SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny

Piotr Dłubak

Zdrowy cham - na marmur, żelazo, beton!

5 kwietnia 2023
Udostępnij

„Bo taki jest czas, ile Dyzmy w nas”. O tym, że niestety sporo, można przekonać się na częstochowskiej scenie. 1 kwietnia na teatralny afisz wkroczyła bowiem premierowa "Kariera Nikodema Dyzmy" w reżyserii Gabriel Gietzky'ego.

middle-Dyzma5.jpg

Częstochowski teatr zmobilizował mnie do tego, co nie udało się ani słynnemu serialowi Jana Rybkowskiego, ani filmowej komedii Jacka Bromskiego, już nie mówiąc o słomianym zapale własnym. Gdy tylko ogłoszono, że pierwszą w tym roku premierą będzie „Kariera Nikodema Dyzmy”, stwierdziłam, że po latach odkładania planów na bok, należy wreszcie sięgnąć po powieść Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Polubiliśmy się bardzo i myślę, że jeszcze do siebie wrócimy.

Czytając, miałam przed oczami takie salonowe obrazy. Trudno odgonić myśli od scenerii rodem z serialu z wielkim Romanem Wilhelmim w roli tytułowego karierowicza. Nie ukrywam więc, że głowiłam się nad tym, jaki pomysł na przeniesienie tej mocno rozbudowanej opowieści znajdzie Gabriel Gietzky.

Reżyser współpracę z częstochowską sceną rozpoczął „Ożenkiem”, którego premiera odbyła się w 2006 r. Potem zrealizował „Wariacje bernhardowskie”, „… do ojca…”, „Igraszki z diabłem” i „Być jak Kazimierz Deyna”. Ostatni z wymienionych tytułów zadebiutował w Częstochowie w 2012 r. Dla mnie był to nie tylko ulubiony spektakl spośród tych „Gietzky’ego”, ale i jeden z takich w ogóle ulubionych. Dlaczego? Wystarczy wspomnieć „polską myśl szkoleniową”… Bardzo dobry tekst Radosława Paczochy, pomysłowa forma, aktorska gra zespołowa sprawiły, że gdy w 2017 r. tytuł zszedł z afisza, bardzo było mi żal.

middle-Dyzma8.jpg

„Dyzma” otarł nieco łzy po „Deynie”. Choć zadanie miał trudne. Scenę i ekran należy oddzielić niby grubą kreską , niemniej tak trudno odciąć się od wizji wykreowanej przez serial i film. Trzeba zmienić podejście, bo nie wystarczy samo uwspółcześnienie - przecież już kinowy „Nikoś” opuścił ramy przełomu lat 20. i 30. XX wieku.

Tym razem Gietzky również postawił na tekst Paczochy, scenariusz napisano na podstawie powieści, oczywiście odpowiednio okrajając wątki i postacie, a także wprowadzając parytet – stąd mamy nie ministra Jaszuńskiego, a minister Jaszuńską – twardą babkę, trzęsącą męskim światem, którą brawurowo gra Iwona Chołuj.

middle-Dyzma22.jpg

W ogóle to kobiety nakręcają tutaj wir zdarzeń… Gdyby nie sugestia prostytutki Mańki, Nikodem nigdy nie trafiłby na salony Hotelu Europejskiego, nigdy nie zostałby potrącony przez Terkowskiego, nie poznał Kunickiego (tfu! Kunika) i nie rzucił cytowanych przez najmożniejszych słów: „Głupstwo Terkowski, tylko sałaty szkoda” (widząc Dyzmę napychającego usta zielonymi liśćmi, tym bardziej widać dwuznaczność tej sceny i tak współczesną chęć „nachapania” się). To Mańka jest spiritus movens tytułowej kariery, to ona kocha szczerze i to ona staję się ofiarą tej opowieści.

Gdyby nie Jaszuńska - nie zostałby prezesem Państwowego Banku Zbożowego. Gdyby nie hrabina Przełęska - nie poznałby Zyzia Krzepickiego, swojego późniejszego asystenta i „mózgu” wszelkich działań (aż żal, że ten wątek nie został rozwinięty bardziej, bo prawnik jest fascynującą postacią). Gdyby nie Nina Kunicka (de domo Ponimirska) - nie zapragnąłby jej ręki, a wraz z nią Koborowa.

Oddaje to tylko fakt, że by z bezrobotnego, byłego pracownika poczty w Łyskowie, objawił się pochodzący z kurlandzkiej szlachty oksfordczyk (niemówiący „ani dudu” po angielsku) i doktor ekonomii - potrzeba odpowiedniego środowiska. Takiego, w którym milczenie uznaje się za rozwagę, obcesowość za zdecydowanie, a błędy za żarty. I to otoczenie cały czas towarzyszy Dyzmie na scenie. Jak można być tak ślepymi? Widać można, bo tu ewentualne, indywidualne rozterki rozprasza „wiarygodność” tłumu.

middle-Dyzma12.jpg

I na częstochowskiej scenie zawsze jest tłumnie, bo to inni podkręcają bieg zdarzeń, upewniając Nikodema, że znajduje się na właściwym miejscu. Jak powtórzy kilkakrotnie „on się na afisz nie pcha”, słów na wiatr nie rzuca, ale jak już coś postanowi to „marmur, żelazo, beton”.

Nie tylko Dyzma jest karierowiczem, tu niemal każdy marzy o władzy, dostatku, pozycji. Nikodem ma więc naśladowców, którzy imitują jego gesty, zachowują się jak kukiełki, maskują własne zdanie. Najlepiej oddają to momenty, gdy pozostali aktorzy naśladują kury. Nie mogłam się wtedy pozbyć powracających w myślach słów Józefa Piłsudskiego: „Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”. Wiek minął, a one - podobnie jak powieść Dołęgi-Mostowicza - nie mają, póki co, widoków na przedawnienie.

Te sceny zespołowe mają podobną siłę jak w „Deynie”: angażują całą obsadę, pokazują, że by tytuł porwał, wszyscy muszą grać do jednej bramki. I „Dyzma” porywa. Na premierze oklaskiwano spektakl na stojąco, a kolejne sceny przerywały gromkie śmiechy i brawa. W pełni zresztą zasłużone.

Gros tych braw zebrał przede wszystkim kreujący prezesa Adam Hutyra. Zadanie miał trudne. Słysząc „Dyzma” widzimy przecież wspomnianego Wilhelmiego, bądź Cezarego „Nikosia” Pazurę. Pierwszy miał w sobie wyrachowanie i cynizm, drugi był zabawnym nieudacznikiem. Dyzma Hutyry przybiera oblicze „nieskalane” żadną myślą, ale przy tym jest najbardziej z nich niebezpieczny. W powieści działał w „rękawiczkach”, to innym zlecając „brudną robotę”, w częstochowskiej realizacji nie ma żadnych skrupułów. Dużo w nim pewności siebie, niewiele lęków i wiele ze „zdrowego chama”. To taki Dyzma naszych czasów, drwiący ze zjawisk komentowanych przez media. Czytelnych nawiązań do sceny politycznej jest tu sporo i to one wywoływały najgłośniejszy śmiech (a mnie zasmuciło to, jakie to wszystko, niestety, prawdziwe). To Dyzma jadący po życiowej bandzie, który doskonale odnalazłby się jako jeden z bohaterów „Ucha prezesa”.

middle-Dyzma9.jpg

Po premierze powtarzano, że Hutyra stworzył kreację wybitną, może najlepszą od lat, godną nominacji, jak nie samej „Złotej Maski”. Jego wyjście poza utarty schemat imponuje, a monologi rzeczywiście są doskonałe. „Bo czyny moje przede mną pójdą”, „I nie pytajcie mnie, co ja mam na myśli, bo co ja mam na myśli, to dla siebie zachowam”, „A myślenie moje po czynach moich poznacie” – to gotowy zbiór perełek, które spokojnie można cytować. Jednak słowa „najlepsza” na pewno bym tu nie użyła. Dla mnie od 2015 r. taką pozostaje kreacja Ilji z kontrowersyjnej „Procy”, godna najważniejszych statuetek.

Jeśli miałabym szczególnie wyróżnić jakąś rolę, wskazałabym Żorża Ponimirskiego. Waldemar Cudzik podobnie, jak nieśmiertelny Wojciech Pokora, został do niej stworzony. To właśnie hrabia - na potrzeby rozmów z ciotką – wymyślił mit oksfordzki. Nie sądził jednak, że ktoś bajkę tę „kupi”. I to on próbuje zdemaskować karierowicza, ale nikt nie wierzy temu, który postradał przecież zmysły. Przypomniało mi to cytat z Lewisa Carolla: „Tylko wariaci są coś warci”.

middle-Dyzma21.jpg

Co jeszcze zasługuje na podkreślenie? Umowność. Tutaj jedną scenografią jest fotel prezesa, zwisający z sufitu gigantyczny ślimak oraz podobnych rozmiarów żyletka. Zmianę miejsc rozgrywania akcji anonsują projekcje. W tym przypadku są to napisy, które zwiastują, że z Banku Zbożowego trafiamy np. do Koborowa. Za wszystko to, plus jeszcze wyszukane kostiumy (kalosze w ostatniej scenie to znakomity pomysł!) odpowiada Adrian Lewandowski. Umowność scenografii dopełnia jednak choreografia autorstwa Szymona Michlewicza-Sowy, która wymaga niezwykłego skoordynowania i zasługuje na osobną uwagę.

Całość sprawia, że „Karierę Nikodema Dyzmy” mogę polecić z czystym sumieniem. Warto po niego sięgnąć - po rozrywkę, po gorzką refleksję, po niestarzejący się przekaz. Gdy zapowiadano premierę, która odbyła się 1 kwietnia, w wielu tekstach cytowano „Doktora Dyzmę” Elektrycznych Gitar (utwór ten promował „Karierę Nikosia Dyzmy”). Ja pominę pierwszą linijkę refrenu i przejdę do drugiej: „Bo taki jest czas, ile Dyzmy w nas”. O tym, że niestety sporo, będzie można przekonać się na częstochowskiej scenie. Najbliższe spektakle grane będą od 14 do 16 kwietnia o godz. 19.00. Kolejne zaplanowano na 18 i 19 maja.

Fot. Piotr Dłubak/Teatr im. Adama Mickiewicza


Galeria zdjęć

5 kwietnia 2023
Piotr Dłubak/Teatr im. Adama Mickiewicza w Częstochowie
1 kwietnia odbyła się oficjalna premiera najnowszej propozycji przygotowanej przez Teatr im. Adama Mickiewicza w Częstochowie. To "Kariera Nikodema Dyzmy" w reżyserii Gabriela Gietzky'ego. Tytułową rolę gra Adam Hutyra. Oprócz niego na scenie występują: Marta Honzatko (Mańka), Sylwia Oksiuta-Warmus (Nina), Antoni Rot (Kunicki), Bartosz Kopeć (Krzepicki), Małgorzata Marciniak (Przełęska), Iwona Chołuj (minister Jaszuńska), Maciej Półtorak (pułkownik Wareda), Robert Rutkowski (Terkowski), Waldemar Cudzik (Ponimirski) i Rafał Patejuko (rola epizodyczna).

Zuzanna Suliga - czytaj więcej