Filmowa kariera Jury
Podobno mają wysadzić zamek w Olsztynie. Mało tego, zginie
wówczas – jak wieść gminna niesie - Marcin Dorociński, przywalony gruzami
feudalizmu w postaci ruin wieży.

Wiadomość gruchnęła niedawno: na Jurze znowu kręcą film. Tym razem „Lalkę” na podstawie powieści Bolesława Prusa. Tę, którą Telewizja Polska planowała i jako film pełnometrażowy, i jako serial, ale z serialu ostatecznie zrezygnowała. Wiadomość o przyjeździe ekipy uznano za tym bardziej ekscytującą, że towarzyszyło jej ogłoszenie Telewizji Polskiej i studia Gigant Films: szukamy statystów.
Noo, takie ożywienie zaliczyliśmy ostatnio w 2008 roku, gdy Lech Majewski robił w Olsztynie i Żarkach swój „Młyn i krzyż”. On też wykorzystał lokalne siły aktorskie, zapaleńcy z całej okolicy, łącznie z częstochowianami, masowo zgłaszali się na castingi. Magnesem były nazwiska wykonawców głównych ról: Rutger Hauer, Michael York, Charlotte Rampling.
Olsztyn jako Zasławie?
Teraz też pachnie gwiazdami: Marcin Dorociński jako Wokulski, jako panna Izabela - Kamila Urzędowska (była Jagną w najnowszej ekranizacji „Chłopów”) i Maja Komorowska w roli prezesowej Zasławskiej. A Cezary Żak będzie baronem Dalskim. Niewykluczone, że statyści spotkają tę czwórkę osobiście, skoro Olsztyn ma podobno być filmowym Zasławiem. Natomiast nie ma raczej szans na wspólne kadry z Markiem Kondratem (zagra Rzeckiego), Agatą Kuleszą (pani Meliton) i Andrzejem Sewerynem (pan Łęcki), gdyż Prus ich do Zasławia w swej powieści nie wysłał.
Co do statystów, to producenci szukają osób o wyglądzie – rzec by można – trochę vintage: panie z dłuższymi włosami bez farby a tym bardziej odrostów, bez sztucznych paznokci i rzęs, bez permanentnego makijażu ust i brwi, bez śladów ingerencji chirurga plastycznego. Panowie też w wersji naturalnej. Nosisz podgoloną fryzurę? Odpadasz. Ale wąsy, baki i nieudziwniona broda są dopuszczalne. Oczywiście mowy nie ma o widocznych tatuażach i piercingu.
Filmowy debiut
Gwiazdami kusił plan filmowy już w pierwszej kręconej u nas
superprodukcji – „Rękopisie znalezionym w Saragossie” Wojciecha Jerzego Hasa.
Był rok 1964, po olsztyńskiej części Jury uganiali się konno Zbigniew Cybulski
i Gustaw Holoubek. Statyści biegali za nimi głównie jako zakapturzeni słudzy
świętej inkwizycji
Ekranizacja magicznej, szkatułkowej powieści Jana Potockiego, połączenie filmu kostiumowego, przygodowego, poetyckiego, fantastycznego a trochę nawet horroru, jest dziś uznana za jedno z najoryginalniejszych i najbardziej złożonych dzieł kinematografii europejskiej. Jest obrazem kultowym. I to za granicą nawet bardziej niż w Polsce. Dość powiedzieć, że w latach 90. ubiegłego wieku Martin Scorsese i Francis Ford Coppola przyczynili się do zrekonstruowania oryginalnej wersji „Rękopisu…”.
Okolice Drezna i świat równoległy

Trzy lata później wmeldowali się na Jurę twórcy trzyodcinkowego serialu i filmu kinowego „Hrabina Cosel”. Fabułę oparto na powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego. Reżyser Jerzy Antczak filmował u nas np. sceny podróży. Na wertepach pośród wapiennych skał trzęsła się kareta z Jadwigą Barańską – hrabiną - albo galopował Stanisław Jasiukiewicz – jej wierny rycerz. Tu odbywał się pokaz armat, toczyła bitwa, obozowali żołnierze szwedzkiego króla Karola (Daniel Olbrychski). Jura zagrała też okolice Drezna.
Na kolejną rolę w filmie i jednocześnie serialu czekał Olsztyn do roku 1980. Była to „Polonia Restituta” Bohdana Poręby. Lokalna legenda mówi, że połowa mieszkańców gminy statystowała w tej produkcji historycznej.
Rok 1994 przyniósł Jurze angaż do 26-odcinkowego serialu dla dzieci i młodzieży „Dwa światy” („Spellbinder”). Była to koprodukcja polsko-australijska, a za kamerą stanął Noel Price. Przed nią zaś - tacy polscy aktorzy jak Jadwiga Jankowska Cieślak, Andrzej Grabarczyk, Stanisław Brejdygant... A także bardzo młody Piotr Adamczyk. Strona australijska również dostarczyła wykonawcę wtedy jeszcze nieopierzonego, a dzisiaj znanego na arenie międzynarodowej - Joela Edgertona.
Dodajmy, że polskie plenery były w tej produkcji światem równoległym, krainą fantasy pełną średniowiecznych realiów i magów, którzy jednak zamiast magii używali technologii.
Popis i porażka Bogusława Lindy

W 1997 roku znów pełno sław polskiego filmu nazjeżdżało się do Olsztyna. Tym razem został on Bośnią w czasie wojny 1992-95. Stacjonowały w okolicy siły pokojowe ONZ, m.in. żołnierze majora Kellera, czyli Bogusława Lindy: Zbigniew Zamachowski, Mirosław Baka, Artur Żmijewski, Olaf Lubaszenko, Bartłomiej Topa, Radosław Pazura, Piotr Polk… Ministrem obrony narodowej został sam Zbigniew Zapasiewicz. Zaś jego ekranowym asystentem - ówczesny wójt Olsztyna Jarosław Tobolewski.
Film pamiętany i oglądany jest do dzisiaj – także dlatego, że był pierwszą polską produkcją wydaną na płycie DVD. Kilka scen z "Demonów wojny wg Goi" widzowie okrzyknęli mianem kultowych.
W 2005 roku natomiast zagraliśmy w westernie. Bardzo dziwnym, bo alegorycznym, w dodatku anglojęzycznym. Reżyser Piotr Uklański upatrzył sobie Siedlec koło Janowa i Jurę ogólnie. Tym samym Bogusław Linda ponownie miał okazję popracować u nas. Został zapijaczonym, zapoconym i nieszczęśliwie zakochanym Szeryfem. Za ekranowych partnerów dostał Katarzynę Figurę i… Vala Kilmera w roli nieboszczyka. Dzisiaj nieźle się trzeba naszukać, by znaleźć jakieś ślady po „Letniej miłości” („Summer love”). Oceniający ją kinomani używają w stosunku do niej określeń: „pretensjonalne kuriozum”, „polska kaszana”, „większego paździerza nie dało się zrobić”, „do odstrzału”. Cóż, była to pierwsza filmowa porażka Jury. Na szczęście wspomniany wyżej „Młyn i krzyż” pozwolił o niej zapomnieć.
Coś dla dzieci

Następnie upatrzyli sobie Jurę i Olsztyn producenci „Klubu włóczykijów” i stawili się pod zamkiem w 2014 r. Może dlatego, że producentką obrazu była Małgorzata Domin z Domino Film, która kilka lat wcześniej współpracowała już z gminą Olsztyn – właśnie przy realizacji „Młyna i krzyża".
„Klub…” miał scenariusz oparty na powieści Edmunda Niziurskiego i dedykowany został temu pisarzowi. Twórcy wyszli z założenia, że warto połączyć pokolenie rodziców wychowanych na powieściach Niziurskiego oraz pokolenie ich dzieci.
Pełny tytuł to „Klub włóczykijów i tajemnica dziadka Hieronima". Reżyserował i scenariusz napisał Tomasz Szafrański, a gwiazdami obsady zostali Bogdan Kalus, Tomasz Karolak i Wojciech Mecwaldowski. Ekipa gościła w Olsztynie od 9 do 12 września 2014. Pracowała w pobliżu góry Biakło i we wnętrzach opuszczonego domu we wsi Bukowno.
Kolej na Mirów i Bobolice

Bogusław Linda ponownie miał okazję zapoznać się z okolicami Jury (tym razem zamku w Mirowie) w 2015 roku, kiedy Andrzej Wajda kręcił tu swoje „Powidoki”. Film inspirowany jest biografią artysty malarza i teoretyka sztuki Władysława Strzemińskiego.
Mirów był już wtedy własnością Jarosława Laseckiego. Gospodarz nigdy oficjalnie nie zdradził, jak udało mu się namówić Andrzeja Wajdę, by wybrał akurat te okolice. Tak czy inaczej wybrał – na scenę pleneru malarskiego, który Strzemiński urządził tu ze studentami. Grający malarza Bogusław Linda staczał się z trawiastego zbocza u podnóża zamku, wstawał i zapewniał: „Nic mi nie jest".
W 2017 r. „Powidoki” były polskim kandydatem do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego.
Skoro już przy Mirowie jesteśmy, koniecznie trzeba wspomnieć, że w latach 2018-2020 bliźniacza twierdza w Bobolicach, wtedy już zrekonstruowana, grała zamek na Wawelu – w serialu „Korona królów”.
Telewizja po raz kolejny zjawiła się latem 2019 roku. Potrzebowała ładnych plenerów do tasiemcowego serialu „Barwy szczęścia” Ilony Łepkowskiej i Tadeusza Lampki. Olsztyński rynek, góra zamkowa i góra Biakło dostarczyły materiału zdjęciowego do dwóch odcinków.
Przed nami „Lalka”. Demontujcie tipsy i zapuszczajcie włosy, może się trafi jakaś rólka.
fot. materiały promocyjne
Uwaga: o filmowej Częstochowie przeczytacie w następnym odcinku.
