Kresy. Opowieści bez końca
W tych historiach pojawiły się i poetka Kazimiera Iłłakowiczówna, i bohaterka powstania listopadowego Emilia Plater, i agentka Klementyna Mańkowska. O nich i o wielu innych (często zapomnianych) kobietach Kresów opowiadała w Częstochowie pisarka Katarzyna Węglicka.
Dla mnie ojczyzną zawsze pozostaną Litwa i Łotwa. Wszystko inne – i Warszawa, i Poznań – było i jest dla mnie zagranicą. Cały mój pejzaż jest stamtąd, z moich stron rodzinnych - Kazimiera Iłłakówiczówna
Kresy istnieją dziś dla wielu głównie w książkach, archiwalnych fotografiach i rodzinnych wspomnieniach. Są przestrzenią pamięci, tęsknoty i historii, która – choć tak mocno związana z polską kulturą – z roku na rok staje się coraz bardziej odległa. Właśnie o tym świecie opowiadała Katarzyna Węglicka podczas spotkania autorskiego w Filii nr 9 Biblioteki Publicznej przy ul. Nowowiejskiego. I trzeba przyznać, że nie była to zwykła lekcja historii, ale prawdziwa podróż przez miejsca, emocje i ludzkie losy. Tematem były kobiety Kresów – te znane z podręczników historii i te, których nazwiska niesłusznie przykrył kurz czasu.
Katarzyna Węglicka, jak sama pisze o sobie: rodem z Mławy, sercem kresowianka, od lat przemierza dawne ziemie Rzeczypospolitej. Z aparatem fotograficznym i notesem odwiedza miejsca dziś często zapomniane, szuka śladów polskości, historii i ludzi, którzy wciąż pielęgnują pamięć o dawnych Kresach. Jest tłumaczką, przewodniczką i autorką książek (m.in. „Polskie Kresy literackie”), które powstały z tej pasji. I muszę przyznać, że jej pasja okazuje się zaraźliwa.
Już od pierwszych minut spotkania było wiadomo, że nie będzie to zwykła prelekcja historyczna. Ogromną rolę odegrała forma prezentacji: fotografie autorki, starannie dobrane cytaty i obrazy miejsc sprawiały, że publiczność mogła niemal wędrować razem z nią przez Litwę, Łotwę, stepy Ukrainy czy Białoruś. To była podróż nie tylko geograficzna, ale też emocjonalna.
W centrum opowieści znalazły się kobiety. Silne, charyzmatyczne, tragiczne, nieoczywiste. Nie zabrakło również tych związanych z wielkimi nazwiskami polskiej literatury i sztuki – Salomei Słowackiej, Ludwiki Śniadeckiej czy Eweliny z Rzewuskich Hańskiej, znanej jako wieloletnia przyjaciółka, a później żona Honoré de Balzaca. Szczególnie mocno wybrzmiały historie kobiet walczących i zaangażowanych społecznie. Emilia Plater i Łucja Dzierżyńska zostały pokazane nie jako pomnikowe bohaterki z podręczników, lecz osoby z krwi i kości – odważne, zdeterminowane, gotowe do poświęceń. Pojawiła się także postać Klementyny Mańkowskiej – polskiej agentki, której życie mogłoby stać się scenariuszem sensacyjnego filmu. Wśród przedstawionych znalazła się również poetka Kazimiera Iłłakówiczówna, której słowa stały się mottem całego spotkania.
Jedną z najbardziej poruszających historii, dla mnie osobiście, była opowieść o Annie Krepsztul – malarce zmagającej się z ciężką chorobą, która mimo ogromnego cierpienia stworzyła setki obrazów znajdujących się dziś w kolekcjach na całym świecie, również w Watykanie. Ta część spotkania należała do tych momentów, kiedy sala milknie całkowicie.
I właśnie ta emocjonalna różnorodność oraz merytoryczność spotkania była siłą tego wieczoru. Nie zabrakło również anegdot i momentów lekkości. Sala raz wybuchała śmiechem (pani Róża: “Mój przybytek to nierząd Wysoki Sądzie? Ale jak to - u mnie właśnie bywa cały rząd! Już mówię nazwiska!”), by chwilę później całkowicie ucichnąć.
Historyczne ciekawostki przeplatały się z osobistymi refleksjami autorki, która w pewnym momencie powiedziała, że ma świadomość, iż nie spotka już ludzi, których śladami podąża, ale chce choć „powąchać to samo powietrze, co oni”.
Jesteśmy jak las, który Rosja rąbie. Wyrąbała strasznie wiele, a teraz wzięła się do karczowania korzeni, żeby nic polskiego na tej ziemi nie zostało i nie odrosło - Stanisław Tarnowski, „Nasze dzieje w ostatnich stu latach”
Nie sposób przytoczyć wszystkich informacji i historii, które zabrzmiały 21 maja – materiału wystarczyłoby na obszerny reportaż historyczny. Katarzyna Węglicka wspomniała zresztą, że przygotowała już około 240 takich prezentacji. I trudno się temu dziwić, bo Kresy wydają się tematem niewyczerpanym. I chyba właśnie to robi największe wrażenie – ogrom pracy, pasji i autentycznego zaangażowania. Bo podczas tego spotkania nie było czuć akademickiego dystansu ani chłodnej narracji historycznej. Była za to szczera fascynacja ludźmi i miejscami, których pamięć autorka próbuje ocalić.
Wieczór w Filii nr 9 okazał się nie tylko spotkaniem autorskim, ale też lekcją pamięci i wrażliwości. Taką, po której wychodzi się z głową pełną obrazów, cytatów i historii. I z poczuciem ogromnego niedosytu – bo Kresy, podobnie jak opowieści Katarzyny Węglickiej, wydają się tematem bez końca.
Fot. Oliwia Cieśla
