SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

archiwum OKF

Kino środka skali

21 lipca 2026
Udostępnij

Arcydzieło czy kinowy skandal? A może po prostu przyzwoita, widowiskowa rozrywka, której nie potrzeba analiz na temat tego, ile „Odysei” jest w „Odysei”? Najnowszy film Christophera Nolana czeka na opinie, a OKF zaprasza na seanse do 30 lipca.

middle-Odyseja-1a.jpg

Gdzie nie spojrzę, tam „Odyseja”. Każdy blog, każdy facebookowy profil popkulturalny ogrzewa się (w końcu temperatury są raczej letnie) jednym tematem: nowym filmem Christophera Nolana. Reżysera taka nagonka raczej pewnie nie wzrusza, przecież przed laty ośmielił się zrobić „Batmana” zupełnie inaczej niż Tim Burton, więc przedpremierowa krytyka nie może być mu straszna.

Przeglądam- głównie po nagłówkach i leadach - liczne recenzje. Kategorie są dwie: arcydzieło albo skandal. W pierwszych - och, ach, że epicki, wybitny, doskonały. W drugich: rwanie włosów, zło największe, obraza dla twórczości Homera, dla historii, dla mitologii, dla Greków. Analizy prowadzone są we wszelkich kontekstach (wielość wątków jest swoją drogą imponująca). A ja zastanawiam się, czy na pewno byłam na tym samym seansie? Bo na pewno w OKF-ie nie widziałam arcydzieła, ale też nie patrzyłam na film najgorszy z najgorszych.

Co więcej: całkiem mi się podobał (chętnie zrobię sobie kiedyś powtórkę). I nie dłużył, a ja bardzo długich filmów (poza „Potopem” i „Przeminęło z wiatrem”) z zasady nie lubię. Zasypiam na nich zazwyczaj po tytule i budzę się, jak akcja rozkręca się w najlepsze. Na takim „Oppenheimerze” zdrzemnęłam się już na dzień dobry, a obraz to przecież oscarowy, dobrze zagrany i naprawdę niezły. W przypadku „nowego” Nolana szybko wkręciłam się na całego.

W brzuchu konia trojańskiego

middle-Odyseja-2a.jpg

Poza zasadniczymi zmianami – nie skupiałam się szczególnie na tym, ile „Odysei” jest w „Odysei”. Pewnie też i dlatego, że czytałam ją z ćwierć wieku temu, a „Przygody Odyseusza” – oblig w czasach mojej podstawówki – jeszcze dawniej.

Ale jest wojna trojańska, i po wojnie, Odys nie wraca, Penelopa wiernie czeka, a Itakę zapełniają zalotnicy, marzący o tronie i ręce królowej. Jak to u tego reżysera bywa, czas nie płynie tu jak rzeka, narracja jest nielinearna, a wątki się przeplatają. Trzeba być czujnym, bo raz król Itaki i jego żołnierze trafiają do jaskini Polifema, potem Odys zajada lotos serwowany przez Kalipso (spędził z nią na wyspie siedem lat), a za chwilę Penelopa tka i nocą pruje całun (bo jak skończy, musi wybrać nowego męża).

Pomiędzy wracamy do ociekającej krwią Troi, zaglądamy do brzucha konia trojańskiego (bardzo ciekawy wątek), oglądamy okrucieństwo wojny, w której cena wygranej jest dosyć wygórowana. Jej mrok dobrze oddaje wizerunkowo król Agamemnon, z zasłoniętą twarzą, ukrywający się za potężną zbroją, przypominający nieco Lorda Vadera. Oczywiście za takie przedstawienie bezkompromisowego władcy również „obrywa” się reżyserowi. Umięśniony, wracający z tułaczki Odys, także zbiera baty, bo zamiast muskulatury pożądane byłoby tu fizyczne wyniszczenie. Dla porównania: do barów ciemiężonego Maximusa w „Gladiatorze” nikt się aż tak nie przyczepia.

Film Ridley’a Scotta przywołuję tu specjalnie, jako przykład wielkiego (także rozmachem) kina. To dzieło epickie, z którym „Odyseja” równać się nie może. Ale już od „Gladiatora II” jest dużo lepsza. Bo to taki film środka skali. Na mojej Nolanowej liście również się tak plasuje, daleko za „Memento”, „Batmanami” czy „Incepcją”, w sąsiedztwie „Prestiżu”, ale wyżej niż „Dunkierka” czy „Tenet”.

Obsadowe wybory

middle-Odyseja-3.jpg

Każdy film tego twórcy broni się jednak castingiem. Zawsze uważałam, że Nolan ma do niego znakomitą rękę. Nawet, jeśli są to decyzje niekonwencjonalne. Bo o obsadowych wyborach „Odysei” mówiono już od dawna. Najwięcej emocji wzbudziła kenijsko-meksykańska aktorka Lupita Nyong’o w roli posągowo pięknej Heleny i Elliot Page, któremu niesłusznie przypisywano rolę Achillesa, a ostatecznie zagrał – bardzo dobrze zresztą – Sinona (którego u Homera nie ma). Obie postaci, choć epizodyczne, są wyraziste, przypominają o winach, hańbie, wstydzie. Bo „Odyseja” to opowieść o kosztach, wyborach, odkupieniu, zemście i bardzo, bardzo dalekiej drodze do domu.

Przy tych powrotach zostając, to teraz z rękawów sypią się memy z Mattem Damonem w roli głównej, bo przecież to nie pierwszy już raz, gdy jego bohater utknął gdzieś daleko od domu (patrz np. „Szeregowiec Ryan") czy nawet i Ziemi („Marsjanin", „Intersteller”, „Elizjum”). Ja w roli pokiereszowanego (choć mniej fizycznie) Odysa kupuję go całkowicie (i nie tylko dlatego, że od czasów „Buntownika z wyboru” mam do niego słabość). Kupuję też parę ze Spider-mana, czyli Toma Hollanda w roli Telemacha i Zendayę jako Atenę (zapomniałam o tym, że w Marvelu huśtają się na pajęczej sieci). Kultowego Punishera nie widzę także w Jonie Bernthalu, który gra Menelaosa, ale – co najtrudniejszą jest chyba przemianą – w Robercie Pattinsonie - nie dostrzegam już nawet cienia „Zmierzchu”. Wampirze emploi to pieśń dalekiej przeszłości, bo jako Antinous wzbudza taką nienawiść, że tylko czekasz, aż Odys się z nim definitywnie rozprawi. Tak zagrać to sztuka. On na ekranie złościł mnie niemiłosiernie, a Eumajos, niewidomy sługa króla – tę kreację stworzył John Leguizamo - najbardziej wzruszał. Z kobiecych postaci wyróżniłabym bardzo udaną rolę Anne Hathayway (daleką od diabła ubierającego się u Prady) jako Penelopy i Samanthę Morton - grającą Kirke (bardzo mocny, odrzucający wręcz epizod), która wykorzystała każdą sekundę daną jej na ekranie.

Serce na swoim miejscu

middle-Odyseja-plakat-413x654.jpg

Mam też swoje ulubione sceny. Również z dwóch różnych bajek: od pogromu, który zalotnikom zgotował Odyseusz (oj, takiej zemsty nie powstydziłby się nawet i John Wick) po wątek z Argosem, psem, który 20 lat czekał na powrót swojego pana. Na fali tekstów o „Odysei” przeczytałam np. to, że kto się nie wzruszył tą czworonożną historią, nie ma serca. Jedno jest pewnie, teraz mogę być spokojna o to, że wszystkie organy mam na swoim miejscu.

Mimo podziałów i krytyki, a może właśnie dzięki nim, kinomani pędzą do kin. Widowisko rozpaliło box office. Według szacunków w pierwszy weekend grania film zarobił 118,3 mln dolarów. Kwota ta ustawicznie rośnie i jest to najlepszy taki wynik w wieloletniej karierze Christophera Nolana.

Ja seans – mimo różnych niedoróbek - polecam. Głównie jako solidną, widowiskową rozrywkę. OKF ma ją w swoim repertuarze do 30 lipca (szczegóły można znaleźć na okf.czest.pl). Na „Odyseję” możecie wybrać się też do częstochowskich kin Cinema City.

„Iluzja” ma dla kinomanów też perełkę - od 24 do 30 lipca gra „Following”, pełnometrażowy debiut reżyserski Nolana, który nie był dotąd wyświetlany w Polsce. Będzie go można zobaczyć w wersji odrestaurowanej cyfrowo. Według zapowiedzi to obraz noir surowy i intymny — opowiadający o samotności, obsesji i pragnieniu przejęcia kontroli nad cudzym życiem. To od niego rozpoczęły się narracyjne układanki, z których słynie dziś Brytyjczyk. A ponieważ pogodę mamy dosyć marną, to takie propozycje kinowe brzmią, jak naprawdę niezły plan na udaną końcówkę miesiąca.

Fot. archiwum OKF-u

Zuzanna Suliga - czytaj więcej