Mała Lena byłaby dumna
Częstochowianka Lena Głogowska spełniła swoje marzenie z dzieciństwa i w kiosku stworzyła małą galerię sztuki. Gablotkę otworzyła 11 lipca, a planów z nią związanych ma naprawdę wiele.
.jpg)
Jesteś studentką malarstwa, ale podobno jako mała dziewczynka chciałaś zostać kioskarką?
Lena Głogowska: Jako mała dziewczynka miałam w głowie wiele ścieżek, którymi chciałabym iść w przyszłości. Zaczynając od weterynarki (to był plan trzylatki, ale później okazało się, że lekarze weterynarii muszą też operować zwierzaki, a nie jedynie je głaskać), przez nauczycielkę polskiego, pisarkę, ilustratorkę książek dla dzieci, tancerkę aż w końcu wybór padł na studia malarskie.
Natomiast faktycznie za każdym razem, gdy jako dziewczynka mijałam kiosk przy al. Armii Krajowej wyobrażałam sobie, że praca w nim to marzenie, byłam przekonana, że to przestrzeń niesamowicie przytulna i dobra. Pamiętam to miejsce (jeszcze jako kiosk) bardzo wyraźnie, pamiętam również smutek, który czułam, gdy się zamknęło i gdy obserwowałam, jak coraz bardziej niszczeje.
Marzenie po części się spełniło, bo udało Ci się wynająć kiosk i to właśnie ten, dla Ciebie szczególny i przekształcić go w punkt artystyczny.
.jpg)
- Jestem bardzo sentymentalna, często staram się brać pod uwagę marzenia, które miałam jako dziecko, również podejmując „dorosłe decyzje". Nawet moja praca licencjacka nosiła tytuł „Powrót do dzieciństwa - pierwowzór twórczości”. Tak więc fakt, że mini galeria sztuki Gablotka powstała w tym konkretnym kiosku bardzo mnie rozczula. Jestem przekonana, że mała ja byłaby dumna z dużej mnie, bo w końcu udało nam się spełnić ten dość nietypowy cel. To naprawdę dobra i przytulna przestrzeń.
Skąd pomysł Gablotki?
- Już od jakiegoś czasu szukałam miejsca, w którym mogłabym otworzyć swój mały artystyczny punkt, zależało mi na tym, aby w końcu móc zrealizować ten pomysł. Chciałam, aby była to kameralna, niezależna galeria sztuki, miejsce wernisażowych spotkań, dobrych rozmów, a z czasem pewnie i więcej. Marzyłam, żeby była to przestrzeń, która wychodzi do ludzi. No i pewnego dnia pomyślałam: kiosk, kiosk obok apteki! I w sumie tak się to wszystko zaczęło, kiosk obok apteki stał się moją Gablotką, moim marzeniem, które udało się wprowadzić w życie.
Ile trwały przygotowania, prace „remontowe"? Ktoś Ci pomagał?
- Razem z moim ukochanym chłopakiem Samem włożyliśmy w to miejsce ogrom pracy, przez dziesięć dni sprawiliśmy, że kiosk, który cały pokryty był graffiti, taśmami, naklejkami, a i wymagał sporego odświeżenia w środku, stał się małą galerią sztuki. Ciężko pracowaliśmy, szczególnie trudno było z oknami, które praktycznie w całości zajmowało graffiti. Musieliśmy szorować, myć, czyścić i skrobać, by doprowadzić to miejsce do porządku. Natomiast był to niesamowicie satysfakcjonujący proces, pracowało nam się razem bardzo dobrze, progres był widoczny dosyć szybko i myślę, że wiedzieliśmy, że to warto, bo tworzymy coś naprawdę ekstra. A praca jaką Sam dla mnie wykonał to piękny list miłosny. Jestem mu niesamowicie wdzięczna i doceniam to wsparcie bardzo, bardzo mocno!
.jpg)
W trakcie remontu wielu mieszkańców i przechodniów z zaciekawieniem pytało nas „a co to będzie?”. Odpowiedź „mała galeria sztuki” spotykała się najczęściej z pozytywnym odzewem, choć kilka osób było zawiedzionych, że nie będzie to kebab (śmiech). Ludzie byli zaskoczeni, odbyłam mnóstwo sympatycznych rozmów, to był naprawdę świetny czas. Myślę też, że prace w kiosku trafiły w lokalne serca, ponieważ to miejsce przez kilka ładnych lat po prostu stało puste i zniszczone. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogliśmy dać mu nowe życie.
Z jakim odbiorem spotkał się Twój niecodzienny pomysł?
- Jestem ogromnie wdzięczna za tak dobry odbiór, z jakim spotyka się Gablotka. Dostałam naprawdę wiele wiadomości, komentarzy i miłych słów odnośnie tego projektu. To niesamowicie motywujące! To również dowód, że razem z Samem zrobiliśmy coś dobrego. Jest mi szalenie miło, przepełnia mnie wdzięczność i chęć dalszego działania.
Gablotka działa od niedawna, ale już ma za sobą dwa wernisaże.
.jpg)
- Najpierw zorganizowaliśmy wielkie otwarcie połączone z wernisażem wystawy moich prac „dziewczynki, którymi jestem". Był to dla mnie piękny i ekscytujący dzień. Głównym tematem, jakim zajmuję się w swoim malarstwie i rysunku są szkicowe portrety dziewczynek, jest to motyw, który poszukując tematu na pracę licencjacką, znalazłam w pracach z dzieciństwa i bycia nastolatką. Oczywiście z upływem czasu stałam się bardziej świadoma, co powoduje mocniej przemyślany wybór środków wyrazu. Twarze, które maluję prawie zawsze są smutne, zamyślone, czasem zdziwione, czy melancholijne. Poruszam się również w dość zawężonej kolorystyce, są to odcienie różu, błękitu, czasem zielonego, mają w sobie aspekt autoportretowy. Dzieciństwo fascynowało mnie odkąd pamiętam. Mam wrażenie, że nawet będąc dzieckiem wiedziałam, że lata te są istotne i wielokrotnie wspominałam, że nigdy nie chcę dorastać.
Myślę, że dużą część mojego dorosłego już życia przepełnia tęsknota i poczucie nostalgii za okresem – wczesnego lub późnego – dzieciństwa. W moich działaniach artystycznych przejawia się właśnie to utęsknienie.
.jpg)
Drugim z „gablotkowych” wydarzeń były „Aneksy", czyli wystawa moja oraz Viktorii Porkhun - przedstawiająca prace w technice kolażu i monotypii. Chciałam, aby prace, które są „jedynie" dopełnieniem również zostały pokazane. Interesuje mnie proces i myślę, że jest on niesamowicie ważny, więc pokazywanie rzeczy, które powstały niekoniecznie z myślą o wystawach też jest interesujące. Osoby, które były na wernisażu również mówiły, że to ciekawy pomysł i fajnie czasem zobaczyć coś innego. Cieszy mnie to i chcę, aby Gablotka gościła różne osoby i różne techniki!
Zostając przy Twojej twórczości, to chyba lubisz eksperymentować, nie ograniczasz się wyłącznie do płótna?
- Na co dzień lubię eksperymentować, przekładać motyw moich prac na różne techniki. Wykonywałam go już ze wstążki na papierze, wyszywałam na tiulu, pokazywałam jako animację, ale również ponad dwumetrową lalkę. Lubię przestrzeń i nieskończone możliwości, jakie daje. Podczas wyjazdu z programu Erasmus+ miałam zajęcia z rzeźby i ceramiki, myślę, że otworzyły mnie na eksperymenty. Mam na swoim koncie kilka rzeźb, z gliny, ale i z materiału - są to głównie abstrakcje. To, co robię, sprawia mi ogromną radość, znajduję szczęście w eksploracji i nie chcę na ten moment zatrzymać się w jednej technice.
Dalsze plany dla Gablotki?
- Oczywiście planujemy już kolejne wydarzenia, nadchodzi coś naprawdę wyjątkowego, szczegółów nie mogę jeszcze zdradzić, ale pojawią się na moim Instagramie @lena.gablotka już niedługo!
Lena Głogowska. Urodziła się w 2002 r. w Częstochowie. Aktualnie jest studentką studiów magisterskich na kierunku malarstwo na Uniwersytecie Jana Długosza w Częstochowie (w 2024 r. obroniła licencjat - również z malarstwa). Podczas studiów licencjackich trzy semestry studiowała za granicą w Carrarze (Włochy) oraz Landau (Niemcy). Swoją twórczość prezentowała dotąd nie tylko w rodzinnym mieście, ale też w Warszawie, Legnicy, Korntal-Münchingen (Niemcy), Berlinie (Niemcy), Hannoverze (Niemcy), Ostrawie (Czechy) czy też Bańskiej Bystrzycy (Słowacja).
Na co dzień lubi się zachwycać bukietem niezapominajek z bzem, zgubionym cekinem na chodniku, brokatem w spreju, wrażliwością ludzi i połączeniem różowego z zielonym.
Fot. Kacper Staszczyk
