Kolekcja mistrza surrealizmu romantycznego
Dzieła Dalego, Picassa, Dwurnika czy Olbińskiego wypełniają parter Pawilonu Wystawowego w Parku Staszica. To kolekcjonerski element ekspozycji, którą Tomasz Sętowski świętuje swój jubileusz. Finisaż już 29 sierpnia.

„10 najciekawszych wystaw w Polsce latem 2026”, „8 wystaw na lato”, „5 najciekawszych wystaw w Polsce na lato 2026”… „Vouge”, „Wyborcza”, „Elle” i wiele innych tytułów zachęca, by wakacje spędzić ze sztuką. I tak przykładowo w Warszawie polecają wystawę Edwarda Dwurnika, do Łodzi warto jechać na „Nową modę polską”, a do Poznania - na największą od lat w tym mieście prezentację twórczości Zdzisława Beksińskiego. Gdyby artykuły powstawały tu i teraz, a nie przed sezonem, to na pewno punktem obowiązkowym byłaby także ekspozycja „Andy Warhol. Od linii do legendy” w Pałacu Sztuki w Krakowie.
Na jubileusz (albo i dwa)
Ja jednak proponuję inny, częstochowski „must have” (choć „na Warhola” oczywiście również się wybieram). Wystawę „Tomasz Sętowski. Artysta i kolekcjoner” przygotowaną przez Muzeum Częstochowskie. Ta zajmuje Pawilon Wystawowy w Parku Staszica. Rozmach ma charakter jubileuszowy, bo znany malarz świętuje w ten sposób 45-lecie pracy twórczej (i przy okazji 60. urodziny, które obchodził w czerwcu). Z tej okazji prezentuje kilkadziesiąt obrazów oraz blisko 100 szkiców, gwaszy i rysunków. Uzupełnieniem wystawy są też rzeźby, a ciekawostką – wystawione w holu budynku prace z cyklu „Przekształceni” (autor mianował je „eksperymentami paletkowymi”) oraz zaaranżowany warsztat - malarski pełen pędzli i palet.

Zainteresowanie wystawą jest ogromne. Nic zresztą dziwnego, nazwisko artysty cieszy się renomą nie tylko w skali kraju. Sam wernisaż przyciągnął takie tłumy, że otwierano go nie w Pawilonie, a przed nim, by wszyscy mogli się pomieścić. Dwutomowy album, który można było kupić podczas otwarcia, również był niezwykle publikacją rozchwytywaną.
Artysta rozchwytywany
Frekwencyjny sukces odnotowały również dwa autorskie oprowadzania, które – pod hasłem „Eksplozja sztuki” - zorganizowano w lipcu i sierpniu. Mnie udało się załapać na pierwszy termin, ale za każdym razem chętnych na zwiedzanie z Tomaszem Sętowskim było więcej niż przewidzianych biletów. Wabikiem były tu historie, którymi zasypywał publiczność artysta, zupełnie inne, niż można wyczytać w katalogach, niż to, co na szybko można znaleźć w internecie. A że Tomasz Sętowski opowiada z fantazją i czarem, słucha się go znakomicie. Do każdej pracy ma przecież osobną, często mocno osobistą historię.
Ciekawostką jubileuszowej wystawy nie jest wyłącznie bardzo szeroka prezentacja twórczości Częstochowianina, ale też to, co zachwyca go i inspiruje w twórczości innych autorów. Sętowski od lat kolekcjonuje bowiem sztukę. I na swoje święto postanowił zaprezentować część tych imponujących zbiorów. Dzięki temu oglądamy w Muzeum poważną prezentację polskiej (i nie tylko) sztuki współczesnej.

Pablo Picasso, Salvador Dali, wspomniany Edward Dwurnik, Marian Michalik, Piotr Naliwajko, Rafał Olbiński… Te nazwiska wystarczą, by zapewnić zainteresowanie. A ponieważ sama „kolekcjonerska” część ekspozycji spokojnie mogłaby stanowić samodzielną całość, opowiemy o tym, kogo artystycznie ceni Tomasz Sętowski.
Dzieła mistrzów
Zacznijmy od jego dwóch mistrzów, którymi -przynajmniej jeśli chodzi o XX wiek (bo tym najważniejszym - co często podkreśla - jest Caravaggio) – są Salvador Dali i Pablo Picasso. Ich grafiki powieszono tuż przy wejściu. Praca Picassa pochodzi jeszcze z czasów, gdy malarz tworzył w swojej rodzinnej Maladze. Na litografii Dalego nietrudno rozpoznać żonę malarza – Galę. Co ciekawe, Częstochowianin dekady temu zabiegał o spotkanie z ikoną surrealizmu. – Prowadziłem rozmowy dotyczące spotkania z Dalim, bo znałem Gigera [Hansa Rudolfa Gigera, szwajcarskiego malarza, rzeźbiarza, scenografa i projektanta – przyp. red.], który miał z nim kontakt. Gdy w 1985 r. zacząłem pisać pracę magisterską o Salvadorze, chciałem z nim porozmawiać, ale, niestety, mistrz był już mocno schorowany [zmarł w 1989 r. – przyp. red.] – przyznał.

Porzućmy jednak Hiszpanię i przenieśmy się na lokalne podwórko. Mistrzem dla Tomasza Sętowskiego był bowiem również Marian Michalik. Na wystawę trafiło więc kilka jego dzieł. - W czasach, gdy studiowałem, było to najważniejsze nazwisko w Częstochowie – wspomniał kolekcjoner. – Gdy miałem kilkanaście lat, byłem w jego pracowni i pragnąłem, żeby, jak mistrz Michalik żyć z malarstwa. To było moje wielkie marzenie, które po latach się spełniło.
Latami czekał także, by kupić wymarzony obraz przedstawiciela realizmu magicznego - „Wielkie wygrane”. – Marian namalował go w wieku 30 lat. Podarował mi szkic do niego. W momencie, gdy praca powstawała, nie było mnie stać na zakup. Kupiłem go na aukcji całkiem niedawno. To bardzo unikatowy, malowany na płycie obraz – opowiedział tegoroczny jubilat.
To dzięki Michalikowi, Sętowski poznał m.in. Jerzego Dudę-Gracza czy Sabinę Lonty, której praca także pojawiła się w Pawilonie Wystawowym.
Ostra selekcja

W ogóle artystyczne przyjaźnie i współdziałania są dla Sętowskiego istotne. I to po części był klucz dla aranżacji wystawy w muzeum. Ze względu na ograniczoną przestrzeń mógł pokazać tylko część liczącego ok. 300 obiektów zbioru.
Potrzebna była ostra selekcja, dotyczyło to m.in. tego, które z obrazów Jacka Pałuchy wytypować i pokazać zwiedzającym. – Z Jackiem przez kilka lat dzieliliśmy pracownię na strychu przy ul. Baczyńskiego. Dzięki temu zgromadziłem sporą kolekcję jego obrazów. Wybierając te, które można zobaczyć w muzeum, postawiłem na cykl dotyczący siedmiu grzechów głównych. Wybrałem te najbardziej agresywnie tematyczne prace – wyjaśniał Sętowski.
Obrazy dotyczące m.in. pogoni za mamoną, zestawił z urbanistycznymi pejzażami innego kolegi po fachu – Adama Patrzyka. – Bardzo cenię go za to operowanie światłem, bo ono jest dla mnie bardzo ważne – opowiadał.
Przy przyjaźniach nie mogło zabraknąć obrazu jego imiennika - Tomasza Lubaszki, z którym studiowali i do dziś utrzymują serdeczną relację.

Rodzinny talent
U „Sętowskich” talent ma się chyba we krwi. Stąd malarz nie zapomniał o młodszym pokoleniu swojego rodu. Wybrał nietypowe prace autorstwa swojego syna Mikołaja i bratanka Wojciecha (znanego też jako Wybuch Wielki). – Jestem zafascynowany filmem – mówił, wskazując pracę Wojciecha Sętowskiego. – Moje malarstwo wynika z trzech fascynacji: filmem, literaturą i rysunkiem. Dochodzą do tego także oczywiście wpływy innych artystów. Ale przy kinie zostając, to właśnie dlatego tak lubię pracę Wojtka i ten znak Batmana przedstawiony w abstrakcyjnej, bardzo ciekawej formie.
Z pracami przedstawicieli swojej rodziny zestawił m.in. twórczość Marka Laskowskiego, z którym współpracował przy częstochowskich muralach (m.in. „Strażniku czasu”). A tuż obok zawiesił jedną z prac kultowej nie tylko dla naszego miasta grupy Monstfur.
Nie zapomniał o Marianie Panku, swoim dawnym profesorze z czasów studiów w Wyższej Szkole Pedagogicznej (dziś UJD), którego teraz z dużą czułością nazywa „Mariankiem”, ani o nieżyjącym już Januszu „Kobyłce” Kobyłkiewiczu. Tutaj ich obrazy ze sobą korespondują.

Zresztą wystawą prezentowaną w muzeum Tomasz Sętowski wielu twórcom mówi „dziękuję”. W tej grupie znalazł się np. Zbigniew Sprycha, który odegrał bardzo ważną rolę w jego zawodowym życiu. – W wielu 13 lat dowiedziałem się, że niedaleko mnie mieszka malarz, Zbyszek Sprycha. Poszedłem z bratem zobaczyć jego pracownię. Malutki pokoik, w którym ledwie się mieścił. Zbyszek był nieco starszy, uczył się już w Liceum Plastycznym, niemniej zaskoczył mnie tym, że jego malarstwo było takie dojrzałe. Malował fantastyczne, baśniowe historie. Te obrazy mnie oczarowały. Nie ukrywam, że to Zbyszek miał największy wpływ na mnie, na moją drogę wyboru tematu czy stylistyki w malarstwie – opowiadał.
Surrealizm romantyczny
Opuśćmy na moment Częstochowę. Imponujące wrażenie robią bowiem wielkoformatowe prace Piotra Naliwajki z przełomu lat 80. i 90. (zestawione z obrazami Częstochowianina Artura Wawrzkiewicza). Ale perełek, których nie powstydziłby się najlepsze galerie sztuki, mamy tu więcej. Trudno nie zachwycić się dziełami Edwarda Dwurnika i Rafała Olbińskiego. Obu wybitnych malarzy Sętowski miał okazję poznać.
Pierwszego spotkał, gdy ten w 2014 r. miał wernisaż swojej wystawy w częstochowskiej Miejskiej Galerii Sztuki. – Przy tej okazji ktoś z dziennikarzy zapytał go, co sądzi o Sętowskim. A on o moim malarstwie powiedział coś w stylu: bardzo lubię jego malarstwo, on nieco inaczej maluje niż ja, jest świetnym przedstawicielem surrealizmu romantycznego. Bardzo mi się to określenie spodobało. Później zaprosiłem Dwurnika do mojej pracowni – wspomniał.

Rafała Olbińskiego poznał znacznie wcześniej, a znajomość ta przetrwała. - Nadal utrzymujemy bliskie, koleżeńskie kontakty – mówił Sętowski. – A jak to się zaczęło? W 2000 roku, gdy pojechałem na targi sztuki do Nowego Jorku, nie znałem tam nikogo. Wystawiałem swoje obrazy sam, bez wsparcia galerii. Wtedy właśnie Rafał zaprosił mnie do swojej pracowni, opowiedział mi, jakie układy i zasady obowiązują w nowojorskich galeriach. Wprowadził mnie w ten klimat. Po targach dostałem propozycje z trzech galerii. Rafał wyjaśnił mi wtedy: nie przejmuj się, że dostaniesz jedną trzecią ceny za obraz, bo ja też tak zaczynałem. I tak rzeczywiście było. Dzięki Rafałowi poznałem wiele osób, które zrobiły karierę w USA, takich jak Ryszard Horowitz czy Urszula Dudziak. To były dopiero początki moich wojaży zagranicznych.
Na koniec wspomnijmy jeszcze o „Żywiołach”, czyli cyklu, z którego Tomasz Sętowski jest szczególnie dumny. Zwiedzając „kolekcjonerką” salę, pominąć ich absolutnie nie można. To efekt współpracy ze streetartowym artystą Bartłomiejem Stypką (dawniej współtworzącym wspomniany kolektyw Monstfur). – Żywioły są cztery, ale ja tak, jak w filmie poszukuję „piątego elementu”. Jest nim przestrzeń. Ten obraz jeszcze nie powstał, ale pracuję nad nim – zdradził malarz.
Tylko do 30 sierpnia

To oczywiście nie wszystkie prace, które można obejrzeć na parterze pawilonu. Nie wspominając już o samych dziełach Tomasza Sętowskiego, o których można by opowiadać w kilku tekstach. Na zwiedzanie, podziwianie detali (to znak rozpoznawczy twórczości Sętowskiego) i rozszyfrowywanie inspiracji trzeba więc przeznaczyć więcej czasu.
A ten umyka, bo wystawa zostanie w Muzeum Częstochowskim tylko do niedzieli, 30 sierpnia. Finisaż – z udziałem artysty – zaplanowano dzień wcześniej o godz. 18.00. Wydarzenie uświetni koncert Mateusz Pospieszalski Quintet. Obok lidera tworzą go: Barbara Pospieszalska, Marek Pospieszalski, Maksymilian Mucha i Dawid Fortuna.
Szczegóły: www.muzuemczestochowa.pl.
Fot. Grzegorz Skowronek
