SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

archiwum OKF

Mrok, ból i chaos

23 lutego 2026
Udostępnij

Emerald Fennell wraca na tajemnicze wrzosowiska Yorkshire, by znów opowiedzieć o fatalnej miłość Catherine i Heathcliffa. Bez happy endu, ale łamiąc konwenanse, prowokując i kusząc. „Wichrowe Wzgórza” w jej interpretacji goszczą właśnie na ekranie Kina Studyjnego OKF „Iluzja”.

middle-Screenshot-2026-02-23-at-15-39-36-Wichrowe-wzgórza-–-OKF-Iluzja.png

Ekranizacje epokowych dzieł to w naszym kraju odważny temat. Gdy ponad 50 lat temu Jerzy Hoffman przygotowywał się do realizacji „Potopu” Polska protestowała przed obsadzeniem Małgorzaty Braunek w roli Oleńki. Aktorka dostawała liczne pełne niechęci anonimy, w których pisano, że delikatnie mówiąc nie pasuje do roli Billewiczówny.Wielu typowało, że to rola dla Barbary Brylskiej, eterycznej Krzysi z „Pana Wołodyjowskiego”, a nie dla bohaterki odważnego „Polowania na muchy”. No a dziś? Dziś nie wyobrażamy sobie, żeby ktoś inny mówił wiekopomne Jędruś! Ran twych niegodnam całować!.

Gdyby znalazł się śmiałek, który chciałby ponownie zekranizować „Potop”, płonęłyby przysłowiowe stosy. Bo jak może być inny Kmicic niż Daniel Olbrychski i inna Oleńka niż Małgorzata Braunek?

Zresztą z podobnymi uwagami niedawno mierzył się Michał Gazda, który odważył się opowiedzieć na nowo „Znachora”. I choć jestem fanką Leszka Lichoty (nie jest to tajemnica!), to faktem jest, że co Wielkanoc oglądam film Hoffmana z Jerzym Bińczyckim jako doktorem Rafałem Wilczurem.

Nieco później po komediową świętość sięgnął Artur Żmijewski, reżyserując film „Sami swoi. Początek”. No i też była burza, bo jak kłócić się o miedzę bez Wacława Kowalskiego i Władysława Hańczy? Przyznam, że brakło mi odwagi, by obejrzeć, co Żmijewskiemu z tego wyszło.

middle-Screenshot-2026-02-23-at-15-40-02-Wichrowe-wzgórza-–-OKF-Iluzja.pngAwantura goni awanturę

Kolejna medialna awantura wybuchła, gdy ogłoszono nową ekranizację „Lalki”, a przecież te i tak mieliśmy dwie (tak jak „Panów Wołodyjowskich”) w wersji serialowej i kinowej. I tak najpierw przeżywaliśmy, że nowym Wokulskim będzie Marcin Dorociński (a jego chyba żadna z dam by nie odtrąciła), a Izabelą – Kamila Urzędowska. A już za chwilę swoją serialową odpowiedź miał Netflix, proponując w rolach głównych Tomasza Schuchardta i Sandrę Drzymalską (razem zagrali małżonków w „Breslau”).

Mało? Netflix dołożył do pieca, gdy całkiem niedawno obwieścił, że na 2027 rok planuje serialową adaptację „Nocy i dni”. I że ma być to zupełnie nowa interpretacja, odmienna od wersji Jerzego Antczaka z Jadwigą Barańską jako Barbarą, Jerzym Bińczyckim jako Bogumiłem i Karolem Strasburgerem jako Toliboskim (aktor nie kryje sceptycyzmu wobec planów filmowców). Co ciekawe tu Niechciców grać mają Jaśmina Polak i… Tomasz Schuchardt (którego bardzo cenię, ale gdy pojawia się polski serial bez jego udziału, to jestem zdziwiona).

Światowe kino nowości się nie boi

middle-Screenshot-2026-02-23-at-15-39-43-Wichrowe-wzgórza-–-OKF-Iluzja.png

Gdy my pomstujemy, protestujemy, łapiemy za „pochodnie”, rzucamy gromami i hejtem, światowe kino radzi sobie z tym znacznie lepiej. Miłośnicy DC i Marvela poznali nowych Batmanów, Jokerów, Supermanów czy Spidermanów, a kina akcji kolejnych Bondów, Bournów, Jacków Reacherów czy Świętych. Oczywiście pozostaje fanowska dyskusja, który z nich najlepszy, ale to osobna kwestia.

To samo tyczy się klasyki. Trudno zliczyć adaptacje „Makbeta”, „Hamleta”, „Romea i Julii” czy „Otella”. Dla jednych jedynym słusznym Hamletem będzie Laurence Olivier, dla innych Mel Gibson albo Kenneth Brangh, a dla kolejnych – Ethan Hawke.

Także dzieła Jane Austin doczekały się licznych wersji. Gdybyśmy zapytali Bridget Jones panem Darcy’m jest tylko Colin Firth i serial BBC (podpisuję się pod tym obiema rękoma, też cofałam serial w tym samym miejscu, co bohaterka), nie przeszkodziło to jednak filmowcom pokusić się o inne ekranizacje. Podobnie było z „Emmą” czy „Perswazjami”.

Wyliczać można zresztą długo, bo kilkakrotnie sięgano po „Narodziny gwiazdy”, po 60 latach wrócono do „West Side Story”, wielokrotnie snuto „Opowieść wigilijną” (także w wersji Myszki Miki), opowiadano o Draculi, Frankensteinie, King Kongu, Godzilli. Nie mówiąc już o przygodach Sherlocka Holmesa czy Herkulesa Poirota.

Rewolucja na ekranie

I na tej długiej liście swoje miejsce mają również „Wichrowe Wzgórza” Emily Brontë. Catherine były dotąd np. Charlotte Riley czy Kaya Scodeario, a Heathcliffem m.in. Timothy Dalton, Ian McShane, Tom Hardy czy James Howson. Najsłynniejszą pozostaje oczywiście wersja z 1992 roku. Peter Kosminsky (który najwierniej zekranizował gotycką powieść, pomijając oczywiście kolor skóry Heathcliffa) w roli nieszczęśliwych kochanków obsadził fenomenalnych Juliette Binoche i Ralpha Fiennesa.

middle-Screenshot-2026-02-23-at-15-39-50-Wichrowe-wzgórza-–-OKF-Iluzja.png

I ponad 30 latach wyobrażenie, nad którym wypłakano miliony pewnie chusteczek, postanowiła zrewolucjonizować brytyjska aktorka i reżyserka Emerald Fennell, autorka „Saltburn” i „Obiecująca. Młoda. Kobieta”. Jako kapryśną i despotyczną Catherine Earnshaw postanowiła obsadzić Margot Robbie (razem zagrały w „Barbie”, a Robbie była producentkom dwóch pierwszych filmów Fennell). W roli mrocznego i bezlitosnego Heathcliffa reżyserka zobaczyła mierzącego 196 cm Jacoba Elordiego. Wcześniej zagrał u niej w „Saltburn”, a potem był np. Elvisem w „Priscilli” i potworem Frankensteinem w „Frankensteinie”. Ciekawostką jest zaś to, że Robbie i Elordi wystąpili wcześniej razem w reklamie kultowych perfum Chanel no. 5.

Bez happy endu

Casting był to niezwykle trafiony, bo oboje grają (zwłaszcza Robbie) naprawdę nieźle. Zresztą Fennell ma aktorskiego nosa, Owen Copper i Charlotte Mellington - wcielający się w młodych Carherine i Heathcliffa - są znakomici. Podobnie jak Alison Olivier jako Izabella, Hong Chau w roli Nelly, Martin Clunes jako Pan Earnshaw czy Shazad Latif, czyli Edgar.

middle-Screenshot-2026-02-23-at-15-39-56-Wichrowe-wzgórza-–-OKF-Iluzja.png

Mamy więc znanych bohaterów, mamy tajemnicze wrzosowiska Yorkshire i miłość, która nie zazna happy endu. I pokrótce będzie to tyle, jeśli chodzi o „Wichrowe Wzgórza” we „Wichrowych Wzgórzach”. Bo wersja Fennell bardzo, bardzo luźno oparta jest na książce Brontë (nie brakuje opinii, że zamiast czytać książkę, sięgnęła po felernego „bryka”). To prawdopodobnie bardziej wyobrażenia reżyserki na temat tej opowieści, którym nadała ogromny rozmach. Zwiastował go zresztą plakat inspirowany tym do „Przeminęło z wiatrem”. Budżet wyniósł 80 mln dolarów i pieniądze widać tu na każdym kroku. Jest wystawnie, z przepychem, imponującymi wnętrzami, dodatkami i sukniami rodem z królewskiego dworu.

Całość ma wyraz rozerotyzowanego horroru, prowokacja goni prowokację, nikt nie sili się na subtelności. Autor zdjęć Linus Sandgren (ma Oscara za „La La Land”) dba o to, by było krwawo, diabolicznie i teatralnie (zdjęcia zresztą są bardzo stylowe).

Wbrew konwenansom

Mamy najczystszą destrukcję, ranienie się do żywego, szaleństwo, upadlanie, poniżanie. Wiatr, deszcz, burza – i to nie tylko opis pogody, ale i emocji między bohaterami. „Wichrowe Wzgórza” niezmiennie opowiadają bowiem o złych wyborach, ich konsekwencjach, bólu, zakłamaniu, stracie i niespełnieniu. I o chaosie. Tego ostatniego w tej wersji jest szczególnie dużo.

middle-Screenshot-2026-02-23-at-15-52-15-Wichrowe-wzgórza-–-OKF-Iluzja.png

Film Fennell dzieli krytyków i publiczność, a na alarm biją przede wszystkim zatwardziali wielbiciele książki. Ja czytałam ją wiele lat temu (choć nie tak wiele, by nie dostrzec całej serii różnic), ale że zawsze byłam w „klubie Austin” nie Brontë, film obejrzałam z dużym dystansem.

Choć całość trwa ponad dwie godziny (zastosowałabym radykalne cięcia przy montażu) i dałam się wciągnąć do tego świata, uwiedziona jego wizualną i muzyczną stroną. Po chusteczki jednak nie sięgałam (choć ogólne ich zużycie na sali było dosyć spore). O ile film Kosminsky’ego mnie wzruszał, „Wichrowe Wzgórza” AD 2026 są dla mnie opowieścią o miłości złej, szalonej i chorej, która nie rozczula a przeraża.

Emerald Fennell miała odwagę przekazać ją po swojemu. Inaczej, wbrew konwenansom i obdzierając z kultowości. I z taką otwartością dobrze wybrać się na ten seans.

Dla OKF-u „Wichrowe Wzgórza” były walentynkowym hitem, który nadal jest w repertuarze. Częstochowskie kino studyjne zaprasza na seanse 23 i 26 lutego o godz. 16.00 oraz 24 i 25 lutego o godz. 20.30.

Fot. archiwum OKF-u

Zuzanna Suliga - czytaj więcej