Bez opowieści nie ma zdjęcia
W studio Harmony Arte gości pełna mrocznej baśniowości wystawa „Emocja jest kobietą”. To pierwsza ekspozycja, którą fotografik Damian Drewniak prezentuje w rodzinnej Częstochowie.

Kilka lat temu Magdalena Piekorz zrealizowała na częstochowskiej scenie „Królową Śniegu”. O spektaklu było głośno w Polsce, przygotowania trwały kilka miesięcy, w realizacji wykorzystano typową dla filmu technikę greenboxu, miała swoją ścieżkę dźwiękową, liczną obsadę, którą sztuczek uczył ceniony iluzjonista Maciej Pol… Imponujący był też plakat, z lodową grotą i hipnotyzującym spojrzeniem samej Królowej.
Autorem afisza był właśnie Damian Drewniak. I tak się poznaliśmy. Właściwie tylko słyszeliśmy, bo czasy były pandemiczne, a kontakty tylko on-line. Współpracowaliśmy przy płycie z piosenkami ze spektaklu, on od strony graficznej, ja – redakcyjnej. Praca była dosyć wymagająca i potrzebowała wielu korekt i ogromnej cierpliwości Damiana. Tu podwójna spacja, tu za duży odstęp, tu myślnik, tu łącznik… Zmiany, zmiany, zmiany. I Damian nigdy nie niecierpliwił. I tak sobie pomyślałam, że to chyba clou jego pracy, ta umiejętność słuchania i cierpliwość dla drugiego człowieka.
Oczywiście to trochę za mało, by stworzyć zdjęcia magiczne. Ale Damian ma też talent, wyobraźnię i ogromną wrażliwość. Tematyka „Królowej” była oczywiście baśniowa, ale taka mroczna baśniowość, wręcz wyjęta ze stron książek Andersena, powraca w większości jego prac.
I choć te fotografie opierają się na wymyślnej kreacji, to Damian – w „realu” (bo zobaczyliśmy się dopiero, gdy realizował kalendarze dla Stowarzyszenia Daj Mi Czas) – jest ujmująco „zwyczajnym” człowiekiem, który mniej mówi o sobie, chętniej skupia się na innych (u artystów nie jest to powszechne).

Zanim przyjmie „zlecenie” i zdecyduje się na kolejną sesję, musi poznać swojego bohatera. Usłyszeć jego historię, poznać życie, zastanowić się, jak o nim opowiedzieć. Stawia na emocje i na człowieka. Nie ukrywa, że potem wiele fotograficznych spotkań zostaje z nim na zawsze.
Takim na pewno było to z Asenatą, niezwykle barwną i silną Ślązaczką, która od kilkunastu lat prowadzi rodzinny dom dziecka. Portret z trąbką i owocem granatu szybko stał się bardzo rozpoznawalny. Symbolizuje wieczną walkę i moc, czyli codzienność dla kogoś, kto pragnie lepszego jutra dla potrzebujących dzieciaków.
Bo nie ma zdjęcia bez opowieści…
Choć początki fotograficznej przygody Damiana nie zwiastowały sukcesów. Pierwszy aparat Smienę autor dostał od taty na komunię. Na 36 klatek prześwietlił… 35. To go jednak nie zniechęciło. Dziś tworzy zjawiskowe, wręcz malarskie fotografie oparte o prawdę, często bolesną, jak choroba, rozstania, pożegnania. Opowiada melancholijnie o tęsknocie, utraconej miłości, pogoni za marzeniami.
Wyciąga z rzeczywistości takie pomysły, że wydaje się, że czaruje. Jakby też był wspomnianym iluzjonistą. Ale o ile taki David Copperfield skrzętnie strzeże sekretów swoich sztuczek, Damian chętnie się nimi dzieli. Organizuje warsztaty, udostępnia tutoriale, jego magia jest na wyciągnięcie ręki.
Fotografuje nieco surrealistycznie. Szuka światła, które buduje atmosferę zdjęcia. Szuka też odpowiednich wnętrz. Takie znalazł przede wszystkim w starym domu przyjaciół. Drewniany strych stał się plenerem dla wielu jego opowieści (stąd sam żartuje, że ma nadzieję, że dom nigdy nie zostanie sprzedany, bo straciłby ukochaną miejscówkę).

Twórczością Damiana Drewniaka zachwycano się w wielu miastach Polski i różnych krajach świata. Na koncie ma bardzo wiele wystaw. Zaskakuje więc fakt, że aż do teraz nie prezentował swoich fotografii w rodzinnej Częstochowie.
Zmiana przyszła wraz z propozycją od studia Harmony Arte (mieści się przy ul. Dekabrystów 33, pawilon 43, 1 piętro – trzeba nieco pokrążyć, ale ta wystawa jest tego warta!). Wernisaż odbył się 6 lutego. Piątkowy wieczór, duża konkurencja oferty kulturalnej, Damian przyznał nieśmiało, że martwił się frekwencją. Zupełnie niepotrzebnie, bo na otwarciu było bardzo tłoczno.
Otwierając ekspozycję, autor podkreślał, że nie działa w pojedynkę, bo – jak zawsze zaznacza – ogromny udział w powstawaniu prac ma jego żona – Katarzyna (nazywana przez niego Kasieńką). O fotografiach mówi więc nie „moje”, a „nasze”. To też rzadkość, bo choć nie jest nowością, że za dziełami wielu artystów stały (i stoją) także ich żony, partnerki, muzy, to niewielu panów mówiło (i mówi) o tym otwarcie i z dumą.
W Harmony Arte można zobaczyć kilkanaście zachwycających kadrów o intrygujących tytułach. „W oczekiwaniu na wczoraj”, „Pąki”, „Niekoniecznie o gęsiach”, „Koncert Marionetek”, „Nadzieja”, „Ptaszarka”, „Kąpiel myśli ulotnych”, „O sobie samym”, „Przeszłość”…
Do większości dołączony jest poetycki opis. To również znak rozpoznawczy dla twórczości Damiana (i tu również widać rękę żony). Te teksty wyznaczają kierunek, ale nie ograniczają interpretacji. Tę każdy z nas czuje po swojemu. Bo te zdjęcia składają się przede wszystkim z czułości i emocji, które rejestrujemy zgodnie z własnymi wspomnieniami i tym, czym żyjemy tu i teraz.

Ja ze wszystkich kadrów wybrałam „Czarne myśli” z sesji z aktorką Hanną Zbyryt (we wspomnianej „Królowej Śniegu” grała Gerdę). Sceneria częstochowskiej ulicy Granicznej i olbrzymie kule, niczym problemy i dramaty, które nosimy ze sobą i w sobie. Jedną z kul Zbyryt dźwiga na swoich plecach niczym mitologiczny Syzyf…
Pod zdjęciem opis:
Czarne myśli
Gęste jak smoła, przytłaczające jak kamienie…
Nie dają oddychać, nie pozwalają zasypiać…
Zabierają dni, odbierają noce…
A czasami wystarczy puścić je wolno
Dać odlecieć na wietrze…
Wystawa „Emocja jest kobietą” pozostanie w studio przez najbliższe tygodnie.
Fot. Damian Drewniak
