Między pokoleniami
Historia albumu zaczęła od małej gazetki szkolnej. Ostatecznie prace nad nim zajęły... niemal siedem lat. Autorki dotarły do około dwustu zachowanych oryginalnych kobiecych strojów z regionu: zapasek, wełniaków, kaftanów, chust...

Spódnice mieniły się jak wielobarwne skrzydła motyla.
Pasy na nich, tkane spracowaną ręką, zebrały wszystkie kolory z łąk i pól.
Zdały się snuć opowieść o szczęściu, życiu, zmienności…
fragment albumu „Strój ludowy okolic Częstochowy”
31 stycznia. Ciemno, mróz, zima w pełnym rozkwicie. Jednak po wejściu na główną salę niemal od razu zapomniałam o chłodzie za oknem. Wzrok przyciągały stroje kobiet. Było w nich tyle barw, wzorów i światła, że zimowy wieczór przestał mieć znaczenie.
Zanim rozpoczęło się spotkanie ludzie rozmawiali ze sobą przy kawie i herbacie, bez pośpiechu. Kupiłam książkę.
Od razu zwróciłam uwagę na to, że pierwsza część albumu „Strój ludowy okolic Częstochowy”, czyli ta poświęcona czterem porom roku na wsi, zaczyna się od jesieni. Dokładnie tak jak w „Chłopach” Reymonta. Później usłyszałam od autorek, że nie był to przypadek. Życie wiejskie zaczyna się od jesieni. Od zbiorów, domykania cyklu, przygotowania na to, co nadejdzie. Chciały to wyraźnie zaakcentować.
Przyznam, że szłam na to spotkanie z pewną nostalgią. Moje dzieciństwo to obraz „wsi wesołej, wsi spokojnej”, jak pisał Jan Kochanowski. Okolice Siedlca Janowskiego, Złotego Potoku i Janowa. Miejsca, ludzie i ich opowieści ukształtowały mnie bardziej, niż czasem zdaję sobie sprawę.
Miało skończyć się na gazetce szkolnej…
Gospodarzem wydarzenia był Śląski Ośrodek Doradztwa Rolniczego. Autorów albumu reprezentowały Magdalena Żak i Mirosława Kasprzyk (obok nich za publikację dopowiadają też Monika Lesik oraz Aleksander Lis).
Jego historia zaczęła się niepozornie - od małej gazetki szkolnej. Miała być jedna sesja, jedno miejsce. Ale apetyt, jak to bywa, rósł w miarę jedzenia. Ostatecznie prace nad książką trwały niemal siedem lat. Dzieci, które pozowały do fotografii, zdążyły w tym czasie znacznie urosnąć.

Autorzy dotarli do około dwustu zachowanych oryginalnych kobiecych strojów z regionu: zapasek, wełniaków, kaftanów, chust. Każdy z nich został opisany z niezwykłą uważnością i wręcz czułością. Ubrań męskich, niestety, nie udało się odnaleźć. Wszystkie widoczne na zdjęciach są wypożyczone, m.in. dzięki uprzejmości Zespołu Pieśni i Tańca „Częstochowa” i Kapeli Ludowej „Rybnianie”. Chyba mamy dziś niezbity dowód na to, że dawniej mężczyźni rzadko mieli sentyment do własnej garderoby.
Ważna była historia i kontekst. Nici łączące pokolenia.
Ogromne wrażenie zrobiło na mnie to, jak wielką uwagę przywiązano do realizmu. Autorki dbały o to, by w kadrach nie pojawiała się współczesność. Rekwizyty, narzędzia, otoczenie…wszystko to pochodziło z dawnych czasów. Rolnik został poproszony, by nie kosić zboża maszynowo, lecz kosą, i ustawić snopy tak, jak robiono to kiedyś. Chleb upieczono według tradycyjnej receptury. Podręczniki, przy których uczą się dzieci na zdjęciach, pochodzą z 1930 roku. Co więcej, dzieciaki przed sesjami poznawały kontekst historyczny i praktyczne niuanse: jak trzymać zboże (zawsze kłosem do góry), jak stać, jak się poruszać. Nie były tylko modelami. One odtwarzały sceny z przeszłości.

Podczas spotkania autorki zaprezentowały również swoje prywatne kolekcje strojów ludowych. Przymierzenie zapaski było dla mnie wyjątkowym doświadczeniem, trochę jak dotknięcie historii.
Opowieść o kobietach
- Czym tak naprawdę jest strój ludowy?- takie pytanie zadała prowadząca spotkanie Renata Rosiek. Ubraniem skrojonym z wielu nici, ale tą najważniejszą jest niewidzialna nić łącząca pokolenia. Strój jako nośnik historii, przynależności, dumy, ale też ciepła i poczucia bezpieczeństwa.
Interesując się tą tematyką trudno też nie znać książki Joanny Kuciel-Frydryszak „Chłopki. Opowieści o naszych babkach”, którą szczerze polecam. Autorki albumu wielokrotnie podkreślały, że nasze babcie wcale nie różniły się tak bardzo od współczesnych kobiet. One również chciały wyglądać ładnie, czuć się dobrze w tym, co noszą. Stąd zdobienia, geometria, kolory, plisy. Ubrania były praktyczne i robocze, ale nigdy nudne bądź nieschludne.

Strój ludowy to nie tylko materiał, krój czy kolor. To zapis codzienności, pracy, świąt i chwil ważnych. To opowieść o kobietach, które mimo ciężkiego życia chciały wyglądać ładnie, o rękach, które potrafiły z prostych nici stworzyć coś trwałego i pięknego. To pamięć zapisana w fałdach zapasek oraz w sposobie wiązania chusty.
Album „Strój ludowy okolic Częstochowy” jest piękny wizualnie, dopracowany i merytoryczny. Jest też czymś więcej niż książką. Jest mostem. Między pokoleniami. Między tym, co było, a tym, co wciąż możemy ocalić, jeśli tylko zechcemy się zatrzymać, popatrzeć i posłuchać.
Fot. Aleksander Lis
