SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Piotr Karoński

Folk na krawędzi. Artyści rozrywają tradycję, by zszyć ją na nowo

29 października 2025
Udostępnij

To była dwudniowa celebracja muzyki, która z rozmachem eksplorowała pogranicza folku, metalu i industrialu. 16 i 17 października Muzyczna Meta gościła pięciu artystów, którzy zaprezentowali zróżnicowane wizje kulturowych korzeni- od akustycznej inwokacji mitu po postapokaliptyczną, cybernetyczną estetykę.

middle-Szlakiem-Starych-Drzew-(4).jpg

Pierwszy wieczór, zatytułowany „Szlakiem Starych Żniw”, koncentrował się na idei muzycznego rytuału, stanowiąc podróż do pierwotnej, nieokrzesanej mocy. Odmienny od wstępnych zapowiedzi harmonogram, wprowadził publiczność w stan transu za sprawą występu solowego projektu Szlakiem Starych Drzew. Artysta operujący techniką live loopingu, zaprezentował innowacyjne podejście do muzyki korzeni. Jego performance był dynamiczną syntezą archaicznych brzmień i współczesnej ekspresji, tworząc unikalny most pomiędzy epokami. Dawne instrumenty, takie jak lira korbowa, saz i lira smyczkowa, zyskały nowe życie, zderzając się z rytmicznym ogniwem beatboxu, surową energią gitary elektrycznej i wokalnymi elementami hip-hopu.

Muzyka Szlakiem Starych Drzew to nie tylko dźwięk – to filozofia i opowieść o wolności i korzeniach. Każda chwila na scenie była unikalną, ulotną kompozycją, która na nowo definiowała relację człowieka z naturą, przywołując dzikość uśpioną w miejskim zgiełku. To była porywająca, transowa medytacja nad syntezą epok.

middle-Żniwa-(27).jpg

Po projekcie, za którym stoi Maciej Szustak,przyszedł czas na Żniwa. Zespół, tworzony przez małżeństwo multiinstrumentalistów - Skjere i Raido. Ich występ stanowił esencję neoceltyckiego, słowiańskiego i nordyckiego pagan-folku. Żniwa zaoferowali publiczności doświadczenie czysto akustyczne, posługując się wyłącznie tradycyjnymi instrumentami, co w dobie powszechnej cyfryzacji jest świadectwem ich artystycznej integralności. W rękach duetu wybrzmiały magiczne dźwięki lutni, skrzypiec, harfy, czy bogatej palety fletów. Kompozycje Żniw, głęboko zakorzenione w dawnych wierzeniach, legendach i fantastyce, stały się hipnotycznym pejzażem, w którym mitologiczna narracja przeplatała się z melodyjnym ciepłem. Duet, często zasilający również skład Żywiołaka, z łatwością przeniósł słuchaczy w świat mitycznych opowieści i pierwotnej mocy ziemi.

W trakcie wieczoru atmosfera sprzyjała pełnemu zanurzeniu się w klimat wydarzenia, a uczestnicy chętnie eksponowali stroje inspirowane legendami, rekonstrukcjami i estetyką fantasy, zamykając ten dzień w poczuciu wspólnoty i kulturalnego spełnienia.

middle-Viimaheim-(1).jpg

Z kolei 17 października przyniósł częściową zmianę klimatu, wciągając publiczność w melodię dawnych bardów, aż do fuzji folku z intensywnym, przesterowanym brzemieniem.

Wieczór zainaugurował Viimaheim, bard, którego postać i styl natychmiast nasunęły skojarzenia z wiedźmińskim Jaskrem. Artysta ten, wykorzystując instrumenty akustyczne, snuł muzyczne, epickie historie o herosach, dawnych władcach i odległych, fantastycznych światach. Przenosił nas w miejsca, gdzie przechadzając się pośród wąskich, kamiennych uliczek miasta trafiamy na targ, gdzie zapach ziół miesza się występem wędrownych kuglarzy. Viimaheim jest świadectwem tego, że w erze hałasu wciąż jest miejsce dla prostoty narracji i melodyjnej opowieści. Jego muzyka, głęboko zakorzeniona w estetyce średniowiecznej i folkowej, stanowiła liryczne preludium dla tego, co miało za chwilę nastąpić. Do burzy, która miała rozszaleć się lada chwila.

middle-Jarzmo-(7).jpg

Nawałnica przyszła wraz z duetem Jarzmo. To, co robią Piotr Aleksander Nowak i Katarzyna Bobik, jest genialne w swojej bezczelności. Jarzmo nie próbuje delikatnie łączyć tradycji z nowoczesnością – oni ją rozrywają i zszywają na nowo za pomocą trudnych do nazwania dźwięków. Jeśli wyobrazimy sobie chaos jako zwartą, geometryczną bryłę, to Piotr i Katarzyna mają taką nadludzką siłę, którą są w stanie wywiercić w niej otwory, zainstalować ładunki wybuchowe i zdetonować, a cząstki powstałe w wyniku eksplozji poskładać na nowo.W opowieść o świecie katastrofie, gdzie w postapokaliptycznej krainie snują się zagubione postaci, które nie wiedzieć dlaczego, nucą cicho i na pozór beztrosko, oberka.

Nyckelharpa, czyli harfa klawiszowa, w rękach Piotra to objawienie. Ten pochodzący ze średniowiecznej Szwecji instrument, brzmiący naturalnie melancholijnie, został tutaj przekształcony w rockowe narzędzie zagłady. W połączeniu z perkusyjną precyzją Katarzyny, Jarzmo stworzyło potężną, rytmiczną machinę, która była zarazem gęsta i hipnotyczna, i która z sukcesem jest w stanie wypełnić lukę między zadymionym klubem rockowym a folkową potańcówką.

middle-Jarzmo-(3).jpg

Duet jest żywym przykładem tego, że unikalne, DIY podejście do tworzenia muzyki i instrumentów rodzi nieskrępowaną, pierwotną energię, a śmiałość w łączeniu przeciwieństw, skutkuje muzyką niezwykle porywającą i autentyczną, która może być zarówno żywiołowym headbangiem, jak i tradycyjnym tańcem.

Głównym aktorem wieczoru był Czarny Bez, formacja ze Skarżyska-Kamiennej, która zaproponowała konceptualne, słowiańskie science fiction. Określając swoją estetykę jako słowiański „Mad Max” w cybernetycznej epoce żelaza, zespół przedstawił wizję świata, w którym po kataklizmach ludzkość powraca do plemiennych wspólnot i duchowości prasłowiańskiej. Wrażenie potęgowały stroje sceniczne w duchu goth i steampunk oraz dehumanizujące maski męskiej części kwartetu, które wizualnie oddawały dwoistość ich twórczości, tworząc na scenie poczucie obcowania z nową, postludzką rasą, która odnalazła siłę w prastarych wierzeniach.

middle-Czarny-Bez-(2).jpg

Muzycznie Czarny Bez to potężna synteza folk metalu i industrialnej elektroniki. Mocne, gitarowe riffy i dynamiczna perkusja są fundamentem, nad którym wznosi się charakterystyczny folkowy kobiecy głos z elementami białego śpiewu. Zespół zaprezentował między innymi materiał z nowo wydanego albumu „W blasku księżyca”. Kompozycje te, będące muzycznymi traktatami o demonologii, bóstwach (jak Mokosz czy Trzygłów) i historii Słowian (jak bitwa o Arkonę), stworzyły gęstą, hipnotyczną atmosferę. Zderzenie archaicznej treści z industrialną oprawą było dowodem na to, jak skutecznie i nowatorsko można eksplorować kulturowe korzenie w konwencji metalowej. Było to widowisko, które angażowało nie tylko słuch, ale i wzrok, pogłębiając immersję w ich mroczną, ale fascynującą narrację. Występ Czarnego Bzu pokazał, że że folk, wzbogacony o elementy ekstremalnych gatunków i wizualną koncepcję, może stać się narzędziem do formułowania złożonych, apokaliptycznych proroctw z głębokim szacunkiem dla kulturowych korzeni

middle-Czarny-Bez-(27).jpg

Dwa dni koncertowe w Muzycznej Mecie w Częstochowie okazały się nie tylko przeglądem pięciu odrębnych stylistyk, ale przede wszystkim spójną, choć wewnętrznie zróżnicowaną, manifestacją żywotności polskiej sceny folkowej i okołofolkowej. Były również czymś więcej niż tylko rozrywką, także artystycznym traktatem o tożsamości. Od intymnego akustycznego transu po apokaliptyczny, metalowy zgiełk, wydarzenia te dowiodły, że muzyka korzeni, gdy jest odważnie konfrontowana z nowoczesnością, potrafi stać się jednym z najbardziej intrygujących środków wyrazu.

Fot. Piotr Karoński

WIĘCEJ ZDJĘĆ Z KONCERTU, KTÓRY ODBYŁ SIĘ 17 PAŹDZIERNIKA ZNAJDZIECIE NA CGK.


Galeria zdjęć

29 października 2025
Piotr Karoński
16 października w klubie Muzyczna Meta koncertowały zespoły Żniwa i Szlakiem Starych Drzew.

Piotr Karoński - czytaj więcej