O aktach. Także tych tworzenia [CZĘŚĆ I - SALA ŚLĄSKA]
I choć wystawa „Ciało” ma swój podtytuł „Kilka odsłon nagości” nie da jej się opisać w KILKU zdaniach. Dzieła 45 artystów w czterech salach Miejskiej Galerii Sztuki. Różne pokolenia i różne techniki - ceramika, fotografia, malarstwo, rzeźba, instalacje, wideo. Od listy nazwisk może zakręcić się w głowie!

Obok takich ekspozycji nie można przejść obojętnie. Przy tylu smaczkach, detalach i informacjach zwiedzenie jej na raz to zdecydowanie za mało! Dla tych, którzy już widzieli, oraz dla tych, którzy dopiero mają to w planie, mamy przewodnik przygotowany wspólnie z kuratorkami wystawy – Barbarą Major i Joanną Matyją.
„Ciało” zaczyna się w Sali Śląskiej. I tej przestrzeni poświęcimy pierwszą z trzech części cyklu.
O akcie twórczym
Wybór dzieła, które otworzy wystawę tak szeroko prezentującą akt we współczesnej sztuce polskiej, był sporym wyzwaniem. Postawiono na symboliczny obraz Leszka Sobockiego „Hommage a’Lucien Freud” z 2012 r. Dlaczego? - Autoportret Leszka Sobockiego jest - moim zdaniem – obrazowym mottem całej wystawy. Niemal nagi artysta trzyma w jednej ręce lustro, w którym odbija się jego postać, z kolei w drugiej ręce trzyma paletę z farbami, czyli mamy tu widzenie, wyłonienie się wizerunku i utrwalenie tej widzialności poprzez obrazowanie – akt malarski, akt rozumiany w formie czasownikowej jako działanie - mówi Barbara Major
- Tym samym wystawę, która jest poświęcona aktowi otwiera obraz, który mówi o akcie, ale o akcie twórczym. Czyli artysta swoim gestem twórczym wytwarza obraz, obraz ciała. I w największej ogólności o tym właśnie jest ta ekspozycja – dodaje Joanna Matyja.

Gesty buntu
Naprzeciwko tego portretu i autoportretu jednocześnie stoi okazała rzeźba Przemysława Lasaka. Wbrew tytułowi wystawy jest ona manifestująco zakryta (choć i tu przebija się nagość). Jej obecność to przejaw buntu przeciwko uprzedmiotowieniu ciała. Uniesiona w bojowym geście ręka stanowi kontrę do nazwy cyklu, z którego pochodzi rzeźba – „nieMOC”.
Gesty dominują też w tryptyku czarno-białych fotografii „Fuck me, Fuck you, Peace” artystki feministycznej Katarzyny Górnej. To nagość bez retuszu, bez wciągania brzucha, bez tabu – To ukazanie kobiety na różnym etapie życia. Ale to też kobiecość wyzwolona, znająca swoją wartość, deklarująca: nie wtłoczysz mnie w żadne formy – opowiada Barbara Major.
Prace Górnej nawiązują do obecnej na tej samej wystawie grafiki słynnego Zbyluta Grzywacza „Kolejka. Siedem etapów z życia kobiety”. Ale do twórczości krakowskiego artysty wrócimy nieco później.
Szukając „Beksińskiego”

Czyich prac poszukują na wystawie zwiedzający? Magnesem dla nich niezmiennie jest nazwisko Zdzisława Beksińskiego. Nic w tym zresztą dziwnego, przez kilkanaście lat w Miejskiej Galerii Sztuki w Częstochowie mieściło się muzeum artysty (była to jedna z największych ekspozycji jego prac w Polsce). – I tu zaskoczenie, bo goście Galerii szukają zazwyczaj obrazu, jednego z tych, które przed laty prezentowaliśmy. I mimo, że wystawa fotografii Beksińskiego także była u nas pokazywana, ciągle nie wszyscy wiedzą o tym, że Beksiński był nowatorskim fotografikiem. Prawdopodobnie, jak w wielu innych przypadkach, modelką pozującą do tej fotografii, była żona twórcy – Zofia – mówi Joanna Matyja o „Czarnym akcie” z 1958 r.
Bywalcy częstochowskiej galerii zwrócą uwagę także na inną dobrze sobie znaną pracę, która na co dzień mieszka sobie w patio instytucji. To „Akt” nieżyjącego już częstochowskiego rzeźbiarza Szymona Wypycha. – Rzeźba ukazująca kobietę zatrzymaną w geście skulenia ciała jest niezwykle przejmująca. Na czas tej ekspozycji wróciła na salę wystawową – dodaje kuratorka.
Śladami mistrzów
Chodźmy jednak dalej, wkraczając w strefę tradycyjnego aktu. Tu swoją dużą reprezentację ma malarstwo Janusza Szpyta (m.in.„Akt z pierścionkiem”). – Artysta posługuje się rzetelnym, godnym podziwu warsztatem. Kreśli te ciała, zwracając uwagę na pozy, światłocień, formę. Są to wręcz akademickie akty – zaznacza Joanna Matyja.

Ta „akademickość” zestawiona jest z zupełnie innym, nieoczywistym spojrzeniem na kobiece ciało. Takim, jakie widzimy np. na obrazie Janiny Skolik-Kędziory „Akt jurajski” z 1992 r. Tu faliste linie kobiecej powierzchowności przechodzą w abstrakcyjny pejzaż. Natura przeplata się z tu naturalnością cielesności.
Gdy ciało w akcie tradycyjnym często wydaje się dosyć statyczne, wystawa prezentuje też nagość znacznie bardziej ekspresyjną. Jeden z najciekawszych „dialogów” rozgrywających się w „Śląskiej” prowadzą prace wielkiego Jerzego Nowosielskiego „Dziewczyna z lustrem” (1982) oraz młodej malarki Moniki Falkus „Złożenie do łóżka” (2023). – W obrazie Falkus dominuje dynamika, Nowosielski to mistrzostwo w syntetycznej formie. To ułożenie nóg, rąk, oddaje stan psychiczny, emocjonalny postaci. Widzimy to i czujemy, tym jest właśnie mistrzostwo – podkreśla Barbara Major.
Kolejnym z tuzów, którego twórczość podziwiamy w „Śląskiej” jest Jan Lebenstein i jego fascynujące grafiki z lat 60. XX w. – Ich forma jest groteskowa, przedstawia pewien typ relacji damsko-męskiej opartej na pożądliwości i uprzedmiotowieni, mężczyźni są tu przedstawieni postacią zwierzęco-ludzkich hybryd, kobiety jak lalki, czasami z pustymi oczami – opowiada Major.
Z pieprzykiem

Ideą aranżacji takich wystaw jak „Ciało. Kilka odsłon nagości” jest takie zestawienie ze sobą dzieł, by zaczęły ze sobą korespondować, znalazły wspólny mianownik. – Taki dostrzeżemy patrząc na obraz Zbyluta Grzywacza [„Dwie” z 2000 r. – przyp. red.], dwie postaci młodych kobiet namalowane w takim bardzo delikatnym świetle oraz na dosłowną świetlistość trzech lightboxów autorstwa Marty Deskur. To kwintesencja kobiecości, trzy kobiety w różnych etapach ciąży. Powiem tylko, że autorka sama była modelką, zmieniała tylko fryzury itd. Pokazanie piękna ludzkiego ciała u źródeł było dla nas bardzo istotne –wyjaśnia Matyja.
Patrzymy na dzieła bardzo refleksyjne, pełne umowności, ale dajemy się też uwodzić pewnej dekoracyjności. Doskonałym przykładem będzie tu „Portret z pieprzykiem” Poli Minister, przywołujący skojarzenia z art deco, inspirowany twórczością Tamary Łempickiej. - Po przeczytaniu tytułu, nasza uwaga skupia się na namalowanym na ciele pieprzyku, jednak chwilę później - ku pewnemu zaskoczeniu - odnajdujemy również wyłaniające się z czerwonej draperii damskie nogi w szpilkach. Poza jest tak nietypowa, że trudno się zorientować, czy to są nogi innej osoby, czy jeszcze tej sportretowanej. Czujemy się zaintrygowani – zdradza Joanna Matyja.
Męskość w cieniu

I takie zaintrygowania można znaleźć niemal w każdej pracy. A tylko w tej sali mamy ich kilkadziesiąt! I tak patrząc na „Złoty wiek” Jana Dubrowina (inspirowany kuszeniem Adama i Ewy), uderza w nas pewna świadomość. – Twórcy w pewnym okresie historycznym nie mieli problemów z przedstawieniem nagiej postaci żeńskiej, ale z męskimi postaciami jest już inaczej. Męskie ciało najczęściej było przysłonięte, ukazywane w cieniu, zakryte. To kwestia, która – na szczęście – powoli się w sztuce współczesnej zmienia – wyjaśnia Barbara Major.
I choć męskich aktów oglądamy na tej wystawie (i w sztuce w ogóle!) mniej, to warto przy nich zatrzymać się na chwilę lub dwie. Obejrzeć zestawione ze sobą autoportrety Michała Bajsarowicza, pełny odniesień biblijnych „Akt. Tworzenia” Piotra Naliwajki czy nietypowy dla twórczości Janusza Szpyta „Upadek”, ukazujący męską słabość.
Koniec? Nie to dopiero początek!
Dochodzimy do końca „Śląskiej”. Zatrzymujemy się przy wielkoformatowych pracach częstochowianki Zofii Pałuchy, takich jak np. „Ex-prostittution Hotel with a Nonfunctioning Swimming Pool” czy „You Just Want to Be the Only Girl that He’s Objectifying at the Moment”.

– Artystka w wyrazisty sposób komentuje problemy tego świata. Nawiązuje między innymi do sprawy Epsteina, dotyczącej seksualnego wykorzystywania osób nieletnich. Może to tylko moja interpretacja, ale gdy patrzę na te dziewczynki w sandałach, widzę nie buty a kajdany. Myślę, że to dużo bardziej poruszający i wyrazisty sprzeciw wobec uprzedmiotowieniu ciała i akt walki o wolność i niezależność niż rzeźba, o której mówiliśmy na początku zwiedzania – zaznacza Joanna Matyja.
Wychodząc z sali, żegnają nas niemal baśniowe prace Leszka Żegalskiego. To sporo? Nie to dopiero początek, bo przed nami jeszcze spotkanie z twórczością takich autorów jak m.in. Franciszek Starowieyski, Jacek Waltoś czy Jacek Sztuka.
Na CGK mamy dla Was jeszcze dwie części cyklu, dotyczące sal Poplenerowej i Antresoli oraz Sali Gobelinowej. Ale na oprowadzanie kuratorskie „na żywo” możecie wybrać się już w niedzielę, 22 lutego o godz. 12.00 do Miejskiej Galerii Sztuki. O wystawie opowie wówczas Joanna Matyja. Będzie to czwarte i ostatnie spotkanie tego typu. Wstęp w cenie biletu na wystawę. Oprowadzanie trwa ok. 90 min.

Ekspozycja „Ciało. Kilka odsłon nagości” dostępna jest dla zwiedzających do niedzieli, 1 marca.
Od wtorku do piątku częstochowska galeria zaprasza do zwiedzania od godz. 10.30 do 18.00, a w soboty i niedziele od godz. 11.00 do 19.00.
Bilety normalne kosztują 15 zł, a ulgowe - 10 zł (w środę wstęp jest bezpłatny).
Szczegóły można znaleźć na stronie: galeria.czest.pl.
Fot. Robert Jodłowski/Miejska Galeria Sztuki
