Gdy zło staje się inspiracją
Zadebiutował „Rykoszetem”, potem była „Krzywda” i „Milczenie”. Marek Stelar spotkał się z częstochowskimi czytelnikami, miłośnikami mrocznych, kryminalnych zagadek i jego narracji.

Wieczór, 23 czerwca przyciągnął do ogrodu Hotelu Arche czytelników spragnionych zakulisowych opowieści o procesie powstawania bestsellerowych historii.
Marek Stelar, a właściwie Maciej Biernawski, urodził się w 1976 roku w Szczecinie. Z wykształcenia jest architektem, przez wiele lat pracował jako urzędnik, a prywatnie to zapalony modelarz oraz fan muzyki rockowej i elektronicznej. Zadebiutował na polskim rynku wydawniczym w 2015 roku świetnie przyjętym kryminałem zatytułowanym „Rykoszet”. Jegopowieści, takie jak znana seria z Tomaszem Rędzią, czy poczytny cykl z Dariuszem Suderem, rozgrywają się najczęściej na chłodnym Pomorzu Zachodnim. Pisarz jest laureatem najważniejszych literackich wyróżnień w kraju. W 2023 roku otrzymał niezwykle prestiżową Nagrodę Wielkiego Kalibru za powieść „Krzywda”, natomiast zaledwie rok później uhonorowano go Nagrodą Czytelników Wielkiego Kalibru za bezkompromisowe dzieło pod tytułem „Milczenie”. Wspomniane nagrody to tylko niewielki wycinek sukcesów pisarza.

Już na samym początku rozmowy - którą prowadził Robert Jasiak w ramach akcji Wspieraj Kulturę - rozprawiono się z powielanymi w internecie mitami. Choć w sieci z łatwością można przeczytać, że szczeciński pisarz wydał już czterdzieści dwie książki, sam zainteresowany stanowczo sprostował te błędne dane. Jego rzeczywisty, choć wciąż imponujący, dorobek literacki zamyka się obecnie w trzydziestu czterech oficjalnych publikacjach, uwzględniając w tym zestawieniu także jego udział w różnorodnych antologiach opowiadań.
Zasadnicza część wywiadu z prowadzącym skupiła się na mrocznej stronie ludzkiej natury. Stelar przyznał otwarcie, że w jego mrożących krew w żyłach książkach na próżno można szukać naiwnych, w pełni szczęśliwych zakończeń. Współczesny świat uważa za miejsce przesiąknięte trudną do jednoznacznego ocenienia szarością, w którym dobro niezmiernie rzadko odnosi zwycięstwo, a los bywa skrajnie niesprawiedliwy, a wręcz okrutny. Z tego właśnie konkretnego względu codzienne przelewanie najgorszych instynktów na papier to dla niego przede wszystkim skuteczna forma zdrowej autoterapii.

Opisywanie wstrząsających zbrodni pozwala mu oswajać naturalny, paraliżujący lęk przed potężnym złem, jakie mogłoby niespodziewanie dotknąć jego samego lub jego najbliższą rodzinę. Ta wrodzona ostrożność i ciągłe obcowanie z literackim mrokiem skłaniają go zresztą do regularnych treningów aktywnej samoobrony i utrzymywania nieustannej czujności sytuacyjnej na ulicy w normalnym, codziennym życiu.
Poważnym i niezwykle potrzebnym buforem bezpieczeństwa dla wszechobecnego literackiego mroku okazały się u Stelara lekkie komedie kryminalne, opowiadające o perypetiach wyjątkowo pechowego bohatera, na przykład „Klejnoty szwagra”, której tytuł, jak ze śmiechem zdradził sam autor, powstał początkowo jako czysty, redakcyjny żart, ale ostatecznie został oficjalnie zaakceptowany przez władze wydawnictwa. Stelar pokazał tym samym, że potrafi spojrzeć z dużym dystansem na swoją pisarską pracę. Oprócz prozy gatunkowej dla dorosłych czytelników twórca ma na koncie także książki detektywistyczne skierowane do znacznie młodszych odbiorców. Pisał je początkowo z myślą o własnej, nastoletniej wówczas córce, pragnąc w przystępny i pozbawiony nużącego paternalizmu sposób uświadomić dojrzewającym dzieciom, że otaczający je świat bywa czasem bardzo niebezpieczny oraz nieprzewidywalny.

Duże zainteresowanie widowni wywołał poważny wątek czerpania bezpośrednich inspiracji z otaczającej nas rzeczywistości. Mimo że Stelar stanowczo ucieka od tworzenia klasycznych, suchych reportaży z modnego gatunku true crime, bardzo często i chętnie opiera misterne fabuły na prawdziwych doniesieniach prasowych i zasłyszanych historiach, które traktuje jako cenną przyprawę do kreowanego świata. Świetnym przykładem w jego twórczości jest głośna, porażająca książka „Skrucha”, bezpośrednio bazująca na dramatycznych wydarzeniach, jakie rozegrały się w Nowym Warpnie. W zimnych wodach zdradliwego Zalewu Szczecińskiego zginęli wtedy uciekinierzy z lokalnego ośrodka wychowawczego, a niesłusznie obwiniona o to przerażające zdarzenie szkolna pani pedagog, przeżyła wieloletni dramat w polskich sądach, zanim zdołała w końcu oczyścić własne nazwisko.
Stelar zdradził też czytelnikom własne nieprzekraczalne, twarde granice artystyczne. Wyraźnie unika taniego epatowania przesadną fizyczną makabrą oraz niepotrzebnym rozlewem krwi na stronach, ponieważ znacznie bardziej fascynuje go cicha, powolna i niszcząca przemoc psychologiczna, najczęściej występująca w zamkniętych strukturach rodzinnych.

Pytany o literackie wzorce, twórca wnikliwie odniósł się do popularnych zagranicznych trendów wydawniczych. Zdecydowanie odciął się od powszechnego uwielbienia dla legendarnego wręcz skandynawskiego mroku. Zauważył w tym kontekście, że każdy człowiek nosi w sobie własny mrok, niezależnie od pochodzenia, statusu czy szerokości geograficznej. Podkreślił też, że nagła, potężna eksplozja mrocznej polskiej prozy kryminalnej nastąpiła w głównym stopniu dopiero po gwałtownych ustrojowych przemianach lat dziewięćdziesiątych, które naturalnie dostarczyły ówczesnym pisarzom niekończącego się wręcz pasma inspiracji, opartych na brutalnym, raczkującym kapitalizmie.
Po spotkaniu Marek Stelar nie szczędził swojego czasu dla fanów podpisując powieści, między innym tę najnowszą, zatytułowaną „Archipelag”, a także chętnie pozował do pamiątkowych fotografii.
Fot. Piotr Karoński
