SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Grzegorz Skowronek

Chcę rozświetlić Częstochowę

11 grudnia 2025
Udostępnij

Maluje, fotografuje, śpiewa, tańczy, pisze książkę i… prowokuje. Marta Dunal to artystka, o której dużo się mówi w Częstochowie, a ona sama zapowiada, że będzie o niej jeszcze głośniej. Niedawno otworzyła autorską galerię „Imperium Światła” przy alei Najświętszej Maryi Panny 34.

middle-GS-251031_MARTA_DUNAL-08.jpg

Marta Dunal odmieniła swoje życie 4 kwietnia 2025 roku. Co się wtedy wydarzyło? Nie chce mówić. Zapowiada, że wszystko opisze w autobiograficznej książce, nad którą właśnie pracuje. Ma już tytuł i mocne postanowienie, że skończy ją do maja przyszłego roku.

- Przeszłam prawdziwą transformację. Teraz realizuję swoje marzenia, bo uwierzyłam, że wszystko może mi się udać. I tak się dzieje – mówi artystka, która wiosenną przemianę zaczęła od przemalowania swoich obrazów. Zniknęła z nich czerń. Jej miejsce zajął kolor złoty. Do tego doszedł róż, błękity i fiolety. Z abstrakcji Marty Dunal emanuje teraz światło i optymizm, a artystka z wielką energią angażuje się w kolejne projekty. - Przestałam przejmować się tym, co mówią o mnie inni. Chcę malować i prowokować.

Powrót do domu

Urodziła się w Częstochowie. Skończyła Liceum Ekonomiczne i postanowiła studiować w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Moja mama, siostra i szwagier są architektami. Zaczęłam więc studiować architekturę wnętrz. Rozsądnie, żeby mieć zawód – opowiada. - Kocham abstrakcję, wszystkie te organiczne formy, trochę jak Zaha Hadid. Wymyśliłam kiedyś takie wnętrze z płynącej czekolady. Fantastycznie wyglądało, ale jak miałam to zrobić technicznie? Dostałam tróję i na drugim roku pomyślałam, że wnętrza są nie dla mnie, zrobię licencjat z mebli. Gdzie nie trafiłam, to abstrakcja się przewijała. Zaprojektowałam lampę, jakby wodny wir podświetlany w środku. Obroniłam się, ale mówię - to chyba nie to, i poszłam na intermedia na magisterium. Tam poznałam fotografię, video art, rzeźbę, instalacje… No i zaczęła się magia.

middle-GS-251031_MARTA_DUNAL-07.jpg

Malowała od dziecka. Mając osiem lat rozstawiała sztalugi i tworzyła martwe natury. Jak mówi, zawsze miała dobrą kreskę i chętnie rysowała - wujka na urodzinach czy kontrabasistę na koncercie. W Krakowie chodziła na koncerty ze szkicownikiem. Na studiach zainteresowała się też fotografią i video artem, ale przede wszystkim dopracowała technikę malarską. Zaczynała od realistycznych obrazków, potem zahaczyła o hiperrealizm, aż pokochała abstrakcje. Pokazywała swoje prace w galeriach, zbierała pochwały, ale nie bardzo wiedziała co ma robić dalej.

- Wyszłam ze studiów bez pracy, bez konkretnego fachu w ręku i bez racjonalnego myślenia. Miałam być ekonomistką, miałam projektować wnętrza, a tu skończyłam studia i co? Na fotografii się znam, na malarstwie i rysunku też, ale nie miałam pomysłu na życie – przyznaje.

Przez cztery lata pracowała w Krakowie jako agentka sprzedająca nieruchomości, w tym luksusowe apartamenty za kilka milionów. Odnosiła sukcesy, poznała wiele ciekawych osób, obracała się w kręgach wielkiego biznesu, nauczyła się rozmawiać z klientami, ale w ogóle nie malowała. Miała również problemy ze zdrowiem.

- To był mrok. Nic mi się nie udawało. Dopadały mnie najgorsze strachy – wspomina. Wróciła do Częstochowy. Wreszcie nadszedł kwiecień i wszystko się zmieniło. - Uwolniłam się do wszystkich toksycznych osób. Mam może dwie przyjaciółki takie mocne, które od dawna mnie wspierają. Nie, nie mówię nikomu, żeby rezygnował z ludzi z przeszłości, ale ja otaczam się teraz niemal wyłącznie osobami, które niedawno poznałam. Po prostu mam inne życie, nową energię, realizuję marzenia i pokazuję to ludziom.

middle-GS-251031_MARTA_DUNAL-06.jpg

Nie boję się czerni

Zostało jej jeszcze w domu 30 obrazów, które jak najszybciej chce przemalować, bo uważa, że jest w nich smutek, złość albo lęk, które chce usunąć ze swojego życia. Odmieniła nie tylko swoje obrazy, ale także wygląd.

Kiedyś w ogóle nie miałam kolorów. Może czasem jakąś butelkową zieleń albo niebieski, ale chodziłam w brązowej, skromnej sukience, czarne buty, czarna torebka, albo na szaro, na czarno, co pewien czas fiolet założyłam. Ale kolor? Teraz po prostu czuję się wolnym człowiekiem od osądu innych – opowiada. – Mam dwie siostrzyczki. Jedna jest starsza o 13 lat, a druga o 11 lat. To dużo. Dlatego zawsze miałam swój świat, swoje zabawy, swoje kryjówki. Zawsze byłam inna, ale teraz rozumiem, że ta inność jest fajna i akceptuję siebie. Może ta apaszka i ta sukienka do siebie nie pasują. Kiedyś stwierdziłabym, że nie może być takiego wzoru, że nie mogę być tak ubrana, ale teraz staję przed lustrem, wpinam we włosy kwiaty, czuję się szczęśliwa. Kiedyś nie pomyślałabym, żeby chodzić w takich kolorach, a teraz lubię się wyróżniać, bo to jest łamanie schematów. Czarny jest klasyczny, elegancki, ja się nie boję czarnego, ale teraz chcę być kolorowa. To jest taki mój manifest. Wyrzuciłam nawet wszystkie czarne gumki do włosów. Pokazuję, że nie boję się oceny innych ludzi i coraz częściej słyszę: „No fajnie się ubrałaś, Marta, świetnie wyglądasz”.

Na wernisaże swoich wystaw Marta Dunal zakłada buty, które są w kolorze złotym. Też od niedawna, bo były czarne, ale spryskała je złotą farbą w sprayu.

A wystawy otwiera jedną po drugiej. Malarstwo pokazała w Ośrodku Promocji Kultury „Gaude Mater”. Jej obrazy wiszą w Cafe Belg w II alei. W Galerii 4Arte zaprezentowała cykl zdjęć karoserii samochodowych. Specyficznie sfotografowane, przy odpowiednim świetle, wyglądają jak abstrakcje. „Niebiańska opowieść” to tytuł wystawy obrazów, którą w październiku miała w Miejskim Domu Kultury na Rakowie. Obrazy pokazywała ostatnio także na targach we Wrocławiu i Radomsku, a wkrótce kolejna ekspozycja jej zdjęć karoserii pojawi się w jednym z częstochowskich salonów samochodowych.

Imperium światła

25 października Marta Dunal spełniła kolejne swoje marzenie. W budynku dawnego banku przy alei Najświętszej Maryi Panny 34 otworzyła autorską galerię, którą nazwała „Imperium światła”. Prezentuje tam swoje obrazy, ale także prowadzi zajęcia arteterapii i warsztaty abstrakcji, na które zaprasza wszystkich chętnych, dzieci i dorosłych, nawet tych, którzy jeszcze nigdy nie malowali i nie mieli w ręku pędzla, ale chcą spróbować czegoś nowego.

W „Imperium światła” najlepiej można poznać jej obrazy. Ich kolorystykę, zróżnicowane formaty i fakturę. Dominujące barwy to różowy, błękitny, bordowy i złoty. Faktura jest bardzo różna, bo odważnie używa szpachli, a niektóre swoje prace wprost nazywa „rzeźbami w płótnie”. – W obrazach nie używam czerni i czerwieni, chyba że drobne czerwone kwiaty. Na warsztatach czerwień będzie, ale czerni nie. Może być granat, mocny granat, ale nie będzie czerni. No, niestety, to są moje warunki – podkreśla artystka.

Maluje dużo i szybko, choć wcześniej zdarza jej się długo myśleć nad koncepcją obrazu. - Mam w głowie jakąś wizję. Siadam przed białym płótnem i patrzę tak przez kolejne minuty. Szukam kolorów, myślę jakiej szpachelki użyć, wyobrażam sobie w głowie cały koncept, zastanawiam się co ja mogę namalować? Wtedy biorę pędzel czy szpachlę, coś zaczynam i potem to jakbym stapiała się z obrazem, jakbym w nim była. Wszystko dzieje się już bardzo spontaniczne. To już potem jest moja magia, impuls, za którym podążam – opowiada. – Podczas malowania śpiewam, czasem tańczę, zawsze jest głośna muzyka. Od czasu tej mojej transformacji obrazy wychodzą coraz bardziej kolorowe, świeże, przemyślane. Po prostu lepsze.

Swoje prace pokazywała i sprzedawała w galeriach i na aukcjach za granicą. Genewa, Innsbruck, Wiedeń, Paryż, Rzym, Barcelona…

- Ale nie skupiam się na tym. Wolę wiedzieć, gdzie mój obraz idzie, gdzie cząstka mnie trafia – mówi Marta Dunal. - Chciałabym wiedzieć, co się dzieje ze wszystkimi obrazami, bo lubię historie ludzi. Znam panią, która ma cztery moje obrazy i powiedziała mi kiedyś: „Pani Marto, za każdym razem patrząc na jeden z nich, czuję że zapowiadają mi radość”. To wspaniałe, bo ja lubię dawać radość ludziom.

Chciałaby malować obrazy dużych formatów, trzy na trzy metry. Marzy jej się mural. - Kocham improwizować. Może uda mi się jakaś instalacja w przestrzeni, taka organiczna forma. Na przykład rzeźby i płaskorzeźby, ale nie wchodzę w to jeszcze, bo to temat na przyszłość – zdradza Marta Dunal. - Przeszłam transformację, zmieniłam na lepsze swoje życie, przemalowałam obrazy, a teraz chcę rozświetlić Częstochowę.

W galerii zamierza też, wspólnie z zaprzyjaźnionymi poetkami Klaudią Godlewską i Patrycją Węgrzyńską, organizować spotkania poetyckie i warsztaty literackie.- Wyobrażam sobie, że przychodzi kameralna grupa, chciałabym, żeby był rzutnik i pokazywał filmy video. Żeby to była inspirujące dla gości, którzy z tego „Imperium światła” będą wychodzili i mówili, że znaleźli nową energię – opowiada.

Pasje, energia i emocje

Być może w „Imperium światła” uda się też zorganizować kameralne koncerty, bo malarstwo to główne zajęcie Marty Dunal, ale niejedyna jej pasja. Kolejną jest śpiew. Już w 2013 roku wygrała Top Music Festival w Gdyni. - Pan Tadeusz Piersiak napisał o mnie wtedy w „Gazecie Wyborczej”, że objawił się nowy talent w Częstochowie – wspomina. - Miałam dwa zespoły hardrockowe, śpiewałam na dżemach w Krakowie, nauczyłam się na scenie operować głosem. Pamiętałam jak w Amsterdamie na pikniku coś sobie śpiewałam. Podeszła do mnie taka dziewczyna w okularach i powiedziała, że mam piękny głos i dodała, żebym się nie przejmowała, jeżeli ktoś powie, że śpiewam za wysoko, bo ważne, że umiem przekazać emocje.

Jednak i ze śpiewem Marta Dunal rozstała się na ponad 10 lat. Wróciła do niego dopiero po tegorocznej przemianie. Ale nie chce na razie występować publicznie. Podśpiewuje sobie, malując obrazy i w galerii. Ma w planie ćwiczyć emisję głosu i wrócić do lekcji gry na fortepianie.

Chętnie również tańczy, choć nigdy się tego nie uczyła. Kilka razy zdarzyło się, że namówiła do tańca osoby przypadkowo spotkane na ulicy lub w parku. Jest pełna energii. Kiedyś pobiegła w krakowskim maratonie. Do tego basen, siłownia i joga, żeby się nieco wyciszyć. Matę do jogi ma nawet w galerii. - Kocham się relaksować przy dźwiękach. Zdarza się, że na chwilę położę się na podłodze i po chwili odzyskuję siły – przyznaje.

W przyszłości chciałaby podobne galerie jak częstochowskie „Imperium światła” otworzyć w innych miastach, w tym w Krakowie. - Może też jakaś restauracja artystyczna się pojawi, teraz mi się w głowie pojawił taki fajny pomysł. Mam taki plan i tak będzie. Wierzę w siebie – mówi. - Uważam, że w życiu jeżeli ktoś się kieruje sercem, jeżeli kieruje się pasją, to z nikim nie trzeba konkurować.

Martę Dunal w galerii „Imperium światła” można odwiedzić i zobaczyć jej obrazy każdego dnia od wtorku do piątku w godz. 10.00-15.00. Natomiast w soboty odbywają się tam warsztaty malarskie.

W najbliższy piątek, 12 grudnia aż do godz. 20.00 artystka zaprasza do swojej galerii na „Świąteczny kiermasz sztuki”. Pokaże obrazy, opowie o nich, a także o warsztatach abstrakcji i zajęciach arteterapii. – Będzie kolorowo i inspirująco – obiecuje Marta Dunal.

Fot. Grzegorz Skowronek

Jacek Noszczyk - czytaj więcej