Magia iskrzy, fantazja kipi. Trzeba tam pójść
Chytry plan jest taki: przeczekujemy tłumy zwiedzających w początkowej fazie trwania wystawy. Gdy sale muzeum opustoszeją, wkraczamy nawet na cały dzień. Zbieramy wrażenia, układamy pytania… i wracamy w dniu, kiedy po ekspozycji będzie oprowadzał sam autor – Tomasz Sętowski.

To nazwisko w Częstochowie brzmi gromko. Przywołuje skojarzenia z wielkim światem, na czele z Paryżem, Monako, Nowym Jorkiem i Dubajem. Legendy o surrealistycznych obrazach Sętowskiego, gdzie realizm magiczny aż trzeszczy, o jego charakterystycznym stylu i ekstrawagancji już od wielu lat krążyły po mieście. Z czasem do legend zaczęły dochodzić opowieści o sukcesach za granicą, w coraz bardziej prestiżowych miejscach. Kto mógł, kupował płótna z wizerunkami rycerzy, bladych dam w dziwnych czepcach i skręconych muszli nautilusów. Kto nie mógł, oglądał wielkie murale projektu artysty, zdobiące miasto… i również był dumny.
Nic zatem dziwnego, że zelektryzowały Częstochowian afisze zapowiadające wystawę „Tomasz Sętowski. Artysta i kolekcjoner”, zorganizowaną z okazji 45-lecia jego działalności twórczej. 19 czerwca Pawilon Wystawowy Muzeum Częstochowskiego w Parku Staszica nie pomieścił gości wernisażu. Już 40 minut przed rozpoczęciem imprezy gęsto było od zwiedzających.

Najpierw wiceprezydent Częstochowy Ryszard Stefaniak wręczył Tomaszowi Sętowskiemu Medal 1000-lecia Korony Polskiej, dodając, że odznaczenie to ma tylko 100 osób w kraju, tych szczególnie zasłużonych. Potem kuratorka wystawy Anna Krakowian poinformowała nas, że po raz pierwszy na wystawie prac Sętowskiego zgromadzono aż tyle (prawie 100) rysunków artysty – funkcjonujących samodzielnie i będących szkicami obrazów. - Mają one ogromną wartość kolekcjonerską – przekonywała. Do rysunków nawiązał też historyk i krytyk sztuki Dominik Zieliński, autor dwutomowego albumu poświęconego twórczości Sętowskiego. Wyjaśnił, że wydawnictwo to jako pierwsze uwzględniło właśnie rysunki. I że samo w sobie też pozostaje wydawnictwem kolekcjonerskim, ma bowiem nakład zaledwie 500 egzemplarzy.
Przemówień było więcej: sponsorzy, politycy, przyjaciele… Artysta na koniec. Powiedział coś bardzo miłego – że Częstochowa jest polską Florencją, że powstają tu znakomite obrazy, rzeźby, muzyka.

Powrót do sal ekspozycyjnych nie był prosty, bo w pewnym momencie nie dało się już wejść do wypełnionego ludźmi środka. Dlatego wielka grupa zainteresowanych zwiedzaniem stała na zewnątrz, czekając, aż ktoś syty wrażeń opuści muzeum, zwalniając miejsce.
Dlatego kusząco wygląda następujący plan: przeczekujemy entuzjazm naturalny dla początkowej fazy trwania wystawy, czyli jakieś dwa, trzy tygodnie. Dopiero gdy sale muzeum opustoszeją, wkraczamy nawet na cały dzień. I wtedy – hulaj dusza. Trzeba tylko zdecydować, od czego zaczynamy – Sętowskiego kolekcjonera czy Sętowskiego artysty. Wariant nr 1 jest niejako oczywisty, bo dzieła innych twórców znajdują się na parterze, dokładnie na wprost wejścia do pawilonu. Wystarczy przekroczyć próg i zrobić w prawo zwrot; tuż przy futrynie drzwiowej wiszą dwie grafiki, u góry Picasso, niżej Salvador Dali. Dalej robi się już swojsko: Jacek Pałucha, Marian Michalik, Sabina Lonty, Zbigniew Sprycha, Monstfur… Od dawna bowiem Tomasz Sętowski zbiera prace kolegów po fachu, którzy wpłynęli jakoś na jego twórczość, których ceni, którzy są jego przyjaciółmi.

Piętro natomiast to jego własne królestwo. Kilkadziesiąt płócien, prawie 100 szkiców, gwaszy i rysunków. Człowiek czuje się jak w środku prowansalskiej baśni, pełnej powtarzających się znaków, motywów, kodów. Srebrzyste płótna pokrywają zegary, skrzydła, półksiężyce, szachownice, muszle nautilusów, rycerskie hełmy i marszczone suto kryzy na szyjach postaci. Osobny motyw to woda, a w niej niesamowite ryby, wraki statków i zatopione miasta. Do tego architektura: arkady – całe piętra arkad, wieże, spirale schodów i mozaiki. Na wielkim ekranie film, Sętowski przy pracy. Przy wejściu aranżacja jego warsztatu: stół zachlapany farbami i garście pędzelków.
Teraz właśnie zwiedzających powinno być już mniej. Przy każdym płótnie można sobie swobodnie zrobić selfie, pokontemplować, pośledzić ślady ołówka na kartonie. Pozbierać wrażenia, ułożyć pytania… i wrócić 18 lipca o godz. 16.00. Dlaczego tak? Bo tego dnia po ekspozycji będzie oprowadzał sam autor. Wstęp kosztuje 30 zł, ale liczba miejsc jest ograniczona (o dostępność biletów należy pytać w Pawilonie Wystawowym w Parku Staszica).
Ekspozycja „Tomasz Sętowski. Artysta i kolekcjoner” pozostanie w Muzeum Częstochowskim do 30 sierpnia (szczegóły: muzeumczestochowa.pl)
Fot. Grzegorz Skowronek
