„Kota strofa”, czyli koty mówią ze zdjęć
Kociarze
nie zawiedli, przyszli licznie. Podobało się im, zresztą trudno, żeby było
inaczej. Wystawa zdjęć Joanny Sidorowicz otwarta w Dniu Kota zebrała piękne
zdjęcia. Można je oglądać w Fundacji Chrześcijańskiej „Adullam”.

Koty, jakie są, każdy widzi: bure, czarne, białe, rude, łaciate, pręgowane. Na zdjęciach Joanny Sidorowicz mają zwykle za sobą barwne tło – szaroniebieskie deski, butelkowozieloną ścianę, czerwone dachówki. Czasem z tym tłem kontrastują, czasem się w nie wtapiają, jakby zapraszając do zabawy w „Wytęż wzrok”. I oczywiście - jak to koty – mają własny język bez słów, zrozumiały jednak dla człowieka, widoczny nawet na nieruchomej fotografii.
- Jakaś obca przyszła – konstatuje buras z podwórka na Starym Mieście, częstochowianin.
- A kto to? - wytrzeszcza oczy smolista trójka z podwórka obok.
- Wiem, że mnie śledzisz – marszczy brew pręgowany mieszkaniec ulicy Granicznej.
- Nikogo nie ma w domu, ale ja tu pilnuję – oświadcza szarawy tubylec z Podlasia.
- *فقط توقف عن هذه الصور – wzdycha znużony Marokańczyk, przycupnięty na podłodze z wzorzystej ceramiki.
Inne demonstracyjnie odwracają wzrok od obiektywu, całym ciałem wyrażając jedno słowo: Nie.

Zdjęcia wszystkich zostały zgromadzone na wystawie w Fundacji Chrześcijańskiej „Adullam”. Udostępniła im swoje pomieszczenie Galeria Pasji w podwórku przy ul. Krakowskiej 34. Wernisaż odbył się 17 lutego, czyli dokładnie w Dniu Kota.
Fotografii jest prawie 30. Joanna Sidorowicz zrobiła je na Podlasiu, w Bułgarii, Chorwacji, Maroku. Najwięcej miejsca zajmują jednak zwierzaki ze Starego Miasta w Częstochowie. Wtulają się we wnęki okien i drzwi, patrzą przez popękane szyby pustostanów.
Nie wiadomo do końca, czy stare kamienice są tłem dla kotów, czy koty pozostają elementem wabiącym oko ku obdrapanym fragmentom miejskiej zabudowy. To przecież architektura, i to taka, która wiele w życiu przeszła, jest motywem charakterystycznym dla twórczości Joanny Sidorowicz.
- Ale kiedy się tak chodzi po naszym Starym Mieście, zagląda w zaułki, prędzej czy później trafia się na koty. O, na przykład ten siedzący na stercie gazet jest z Elaneksu; zaintrygowały mnie tęczowe zacieki na szybie, bo wyglądają jak ślady po rozmazanej benzynie – opowiada artystka. - Szkoda jednak, że niektórych obiektów już nie ma. Na przykład tych niebieskich drzwi z dziurą. A ta zielona ściana teraz jest różowa. Pamiętam, jak weszłam do jednej z kamienic przy Starym Rynku. Zaniosło mnie na pierwsze piętro. Zobaczyłam tę łuszczącą się zieleń na ścianie i zielone krzesło, jak od kompletu. Na krześle leżał zwój materiału, a na tym wszystkim kot. Tego malucha z kolei „dorwałam” przy domu starszej kobiety; nie miała w budynku nawet ubikacji, a żeby się dostać na wyższe kondygnacje, używała drabiny. I radziła sobie!

Goście wernisażu błyskawicznie wyłonili swoich faworytów wśród kotów sfotografowanych na wystawę. Krzyżowały się w powietrzu komplementy, a nawet okrzyki zachwytu. W ruch poszły aparaty telefonów komórkowych. Wielkim wzięciem cieszyły się też odbitki dostarczone przez samą autorkę, które można sobie było po prostu brać na pamiątkę.
- Choć tak naprawdę to ja bardziej wolę psy – wyznała w którymś momencie artystka. W deklarację mało kto uwierzył wobec faktu, że miała na włosach przepaskę w kształcie kocich uszu, dopasowaną do koloru włosów.
Wystawie towarzyszył konkurs fotograficzny „Kota strofa”. Trzeba było zrobić zdjęcie jakiemuś kotu i przysłać do fundacji Adullam. Z około stu zgłoszonych prac kapituła konkursowa wyłoniła pięć. Nagrodą było zaproszenie do udziału w wystawie Joanny Sidorowicz. Zdjęcia Grażyny Hankiewicz, Moniki Kowalczyk, Wiktorii Lipy, Wioletty Rzepy i Łukasza Włodarczyka można oglądać przy wejściu do Galerii Pasji przy ul. Krakowskiej 34.
*Daj spokój z tymi zdjęciami.
Fot. Jacek Noszczyk, Łukasz Włodarczyk
