SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Lato sprzed wieku: zwiedzanie, zwiedzanie i jeszcze raz zwiedzanie

10 sierpnia 2026
Udostępnij

Sierpień 1926 roku minął Częstochowie pod znakiem Wystawy Rolniczo-Przemysłowej. Nie tak spektakularnej jak ta z 1909 - mniejszej, zorganizowanej przez Towarzystwo „Wystawy Polskie” z udziałem 153 firm lokalnych i krajowych.

middle-Kosciol_sw_Barbary_fota_NAC.jpg

Oficjalnie otwarto ją w czwartek 12 sierpnia o godz. 14.00, choć tak naprawdę już o 9.30 rano odprawiono w Kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze mszę za pomyślność przedsięwzięcia. Nabożeństwo to poprowadził sam przeor, o. Piotr Markiewicz. Wysoka szarża była oczywista, na otwarcie zjechali przecież z Warszawy przedstawiciele Ministerstw Przemysłu i Handlu oraz Rolnictwa i Dóbr Państwowych, Centralnego Towarzystwa Rolniczego, a także – z Kielc - delegacje władz województwa, do którego Częstochowa wówczas należała.

O godz. 14.00 w Parku Staszica szczęknęły nożyczki w dłoni doktorowej Marczewskiej, żony prezydenta miasta Józefa Marczewskiego. Wstęga zagradzająca wejście na teren wystawy spłynęła na ziemię, rozcięta na pół. Zachlupało w naczyniu z wodą święconą kropidło prałata Mariana Nassalskiego, proboszcza od św. Barbary, dokonującego poświęcenia wystawy. Notable z Warszawy i miejscowi wygłosili przemówienia. Przy dźwiękach marsza granego przez orkiestrę wojskową parki Staszica i 3 Maja zaroiły się od zwiedzających.

Ten pierwszy pomieścił 12 nowych pawilonów dla różnych wystawców. Budyneczki te „Goniec Częstochowski” uznał za filigranowe, jednak „nader estetyczne” i pomysłowe. Przy okazji zyskał park oświetlenie elektryczne w postaci gustownych lamp. Na boisku drugiego parku urządzono plac rozrywki z karuzelami, diabelskimi młynami i huśtawkami. Również ul. Kordeckiego zapełniła się kioskami i straganami.

Plakat reklamujący wydarzenie miał formę czarno-białej ryciny i przedstawiał się następująco: pejzaż wiejski, w dali po prawej niewielki dworek, po lewej - para koni zaprzęgnięta do żniwiarki, na pierwszym zaś planie - krzepki ziemianin w kapeluszu, z miną pogodną, fajką w prawej dłoni i batem opartym o ramię.

Stwierdzić należy, że Wystawa prezentuje się okazale i budzi bardzo wielkie zainteresowanie nie tylko wśród miejscowego społeczeństwa, ale i w całym kraju – komentował „Goniec…”.

middle-widok_na_parki_panorama_fot_NAC.jpg

Wystawy różnego rodzaju, generalnie prezentujące dorobek kulturalny, naukowy czy techniczny, były w tamtych czasach wciąż modne - od 1851 roku i pierwszej takiej imprezy rangi światowej, czyli Wielkiej Wystawy Przemysłu Wszystkich Narodów, zorganizowanej w Londynie. 75 lat później wciąż je ochoczo urządzano; np. właśnie wtedy, gdy stolarze dobijali ostatnie gwoździe w częstochowskich pawilonach, Towarzystwo „Wystawy Polskie” podpisało z Łodzią umowę na organizację tam już w październiku ekspozycji „gospodarsko-higienicznej”. A we wrześniu szykowała się we Lwowie I Ogólnopolska Wystawa Budowlana, o czym zresztą również informował „Goniec…”.

Czem są wystawy i jaki wpływ mają na rozwój gospodarczy danego kraju, najlepszy dają nam przykład zachodnie państwa Europy bogate i silne w rozwoju gospodarczym. Anglia Francja i Niemcy nie tylko popierają lokalne wystawy w mniejszych miastach, ale co pewien czas urządzają wielkie wystawy wszechświatowe w swych imponujących stolicach. Czesi, nasi pobratymcy, naród sprytny i pracowity, choć znikomo mały, jednakże ze swoją wytwórczością pchają się na rynki światowe na równi z eksportem wielkich państw przemysłowych, a zawdzięczają to wytrwałej pracy i swoim wystawom w poszczególnych miastach i międzynarodowym wystawom w Pradze. Ciesząca się powszechnym uznaniem w naszym kraju pierwsza wystawa przemysłowo-rolnicza w Częstochowie wzorowana była na wystawie w Pradze czeskiej w 1908 r. Jakkolwiek była to miniatura w porównaniu z wystawą czeską, jednakże nie tylko zasłużyła sobie na ogólne uznanie i przyczyniła się do rozwoju naszego przemysłu i rolnictwa, ale samemu miastu i jego mieszkańcom dała poważne korzyści - przypominał „Goniec…”.

I wyliczał te ostatnie: parki, zagroda włościańska, Muzeum Higieniczne, obserwatorium astronomiczne, pólka doświadczalne, szkoła tkacka, kioski i budynek restauracyjny w parku. Dalej podkreślał, że Częstochowa leży akurat na głównym krajowym trakcie handlowym, ma rozbudowany drobny przemysł i z chwilą przyłączenia Śląska do Polski stanowi najlepsze miejsce do urządzania tego rodzaju wystaw.

Niestety, impreza z 1926 roku ani się nie umywała do tej pierwszej, z 1909: sytuacja gospodarcza kraju była kiepska, a do tego organizatorzy dali zbyt mało czasu na przygotowania i za słabo rozreklamowali wydarzenie.

middle-wystawa_01_fot_NAC.jpg

Mimo to wzięło w nim udział aż 153 wystawców. Lokalni producenci wystąpili m.in. z wyrobami włókienniczymi, elektrotechnicznymi, piwem i napojami owocowymi (to browar Szwedego oczywiście), ze słodyczami i innymi produktami spożywczymi, z kapeluszami, meblami, zabawkami, sadzonkami drzew (gospodarstwo ogrodnicze Hoffmana), z wyrobami metalowymi - od naczyń emaliowanych, przez rury, do pieców, z chemiczno-farmaceutycznymi, z materiałami budowlanymi, kosmetykami i środkami do prania. Z Warszawy przyjechały narzędzia mleczarskie importowane ze Szwecji, z Sosnowca - traktory, kotły parowe i obrabiarki, z Katowic - kasy pancerne, z innych miejscowości Górnego Śląska - siekiery, kilofy i taczki, z Łodzi - maszyny młyńskie i rzeźnicze, ze Lwowa - produkty naftowe, z Lublina - dachówki i cegły, z Poznania - mydła, lakiery i inne chemikalia (w tym znana i ceniona maść na nagniotki). Znalazły się na stoiskach wyroby cukiernicze, ceramiczne, mechaniczne pralki do prania, nawozy sztuczne (saletra chilijska - sic!), pługi i łowickie kilimy. Prezentowano wagony kolejowe przystosowane do transportu warzyw. Przywieziono pokazowe sztuki zwierząt hodowlanych - krowy, kozy, owce i drób. Hrabia Raczyński ze Złotego Potoku chwalił się swoimi pstrągami z gospodarstwa rybnego, a hrabia Potocki z Parzymiech - końmi. Producenci leków weterynaryjnych towarzyszyli im ze swoimi szczepionkami. Były nawet dzwony kościelne - z odlewni Karola Schwabe w Białej koło Bielska.

Oglądali te wszystkie bogactwa nie tylko Częstochowianie. Z innych miast zjeżdżały koleją całe wycieczki, by też poużywać atrakcji Wystawy. Tu się zajrzało do kiosku częstochowskiej Jedności, by ucieszyć wzrok „okazami kunsztu piekarskiego”, w maleńkiej, ale artystycznie urządzonej budce przekartkowało się książkę kucharską Idy Plucińskiej, pod wielką niebieską reklamą proszku Radion, który sam pierze, dostało się próbkę tego specyfiku, w solidnym pawiloniku przy klombie - dumnie wypięło pierś nad opakowaniami kremu Lactolin wybielającego cerę, a będącego wynalazkiem Częstochowianina, magistra Klimkiewicza.

Panowie oblegali przedstawicielstwo Forda, cmokając nad jednym ustawionym tam samochodem osobowym i jednym - za to imponująco masywnym - traktorem. Krok dalej mieli ekspozycję pługów, kieratów, bryczek, urządzeń przeciwpożarowych i maszyn do produkcji cegieł.

W pawilonie głównym zwiedzający pochylali się z kolei nad gablotami pełnymi amerykańskich wynalazków, a mianowicie tokarek, heblarek i frezarek nowego typu. W tym samym miejscu lekarze i ich pacjenci podziwiali rzadko jeszcze wtedy spotykaną w Polsce nowość - lampę kwarcową (model skonstruowany w Częstochowie, w wytwórni elektromechanicznej Jana Błachowicza). Kolejny krok… i znajdowali się wśród piorunochronów.

Piętro niżej podziwiało się żelazne łóżka i dziecinne wózki. Na parterze - smary i oleje do maszyn rolniczych, urządzenia do produkcji konserw i takież wyroby, dzieła artystyczne i rzemieślnicze czerpiące ze sztuki ludowej, zabawki, kosmetyki. Dalej - makarony, wielobarwne bibuły i grzebienie. Na pierwszym piętrze - nawozy sztuczne, gustowne stoiska monopolu solnego, maszyny do prania, częstochowskie kapelusze, aparaty leczące wzdęcia u krów, narzędzia ogrodnicze, urządzenia do wyrobu soków i win owocowych, sadzonki zbóż, róż, warzyw i drzew, próbki uszlachetnionych nasion.

Kto oszołomiony tymi zbiorami opuścił wreszcie pawilon główny, wpadał w objęcia sprzedawców luksusowych mebli. Emocje mógł ochłodzić szklaneczką wody sodowej w jednej z budek z napojami. Ewentualnie zaciągnąć się papierosem przy którejś z licznych trafik.

Tak właśnie minęła Częstochowianom końcówka wakacji 1926 roku. Wszystkie ekscytujące atrakcje Wystawy pozostały bowiem w mieście do końca sierpnia.

Fotografie pochodzą z Narodowego Archiwum Cyfrowego





Joanna Skiba - czytaj więcej