Amerykańska music, czyli niestandardowy początek festiwalu
Był to wieczór niby nowoczesny, ale pachnący wielką muzyką – bo z jednej strony jazzowy, z drugiej romantyczny. Sekcje perkusyjna i dęta miały co robić, reszta naszej orkiestry symfonicznej dołączała się elegancko. W sumie jednak wieczór dość spokojny, zakończony... kołysanką.

Dlaczego nowoczesny? Przez kompozytorów, których muzyka znalazła się w programie: mniej więcej współczesny nam Samuel Barber i wyprzedzający go wiekiem, ale tylko o 12 lat, George Gershwin. Obydwaj Amerykanie. Obydwaj spinający klasykę z jazzem. Obydwaj wielcy, choć ten starszy bardziej. Pierwszy wykorzystujący w swoich dziełach całą potęgę i bogactwo smyczków. Drugi też pod tym względem nie od macochy, choć kojarzony głównie z fortepianem.
Ten dobór kompozytorów może się wydawać niekoniecznie oczywisty na start wydarzenia kulturalnego poświęconego skrzypcom. Ale dlaczego by nie?
Bo – co ważne – koncert symfoniczny 3 października inaugurował XVI edycję Festiwalu Wiolinistycznego im. Bronisława Hubermana. Mało tego – rozpoczynał 81. sezon artystyczny Filharmonii Częstochowskiej. No i otwierał kolejny okres w jej dziejach pod kierownictwem Adama Klocka jako dyrektora artystycznego i naczelnego.

Potrójną okazję wykorzystano, by docenić ludzi tworzących ten przybytek kultury. 22 z nich otrzymało od Prezydenta RP Złoty Medal za Długoletnią Służbę. Uroczystej dekoracji dokonali wicewojewoda śląski Adam Zaczkowski i prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk. Filharmonia ze swej strony też dołożyła niedużą ceremonię – pożegnania pięciu pracowników odchodzących na zasłużoną emeryturę.
Potem salę koncertową pięknie przybraną krwistoczerwonymi mieczykami wypełniła już tylko muzyka. Jak zawsze, tak i teraz festiwal miał gościa ze znanym nazwiskiem. Przed orkiestrą i dyrygującym nią Adamem Klockiem stanęła jedna z najlepiej rokujących młodych skrzypaczek świata Geneva Lewis. W Polsce występowała po raz pierwszy. Grała Koncert skrzypcowy op. 14 Samuela Barbera – tego samego, któremu zawdzięczamy słynne Adagio na smyczki.
- Przyznajmy, jest ono popularniejsze niż Koncert, ale przecież to właśnie on pozostaje utworem piękniejszym i bardzo szkoda, że jest tak rzadko wykonywany – zapewniał w swoim wprowadzeniu muzykolog i krytyk muzyczny Witold Paprocki, który wystąpił w roli prelegenta.

Amerykańska znakomitość zaprezentowała się jako solistka bardzo elegancka i bardzo skupiona. Wszystko wskazuje, że kompozycję Barbera przygotowała specjalnie dla Częstochowy, nie widać bowiem Koncertu op. 14 w programie jej występów z ostatnich miesięcy, publikowanym na stronie internetowej artystki.
Czy dobrze się grało pani Lewis z naszą orkiestrą? Pewnie tak, skoro na koniec rzuciła się emocjonalnie dyrygentowi na szyję, a potem szeroko uśmiechnięta biła brawo częstochowskim symfonikom. Tyle że piorunem zniknęła w kulisach i już nie wróciła na scenę. Publiczność, która żegnała ją owacją na stojąco, zrozumiała, że bis raczej nie wchodzi w grę, dlatego brawa – choć mocne – były stosunkowo krótkie.
Zaraz potem trzeba było przeskoczyć z nastroju romantycznego, charakterystycznego dla Barbera, w klimaty amerykańskiego, czarnego Południa. Konkretnie zaś – Karoliny Południowej i okolic miasta Charleston. Część drugą wieczoru zajęła bowiem suita z opery „Porgy and Bess” George’a Gershwina.

Suita to – mówiąc dzisiejszym językiem – składanka najbardziej znanych motywów muzycznych większego dzieła. „Porgy and Bess” doczekało się dwóch kompozycji tego rodzaju. Pierwszą przygotował sam Gershwin, niedługo zresztą po wejściu opery na deski scen. Dał jej tytuł „Catfish Row” – od nazwy miejscowości, w której toczy się akcja jego dzieła. Druga wersja powstała w 1942 r. dla słynnego dyrygenta Fritza Reinera. Zaaranżował ją przyjaciel i okolicznościowo asystent Gershwina Robert Russell Bennett, zbierając większość najbardziej popularnych arii z „P&B” – choć nie w takiej kolejności, w jakiej występują oryginalnie. My w Częstochowie wysłuchaliśmy wersji Gershwinowskiej.
Czy się podobała? Był bis. Jeden. I oczywisty. Gdy bijąca brawa publiczność dopuściła wreszcie orkiestrę do głosu, dyrygent zadysponował wykonanie – jakżeby inaczej – „Summertime”, czyli jednego z najpiękniejszych fragmentów suity. Arię tę w operowym oryginale śpiewa Clara, żona rybaka. W suicie jej łagodny sopran zastępują skrzypce.

Wybór tego właśnie kawałka był strzałem w dziesiątkę, bo przecież „Summertime” to kołysanka. W efekcie ukojeni, rozmarzeni, przygotowani kulturalnie do snu, rozeszliśmy się z filharmonii prościutko do domów i łóżek.
Festiwal Wiolinistyczny im. Bronisława Hubermana trwa! W czwartek, 9 października o godz. 19.00 rozpocznie się występ Kwartetu Kontrabasowego, który tworzą: Klaudia Baca, Jakub Braun, Maksym Pistelok i Helena Bór. Zabrzmi m.in. Suita na kwartet kontrabasowy Bernarda Alta. Z kolei w piątek, 10 października na finał wydarzenia usłyszymy Kwartet smyczkowy nr 19 KV465 (wersja na orkiestrę kameralną) Wolfganga Amadeusza Mozarta oraz Koncert podwójny na skrzypce i wiolonczelę a-moll op. 102 Johannasa Brahmsa. Wykona je Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Częstochowskiej, solistami będą Bartłomiej Nizioł (skrzypce) i Adam Klocek (wiolonczela), a za pulpitem dyrygenckim stanie Wojciech Pompka. Bilety i szczegóły: www.filharmonia.com.pl
Fot. Łukasz Kolewiński
