Lekcje czułości
„Ależ to jest dobre!” – z taką (i podobnymi) myślą
opuszczali z pewnością częstochowski teatr ci, którym udało się obejrzeć w
premierowy weekend „Lekcje tańca”. Kolejna myśl? Obejrzeć raz to zdecydowanie
za mało!

Mam taką osobistą listę teatralnych zachwytów, które ufundował mi Teatr im. Adama Mickiewicza. Górują na niej m.in. „Znikomość”, „Proca” i „Hamlet” (reż. André Hübner-Ochodlo) „Efekt” (reż. Adam Sajnuk), „Sprzedawcy gumek” (reż. Andrzej Bartnikowski), „Kandyd, czyli optymizm” (reż. Rafał Szumski), „Bum” (reż. Iwo Vedral)… To tytuły, które widziałam kilkakrotnie i za każdym razem wychodziłam z nich z poczuciem „wow”.
16 lutego (czyli popremierowo, bo z premierą „kolidował” urodzinowy koncert zespołu AmperA) na czołówkę mojego „zestawienia” wskoczyły „Lekcje tańca” Marka St. Germaina w reżyserii Anety Groszyńskiej.
Przy okazji nagrywania rolek CGK promujących premierę, miałam okazję podejrzeć kulisy powstawania tego spektaklu. Nie było jeszcze scenografii, ani kostiumów, a tekst był w fazie nauki, ale już wtedy widać było, że to wyjątkowa produkcja. Czuć było emocje, ale przede wszystkim czułość, czyli słowo, które pojawia się w kontekście tego przedstawienia najczęściej. „Lekcje tańca” zawierają ogromne jej pokłady. I na nią postawiła reżyserka, niezwykle świadomie prowadząc aktorów przez tę opowieść o poszukiwaniu bliskości. Misją, którą sobie założyła, było przytulenie widza. Wywiązała się z tego z nawiązką.

Gra dla dwojga
To kolejna już komedia romantyczna stworzona z myślą o walentynkach i scenie kameralnej. Rok temu w teatrze zadebiutował doskonały „Seks dla opornych”, tym razem znów postawiono na grę dla dwojga. Wtedy mieliśmy małżonków z wieloletnim stażem na rozdrożu, teraz mamy dwoje życiowych rozbitków granych przez Hannę Zbyryt i Bartosza Kopcia.
Senga Quinn w dzieciństwie marzyła o tym, by być komiksową Wonder Women. Gdy dorosła, występowała na Broadway’u, a bardziej niż narzeczonego kochała taniec. Wypadek sprawił, że dziś niemal nie opuszcza mieszkania na Upper West Side. Jej świat skurczył się do długości kanapy, na której przesiaduje, łykając tabletki, mające ukoić ból duszy i kontuzjowanej nogi. Kiedyś tańczyła, teraz kuśtyka. Zamiast baletek nosi stabilizator. Sprawność mogłaby przywrócić jedynie operacja, ale tej nikt się nie podejmie. Kontuzjowana tancerka cierpi bowiem na hipertermię złośliwą, czyli uczulenie na znieczulenie. Operacji mogłaby nie przeżyć.
Ever Montgomery to profesor nauk o Ziemi w nowojorskim Instytucie Technologii (NYIT). Na co dzień specjalizuje się w kwestii globalnego ocieplenia, zagłady ekologicznej i innych nieuniknionych katastrof. To wysoko funkcjonująca osoba w spektrum autyzmu, panicznie bojąca się dotyku, muzyki, nadmiaru bodźców, próbująca dopasować się do oczekiwań osób normatywnych. Podkreśla, że jako autystyk znalazł się w naprawdę znamienitym gronie, jak Einstein czy Mozart. Za jedynego przyjaciela podaje dozorcę Rudolfo, z własnym ojcem rozmawia przez telefon wyłącznie na Boże Narodzenie, nigdy nie był w związku, nie uprawiał seksu, nikogo nie pocałował, ani nie trzymał za rękę. Do tego od dzieciństwa słyszy, że nie może mieć dziewczyny, rodziny, normalnej relacji.

To taniec, nie tortury
Są sąsiadami, nie znają się. Ever mieszka pod „czwórką” od siedmiu lat, czterech miesięcy i dwudziestu trzech dni. I dokładnie wtedy pojawia się pod drzwiami mieszkania Sengi. Powód? Przed nim uroczysty bankiet, ma odebrać nagrodę, będzie potańcówka, a on nigdy w życiu nie tańczył. Chce tylko przetrwać uroczystość i wtopić się w tłum. Bez lekcji kroków tego nie zrobi. Potrzebuje profesjonalnej pomocy, a kontuzjowana tancerka przecież na nadmiar obowiązków nie narzeka. Propozycja jest intratna, bo za godzinną lekcję jest w stanie zaoferować 2153 dolary (minus podatek). – Oferuję ci tygodniową gażę za godzinną lekcję. Nierozsądnie jest powiedzieć nie – mówi.
Choć pierwsze odpowiedzi brzmią jednak nie, w końcu Senga ulega. Umawiają się na zajęcia. Ever płaci z góry i uzyskuje pierwszą radę: Zaczekaj minutę od rozpoczęcia muzyki, zanim kogoś poprosisz do tańca. Krócej będziesz się męczył.

Później jest już trudniej. To taniec, nie tortury – przekonuje Senga, choć jej adept wolałby pewnie dać zakuć się w dyby niż ćwiczyć kroki do „(I’ve Had) The Time of My Life” z „Dirty Dancing”(zgadnijcie, jaką piosenkę zapętliłam sobie, pisząc ten tekst?). I choć nie musi powtarzać ikonicznego układu, który wykonali Jennifer Grey i Patrick Swayze, i tak idzie mu - łagodnie mówiąc - opornie.
On męczy się na raz, dwa, trzy, cztery (szukając ratunku w matematycznej logice), my zaśmiewamy się w głos. Ever jest niezdarnie uroczy i gdy próbuje złapać rytm, pewnie wielu może się z nim identyfikować. Mnie był na przykład bardzo bliski, ale zrozumie to tylko ktoś, kto podobnie jak ja na weselu (lub w podobnych okolicznościach) usłyszał: z takim „drewnem” jeszcze nie tańczyłem. Z Everem łączy mnie też miłość do bajek Disney’a, choć on stoi wiele poziomów wyżej, bo jest posiadaczem największej ich kolekcji na Wschodnim Wybrzeżu.
Oczywiście tego, jak poszła nauka, nie zdradzę, przekonajcie się sami!
Oswajanie inności
Autyzm, o którym mówi się tu sporo, dając dobrą lekcję oswajania inności, jest po części odbiciem różnych ludzkich bolączek, z którymi mierzymy się na co dzień. Lęków, narzucanych przez siebie i innych barier oraz granic, niepewności, strachu przed zaangażowaniem, odrzuceniem, wykorzystaniem.

O poważnych sprawach (bo spectrum, niepełnosprawność, depresja, utrata sensu życia to jednak nie przelewki) mówi się tu z dojrzałą lekkością. Tekst jest znakomity. Dowcipny, ironiczny, żywy. Humor ma tu często mój ulubiony czarny kolor. To, co dla nas brzmi jak sarkazm, jest rzeczywistością odbieraną 1:1 przez Evera.
„Lekcje tańca” to przedstawienie, w którym nie zmieniłabym chyba nawet kropki. Jednak nawet najlepsze pomysły i najbardziej wartki tekst nie miałyby racji bytu, gdyby nie powierzono ich we właściwe ręce. Te Bartosza Kopcia i Hanny Zbyryt okazały się najlepszym obsadowym wyborem. Gdyby mieli je odtworzyć na ekranie w jakiejś wysokobudżetowej produkcji, przygotowania trwałyby miesiącami. Byłyby zajęcia z choreografem, psychologiem, nauka chodzenia ze stabilizatorem i pewnie wiele innych udogodnień, które pomagają „wejść w rolę”. A tu próby rozpoczęły się zapewne w styczniu, a sposób na rolę podpowiadały własna wrażliwość i sceniczne doświadczenie.
Czworo bohaterów

Stając się Everem, Kopeć musiał odrzucić większość aktorskich przyzwyczajeń. W tekście pada stwierdzenie: nie ma dwóch takich samych autystyków, ale są łączące ich ceny, takie jak problem z nawiązywaniem kontaktów i przytłaczający ogrom emocji. Te ostatnie - w przypadku osób w spectrum - rozgrywają się w środku. I jak pogodzić to z tym, że na scenie pchają się one zazwyczaj na pierwszy plan? Aktor znalazł jednak na to swój sposób. Zachował odpowiedni balans, a w przypadku takich ról od znakomitości do przeszarżowania dzielą zaledwie dwa kroki. A Kopeć jako Ever jest znakomity. Jeśli ta kreacja zostanie pominięta przez kapitułę przy ogłaszaniu nominacji do Złotych Masek za rok 2025, będzie to duży błąd.
Hanna Zbyryt „Maskę” za rolę Kustoszki z „Zemsty” (reż. Joanna Drozda) odbierała zaledwie w tamtym roku. Jako Senga również zapracowała na to, by dostrzeżono ją po raz kolejny. Dla niej także rola w „Lekcjach tańca” była nietypowa. Oczywiście ma do niej wszelkie predyspozycje (przed laty była związana z Częstochowskim Teatrem Tańca), ale tu musiała grać jednocześnie „na siebie” (bo partner nie „oddaje” emocji) i w jednocześnie w duecie. Rozgrywać swój dramat, a równocześnie oswajać siebie i widzów z dramatem, innością drugiego z bohaterów. „Lekcje tańca” to pokaz bardzo nieoczywistego partnerstwa scenicznego, trwającego niby obok siebie, a mimo to razem.

Choć ten spektakl to zasadniczo duet, na scenie pojawia się jeszcze jedna osoba – nerwowy sąsiad. Wciela się w niego Mariusz Korek, dodając tej opowieści jeszcze jedną humorystyczną warstwę. Dodajmy, że dla Korka praca przy tym tytule miała aż trzy oblicza: inspicjenta, asystenta reżyserki i statysty właśnie. Rozliczając się z kwestii obsady skrupulatnie, wspomnę również o aktorach, których słyszymy z offu: Czesławie Monczce, Antonim Rocie i Karolu Czajkowskim.
Ale jest jeszcze czwarty bohater „Lekcji”, a właściwie bohaterka, bo mowa o scenie kameralnej naszego teatru. Ta jej industrialność, klimat, charakterystyczna cegła, są stworzone, by zagrać w tym spektaklu. Idealnie oddają atmosferę mieszkania w nowojorskiej kamienicy. Dodatkowo, odpowiedzialna za kostiumy i scenografię Maja Zęgota wspólnie z reżyserką zaangażowały do przedstawienia także niewykorzystywaną zazwyczaj boczną część sceny, lokując w niej mieszkanie Evera i część akcji.

Pięć spektakli do końca marca
Opisując spektakl Katarzyna Szeląg, p.o. kierowniczki działu promocyjno-literackiego teatru, sparafrazowała Evera. Tu cytuję: zostało 5 spektakli do końca marca, z czego na 3 można kupić około pięćdziesięciu biletów, co daje średnio kilkanaście na jeden termin.
Terminy to 23 lutego (godz. 16.00 i 19.00), 26 lutego (godz. 19.00), 6 i 12 marca (godz. 19.00), a szczegóły dotyczące wolnych miejsc, dostaniecie w kasie. Spieszcie się jednak, bo zaraz ich nie będzie. A ja ostrzegam: raz to za mało i planuję powtórkę!
Fot. Piotr Dłubak
