitala psychiatrycznego i tam uzyskuje pomoc. Dziś to zdrowie psychiczne z jednej strony stało się dla nas ważne, a z drugiej – wszyscy jakoś tam się z nim zmagamy – mówił Marcisz.

Okazuje się, że w pierwotnym zamyśle „Znaki zodiaku” miały być bardziej powieścią o relacjach romantycznych (jaki jest finalny efekt, każdy z nas sprawdzi osobiście). – Miały być również dodatkowe postacie, które ostatecznie wypadły, bo miałem poczucie, że i tak jest ich dosyć dużo i że nie zapanuję nad nimi wszystkimi. Bałem się, że mogę doprowadzić do takiej sytuacji, że osoby czytające się w tym pogubią. Zdecydowałem się na trochę bardziej kameralne towarzystwo.

Odpowiedzialność pisarza

middle-zoom-GS-240723_MARCISZ-14_66a37ade2121a.jpg

Zostając przy bohaterach, była mowa o Idzie, teraz pora na Maksa. Pisarza, który wkrótce ma szansę otrzymać najważniejszą nagrodę literacką w kraju. Sławę przyniosła mu autobiograficzna trylogia, w której przedstawił swoje trudne dzieciństwo. Zawód, który uprawia bohater sprawia, że to z nim utożsamiamy autora, jednak on sam nie ukrywał, że to stany, które odczuwa Ida, są mu bliskie.

- Postać Maksa budowałem, myśląc, że będzie ona negatywna. Pomyślałem sobie, że może to jest ten moment w polskiej powieści, że można już wprowadzić złego geja, który robi niefajne, cyniczne, nieetyczne rzeczy. Bo, gdy jesteś twórcą w kraju, gdzie mniejszości walczą o swoje prawa, to czujesz taki ciężar, żeby tych postaci z różnych mniejszości nie przedstawiać w żaden sposób negatywnie. Każdy z nas popełnia błędy, każdy z nas robi różne rzeczy, czasami dziwne, ale jakoś tak jest, że jeżeli jakakolwiek osoba z mniejszości robi coś takiego w fikcji, to od razu obawiasz się, żeby ktoś, kto to czyta, nie przeniósł tego na prawdziwe życie. Miałem obawy, ale pomyślałem też, że może taki zabieg doda postaci takiego ludzkiego wymiaru – wyjaśniał Marcisz.

Znaki zodiaku, Toskania i basen

I choć książka niedawno trafiła na półki księgarń, to pomysł jej napisania nie jest wcale nowy. - Już dawno temu chciałem napisać taką wakacyjną powieść. Na samym początku wiedziałem o niej dosłownie trzy rzeczy, że będzie się nazywała „Znaki zodiaku”, że będzie w niej basen i że akcja będzie działała w Toskanii – zdradził. Potem – jak to w życiu bywa – zadziałał przypadek. - Trzy lata temu moja przyjaciółka, a tak właściwie rodzina mojej przyjaciółki, kupiła chatę w Toskanii i mnie zaprosiła. I tak to się zaczęło. Mówię: jeżeli taki mam sygnał od świata, że dostaję zaproszenie do domu w Toskanii, to już muszę napisać tę książkę. Kiedy się tam pojawiłem, to już z taką myślą, że muszę zacząć rejestrację i wszystko, co się wydarzy, będzie w jakiś sposób materiałem do powieści.

middle-zoom-GS-240723_MARCISZ-03_66a37a97ba9b3.jpg

Co ciekawe, kolejny włoski epizod nastąpił trzy lata później. – Ta sama przyjaciółka ze swoją koleżanką otworzyła restaurację w tym mieście i zaproponowały mi, że zrobi mi tam spotkanie autorskie. To była przyjacielska, trochę szalona inicjatywa na zasadzie: słuchaj Maciek, i tak jesteś u mnie, no to chodź, zrobimy to spotkanie. Ja mówię: ale kto na nie przyjdzie, Aniu? Po co mamy to robić? Ona stwierdziła, że najwyżej nikt nie przyjdzie, postawi kelnera i po prostu będziemy sobie gadać. No i tak się to skończyło, że na spotkanie przyszli przyjaciele, którzy tam byli razem ze mną i dwie Polki, które mieszkały gdzieś w okolicach. Jednak uznaliśmy, że warto było to zrobić dla samej anegdoty i dla takiego właśnie marzenia, że masz spotkanie autorskie we Włoszech – opowiadał literacki gość.

Karty tarota

Częstochowskie spotkanie było okazją do tego, by ujawnić jeszcze jeden fakt, a mianowicie, że Maciej Marcisz jest zodiakarzem. Choć na potrzeby tej rozmowy przyjęto bardziej popularną, czyli damską wersję osoby wierzącej i interesującej się znakami zodiaku. – Nigdy nie miałem się za zodiakarę, zawsze raczej miałem takie poczucie, że okej, to jest coś ciekawego, raczej nieszkodliwego, ale powiedzmy, że nie dla mnie. Potem się pojawiła pandemia, lockdown i mój przyjaciel bardzo się wkręcił w tarota. Kupił sobie talię (taką bardzo fajną, hiszpańską, bo w ogóle te karty są zawsze piękne) i wziął mnie na przetestowanie. To w ogóle jest taki przyjaciel, który co jakiś czas ma różne zajawki. Niedawno na przykład zrobił kurs masażu i też byłem jednym z jego pierwszych obiektów. Więc raz masaż, raz tarot. Pierwszego postawił mi na Zoomie i wtedy mi się to bardzo spodobało. Zwłaszcza sam język tarota, język astrologii.

middle-zoom-GS-240723_MARCISZ-17_66a37b182ae17.jpg

I tak pisarz dał się wciągnąć w zodiakarstwo. - Zgłębiłem całą tę dziedzinę, posłuchałem, poczytałem książki, bo przecież astrologia jest dziedziną, która ma tysiące lat. Ludzie wpatrywali się w niebo od momentu, kiedy pojawili się na tym świecie. Jung mówił, że „astrologia jest sumą wiedzy psychologicznej ludzkości”. Czyli teraz mamy psychologię, a kiedyś ludzie opowiadali sobie o tym, jakie mamy osobowości, właśnie poprzez astrologię.

Tarot wpisał się również w wakacyjne spotkanie. Autor przywiózł bowiem ze sobą talię kart. Na finał chętni (i odważni) mogli wiec liczyć nie tylko na autograf w książce, ale i wróżbę. - Kto chce i kto się nie boi, może ode mnie wylosować jedną kartę tarota i zabrać ją ze sobą. Od razu powiem, że nie jestem tak dobrym tarocistą, żeby przedstawiać wam interpretację na bieżąco, ale możecie sobie sprawdzić ją w domu. Osoby, które się trochę boją, uspokoję, że skonsultowałem tę czynność i mogę działać pod warunkiem, że wyciągnę z talii dwie karty: wieżę i diabła. I to zrobiłem. Wisielec jest już ok, tak samo jak śmierć. Dlaczego? Bo karta śmierci w tarocie to zazwyczaj nowy początek, otwarcie, jakaś odnowa. Paradoksalnie w tarocie jest bardzo mało złych kart, wszystko zależy od interpretacji. No i tak poza tym, to tarot mówi nam o nas tylko to, co już sami wiemy.

Sama karty nie wyciągnęłam, ale ciekawa jestem, co to rozdanie przyniosło pozostałym uczestnikom…

Fot. Grzegorz Skowronek


Galeria zdjęć

26 lipca 2024
Grzegorz Skowronek
23 lipca w ogrodzie Hotelu Arche odbyło się kolejne spotkanie literackie. Tym razem gościem był Maciej Marcisz, a tematem - jego najnowsza książka "Znaki zodiaku". Rozmowę z autorem przeprowadził Robert Jasiak.

Zuzanna Suliga - czytaj więcej