Caravaggio: Na tropie arcydzieła
Álvaro Longoria podsuwa nam nie tyle dokument, co – jakby powiedzieli hollywoodzcy producenci – „documentary thriller”. Pomysł jest prosty. Dom aukcyjny w Madrycie wystawia obraz za 1500 euro, a po kilku godzinach okazuje się, że może to być zaginione dzieło samego Caravaggia. W sekundę pojawiają się marszandzi, eksperci, kolekcjonerzy, wielkie pieniądze, ale też podejrzenia i intryga. Już na pierwszy rzut oka widać, że to materiał na świetny film sensacyjny. I nim w dużej mierze jest.

„Wielka Sztuka na ekranie: Caravaggio: Na tropie arcydzieła”, którą obejrzałam w październikowe popołudnie w Kinie Studyjnym OKF „Iluzja” to gratka nie tylko dla fanów malarstwa barokowego, osób zainteresowanych kulisami działania rynku sztuki, ale także dla tych, którzy lubią soczyste kryminały o obrazach lub ich podróbkach, jak „Plan prawie doskonały”, „Koneser”, czy „Vinci”.
W kwietniu 2021 roku dom aukcyjny Ansorena w Madrycie wystawił obraz zatytułowany „Ecce Homo” z ceną wywoławczą 1500 euro. Autor dzieła pozostawał nieznany – do czasu. W ciągu kilkunastu godzin eksperci z Hiszpanii i Włoch rozpoznali w nim zaginione dzieło Caravaggia, mistrza baroku. Obraz został natychmiast wycofany z aukcji, a eksperci, marszandzi i kolekcjonerzy ruszyli do gry, oferując zawrotne sumy. Jednak wkrótce pojawiły się również głosy kwestionujące autentyczność obrazu i uczciwość rzeczoznawców. Jak poznać prawdę, gdy w grę wchodzą duże pieniądze?

Fabuła – choć dokumentalna – trzyma w napięciu. Relacja z przygotowań aukcji, weryfikacji, rozpoznania obrazu jako potencjalnego arcydzieła i sporów wokół jego prawdziwości. Wszystko sprawia, że widz zaczyna czuć, że także uczestniczy w jakiejś grze.
Dla kogoś, kto nie jest ekspertem malarstwa, zwłaszcza takiego sprzed 500 lat, film może być interesującym wprowadzeniem w świat sztuki, przedstawiając warsztat Michelangelo Merisi da Caravaggio, jego techniki.
Kluczową osią filmu jest to, czy to rzeczywiście jest Caravaggio, czy po prostu „dobry obraz”. Czy wartość dzieła polega na jego autorstwie, czy na widzialnej jakości? I co, jeśli prawda jest niejasna?
Jednym z mocnych punktów dokumentu jest to, że reżyser Álvaro Longoria nie ogranicza się do odtworzenia samej historii aukcji i obrazu (choć i to robi dobrze) – zaprasza widza za kulisy świata sztuki: komisje autentyfikacji, prywatne kolekcje, ludzi, dla których dzieło sztuki to jednocześnie kapitał i status.

Film nie jest klasycznym kryminałem, nie wszystko zostaje definitywnie rozstrzygnięte, zakończenie może wydawać się odrobinę chaotyczne. Dla widza, który oczekuje pełnej jasności, może to być pewnym rozczarowaniem.
Czy warto zobaczyć ten film? Tak, zdecydowanie, tak! Najbliższa okazja już w niedzielę, 2 listopada o godz. 16.30 w Kinie Studyjnym OKF „Iluzja”. Ja daję mu 7/10. Trochę z uwagi na samego Caravaggia. Odkąd stałam przed jego, chyba najmroczniejszym obrazem, czyli ścięciem św. Jana Chrzciciela z 1608 r. w oratorium konkatedry świętego Jana w Valletcie na Malcie, nie mogę zapomnieć tych światłocieni, naturalizmu, absolutnej dramaturgii sceny stworzonej ręką włoskiego mistrza. Caravaggo był znany ze swojego awanturniczego charakteru, taki barokowy chuligan, który nawet zabił człowieka na Polu Marsowym w Rzymie, za co został skazany na karę śmierci. Jakoś jej uniknął, w zamian udał się na tułaczkę trwającą do końca życia. Tak znalazł się m.in. na Malcie, gdzie został członkiem Zakonu Kawalerów Maltańskich i namalował egzekucję Jana Chrzciciela.
Film robi to, co obiecuje: przenosi nas do świata, gdzie sztuka i pieniądze igrają ze sobą, gdzie przypadek może zmienić życie rodziny (obraz kilkadziesiąt lat wisiał nad stołem w jadalni i nikomu nie przyszło do głowy, że może być wart miliony), a autorytet eksperta nie zawsze oznacza nieomylność. Ale też dlatego, że nie osiąga pełni – finał jest trochę mniej wyrazisty, trochę mniej dramatyczny niż początek obiecywał.
Muzyka, montaż dodają fajnego klimatu, ale pozostawiają wrażenie, że tu i ówdzie prawda zostaje poddana estetyce thrillera, bardziej niż analizie. Czy świat sztuki to bankiet i poker? Częściowo tak, ale za tą fasadą kryje się więcej. A film nie zawsze w to wchodzi. Bez względu na to, polecam obejrzeć z całego serca.
Fot. archiwum OKF-u
