SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Łukasz Stacherczak

One, oni, morze i krowy

20 maja 2025
Sylwia Bielecka
Udostępnij

Zamknięte w drewnianych, owalnych paletach malarskich z kółkiem na kciuk portrety Aliny Szapocznikow, Tamary Łempickiej, Magdaleny Abakanowicz czy Beaty Bebel-Karankiewicz. Izabella Sowier-Kasprzyk kontynuuje swój cykl herstorii, tym razem poświęcając go artystkom. Efekt do zobaczenia w Miejskiej Galerii i Sztuki, a rozmowa z twórczynią poniżej.

middle-DSC_7438.JPG

Nie obawiasz się, że przywracanie kobietom należnego miejsca w historii sztuki, literatury, nauki może w końcu sprawić pewnego rodzaju nierówność, ale w tę drugą stronę?

Izabella Sowier-Kasprzyk: Ta różnica jest jeszcze na tyle przeważająca na stronę mężczyzn, że - póki co - takiej obawy nie widzę. To jednak nie zmienia faktu, że poświęcam cykle nie tylko kobietom, maluję również panów.

Zostawmy na chwilę panów – ale obiecuję, że nie na długo – i wróćmy do pań, bo to one są tematem wystawy. Które kobiety były największą inspiracją w Twoim artystycznym życiu?

To jedna kobieta - Beata Babel-Karankiewicz. Uczyła mnie malarstwa, od początku, od mojej wczesnej młodości. Inspirował mnie jej sposób malowania, wykorzystywania kolorów, forma, którą stosowała, tematyka, którą wybierała. To pod jej wpływem się rozwijałam. Dlatego tak bliska jest mi szkoła krakowska, kapiści, koloryzm i malarstwo z czasów studiowania Beaty, między innymi jej profesora Jana Szancenbacha.

Prawdopodobnie w innych moich cyklach, niż portrety, najbardziej w moich morskich pejzażach jestem bardziej zbliżona do wykorzystania kolorów, a także formy w taki sposób jak robiła to Beata. Ona malowała martwe natury, łąki i też - podobnie jak u mnie – pojawiało się tam dużo kolorów, dużo faktur. Jej tematyka była inna niż moja, ja maluję ekspresyjne pejzaże morskie, a Beata malowała np. łąki.

middle-DSC_7511.JPG

A żeby było sprawiedliwie i zgodnie z parytetami…

- To mężczyzna?

Tak, mężczyzna, który był inspiracją, czy taki, którego podziwiasz. Nie znajdzie się?

- Znajdzie, ale nie jeden! Z różnych okresów mojego życia. Od młodości Van Gogh, tu nie będę bardzo oryginalna. Zawsze fascynował mnie sposób przedstawiania przez niego rzeczywistości, jego sposób nakładania farby, kolory. Ze współczesnych, żyjących na pewno David Hockney z Anglii. I znów u niego dominuje kolor, też kontrasty. W jakimś okresie malował również sporo portretów, co prawda innych niż moje. U mnie są mniejsze formaty i twarze, u niego zdecydowanie większe formaty i cała postać siedząca na krześle. Uwielbiam jego pejzaże. Mieszkał jakiś czas w Stanach i wtedy powstał znany obraz „A Bigger Splash”. Jest na nim basen, trampolina, bardzo proste, minimalistyczne spojrzenie na budynki, które tam są, takie kalifornijskie i duży biało-błękitny zygzak, jakby ktoś właśnie wskoczył do wody - plusk stworzony przez niewidoczną postać. Teraz jest wystawa Davida Hockney’a w Paryżu, największa z dotychczasowych.

Wybierasz się?

middle-DSC_7654.JPG

- Bardzo bym chciała, ale wydaje mi się – póki co - to takie niemożliwe do zrealizowania.

To co, zostajemy przy tych dwóch panach - Van Goghu i Hockney'u?

- Było wielu innych, ale ci byli mi najbardziej bliscy. W obrazach morskich dużą inspiracją był Nicolas de Stael. Jeszcze dodam świetnego Botticellego, i – o! - Caravaggia - też cudowny. Tworzyli w zupełnie innych czasach, to artyści renesansowi, a Caravaggio również barokowy, ale mieli niemały wpływ na moje postrzeganie świata.

Jesteś osobą bardzo wszechstronną…

- …i ci obliczę belkę…

Na co dzień zajmujesz się szeroko rozumianym marketingiem na Politechnice Częstochowskiej, robisz badania, pracujesz ze studentami…

middle-DSC_7540.JPG

- …z nimi także lepię z gliny i malujemy, bo na kierunku design i zarządzanie projektami mamy takie artystyczne zajęcia, na których wykorzystuję swoje umiejętności.

Wcześniej, w czasach, kiedy nie było to tak oczywiste i powszechne, nauczyłaś się angielskiego i to w taki sposób, że pisałaś nawet własne poezje dwujęzyczne. Piszesz jeszcze coś czasem?

- Jak mam zły nastrój, to tak. To były głównie krótkie wierszyki, gdzie łączyłam miłość – może trochę za mocno powiedziane, ale niech będzie – do angielskiego, bo bardzo lubiłam ten język (nawet zamierzałam pójść na filologię angielską) i pewne zapędy edukacyjne. Ten tomik miał trochę taką formę.

Poetyckie wprawki nie zastąpiły jednak najważniejszej z Twoich licznych pasji, czyli malowania. Wciągnęła Cię tak mocno, że po czterdziestce skończyłaś studia z malarstwa. I ta pasja zmieniła się w sumie trochę w Twój drugi zawód. Da się to wszystko połączyć w jednej Izie?

- Pasję i zawód mogę łączyć w mojej pracy na Politechnice Częstochowskiej. Bo to nie jest jednak metalurgia ani wydział elektryczny, tylko zarządzanie. Na tym kierunku, gdzie pracuję - design i zarządzanie projektami – wykorzystuję z powodzeniem mój dyplom malarski. Interesowałam się również arteterapią, byłam nawet na dwóch międzynarodowych konferencjach jej poświęconych.

middle-DSC_7549.JPG

Bardzo ciekawa z Ciebie osoba. W planie masz kolejne herstorie, a może Izabella’s storie?

- Jakiś czas temu zaczęłam nowy cykl, też pejzaży, też morskich, ale trochę w innej formie niż dotychczas, w kwadracie. Nie chcę zdradzać za dużo, w każdym razie ten obraz, który był na wystawie w pawilonie w Paku Staszica, będzie otwierał nowy cykl. Tamten był żółty, kolejny będzie czerwony. Pejzaż w pejzażu, kwadrat w kwadracie.

Czyli porzucasz kobiety na razie?

- Tak, chyba, że ktoś będzie chciał, to zawsze mogę namalować jakiś portret. Teraz na przykład będę malować na zamówienie kolegi z klasy portret Mario Vargasa Llosy, tego peruwiańskiego pisarza i noblisty.

Zmarł kilka tygodni temu…

- Mój kolega jest ogromnym fanem twórczości Llosy i bardzo chciałby mieć jego wizerunek na ścianie. Dla mnie to ważne, żeby każdy portret był maksymalnie spersonalizowany – zawsze staram się dopasować go do osoby, dla której powstaje. Jeśli to jej portret, to biorę pod uwagę jej zainteresowania, pasje, charakter. A jeśli przedstawia kogoś bliskiego czy ważnego dla zamawiającego – jak w tym przypadku – to wplatam elementy, które ta osoba lubi, które coś dla niej znaczą. Przy pracy nad portretem Llosy kluczowa będzie kolorystyka – nawiązująca do Peru, Karaibów…

middle-DSC_7571.JPG

Odbiorca nie narzuca mi niczego konkretnie, ale przesłał kilka inspiracji, które pomagają mi wyczuć klimat. Oczywiście nie poprzestaję na tym – sama zgłębiam temat, czytam teksty Llosy, wchodzę w jego świat. To dla mnie naturalna część procesu twórczego.

Jak już skończysz nowy cykl morskich pejzaży, wrócisz do portretów zwierząt? Nie zapomnę Twoich krów na przykład…

- Też lubię. Może jeszcze wrócę, nie mówię „nie”, choć pewnie w innej formie niż dotychczas.

Taką grecką kozę na greckiej wyspie byś namalowała, jedzącą oregano…

- Z tymi oczami…

- Tak! Się rozmarzyłam. Dziękuję za rozmowę!

(dużo śmiechu)

Fot. Łukasz Stacherczak (wernisaż wystawy)

Wystawę w Miejskiej Galerii Sztuki można oglądać do 1 czerwca. A więcej o niej i artystce można przeczytać na galeria.czest.pl


Galeria zdjęć

7 maja 2025
Łukasz Stacherczak
We wtorek, 6 maja w Galerii Zwiastun częstochowskiej Miejskiej Galerii Sztuki otwarto wystawę Izabelli Sowier-Kasprzyk. W cyklu „Polskie artystki” malarska sportretowała takie wybitne twórczynie jak Alina Szapocznikow, Tamara Łempicka czy Magdalena Abakanowicz. Warto dodać, że prace powstały na paletach malarskich. Można je oglądać do 1 czerwca.

Sylwia Bielecka - czytaj więcej