SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny
Aktor występujący na scenie podczas spektaklu 'Grupa krwi'

Świeża krew w teatrze

28 września 2022
Udostępnij

„Grupa krwi” to prapremierowy spektakl, którym Teatr im. Adama Mickiewicza otworzył nowy sezon. Warto poznać tytuł dekonstruujący mity polskości.

middle-_DSC5813.jpg

Pisząc, że dawno tak nie czekałam na otwarcie sezonu w częstochowskim teatrze, skłamałabym. Zawsze czekam na koniec wakacji. Rok temu odliczałam dni do 11 września, wiedząc, że zobaczę „Strefę zero” w reżyserii André Hübnera-Ochodlo. Było warto, ponieważ kameralny tytuł z Teresą Dzielską i Adamem Machalicą w rolach zagubionych kochanków, jest rewelacyjny. Czekanie miało jednak inny charakter, bowiem reżyser jest nam w Częstochowie doskonale znany i, śledząc jego dokonania, wie się, na co można liczyć. Emocje na wysokich tonach zawsze są gwarantowane!

Czekając na sezon 2022/2023, spodziewałam się tytułu, jakiego dotąd w naszym mieście nie było. Za powód wystarczą te dwa nazwiska: Agata Biziuk i Anna Wakulik. Pierwsza z nich jest reżyserką, druga – dramatopisarką. Znają się od lat, jednak do współpracy reżyserko-dramaturgicznej wcześniej nie doszło. Zmienił to dopiero Teatr im. Adama Mickiewicza.

Zanim podjęto współdziałanie, mieliśmy już okazję zobaczyć dzieła obu artystek, ale każdej z osobna. Wszystko za sprawą wspomnianego minionego sezonu teatralnego. Najpierw swoją premierę miały „Zażynki”, czyli czytanie performatywne w reżyserii Tomasza Mana. Niezwykły „AudioTeatr” powstał na podstawie odważnego tekstu Wakulik. Podczas blisko godzinnego przedstawienia kij wsadzano nie w jedno, a w przynajmniej kilka mrowisk. Tematy paliły, w fotelach siedziało się jakoś mniej wygodnie... Zresztą, jak podkreśla Biziuk, teatr wygodny być nie musi, co więcej - wcale nie powinien. I choć jej „Skłodowska. Radium Girl”, którą w grudniu 2021 r. wprowadził na częstochowską scenę niezależny Teatr Fundacja Papahema, bawiła formą i pomysłowością, nie bano się kontrowersji. Kto widział ten spektakl, ten z pewnością na długo zapamięta scenę, w której Polska trafia na kozetkę psychoterapeuty.

Obie autorki łączy artystyczna odwaga i nieszablonowość działań, a także chęć sięgania po to, co nowe, po coś, czego dotąd w teatrze nie było. Idealnym tego odzwierciedleniem jest zrealizowana prapremiera. Częstochowska realizacja była możliwa dzięki programowi „DRAMATOPISANIE” Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie i związanemu z nim dofinansowaniem. Za sprawą wspomnianego programu tekst Wakulik adaptował także Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku. Jednak „nasza”, częstochowska „Grupa krwi” miała premierę jako pierwsza, prapremierowo wprowadziliśmy więc ten tytuł na polską scenę.

middle-_DSC5722-(Copy).jpg

Efekt scenicznej kooperacji Biziuk-Wakulik intryguje już od wejścia na salę. Akcja sztuki rozgrywa się w starym dworku. Rewelacyjna scenografia, za którą odpowiada Maks Mac, sprawia, że nie wygląda on schematycznie, nie przypomina dworku z „Pana Tadeusza”. Dom wydaje się być zawieszony w czasie i przestrzeni.

I właśnie w miejscu „gdzieś pomiędzy Gdańskiem, Gorzowem, Białymstokiem a Krakowem” spotykają się dwa rodzeństwa. Najpierw poznajemy Annę i Michała 2, potem nieco starszych - Ritę (a właściwie Joannę) i Michała. Zdublowane męskie imiona dziwią tylko na początku, bowiem w tej historii jest jeszcze pradziadek Michał, który mocno tu zamiesza...

Co ich łączy? Pieniądze, a właściwie testament szefa poczytnej gazety, czyli „dziadka Adasia”, syna wspomnianego Michała. W swojej ostatniej woli postanowił on podzielić swój pokaźny majątek nie tylko pomiędzy dzieci syna, ale także właśnie pomiędzy prawnuków Michała. Okazuje się, że pradziadek zdradził swoją żonę Marię (prababcię Rity i Michała) ze służącą Andzią (prababcią Anny i Michała 2). W tych rodzinnych złożonościach można się mocno pogubić... i lepiej nie trzymać się ich zbyt kurczowo, bowiem w finale przedstawienia nic już nie będzie takie, jakim się wydawało.

Zamiast „Grupa krwi” spektakl można spokojnie zatytułować „Świeża krew”. Wprowadzają ją nie tylko zaproszeni gościnnie aktorzy: Helena Radzikowska (znana ze „Skłodowskiej”) oraz Maciej Szymon Cempura, grający potomków z „nieprawego” łoża. Ich spotkanie z tworzącymi od lat częstochowski zespół – Agatą Ochotą-Hutyrą i Maciejem Półtorakiem wprowadza inne emocje, inną jakość. Wspominany już André Hübner-Ochodlo powiedział mi kiedyś, że nowy, „niezgrany” partner sceniczny, wyzwala nieodkryte artystyczne pokłady. Gdy „chemia” zaistnieje, odmiana jest bardzo wyraźna. W „Grupie krwi” cała aktorska czwórka tworzy nakręcającą się wzajemnie maszynę. Czuć, że praca nad tym tytułem musiała sprawiać im sporą frajdę. Bohaterowie są mocno zarysowani, aktorzy otrzymali więc znakomity materiał.

middle-_DSC5878-(Copy).jpg

Anna mówi o sobie, że jest „absolutnie” przeciętna. By spłacić mierzące 24,6 m² mieszkanie, ma przed sobą jeszcze 227 rat trwającego 28 lat kredytu. Wmawia sobie, że jest jej w życiu dobrze, słusznie wybrała, nie może sobie niczego zarzucić, ma najwięcej, jak tylko mogła mieć. Jej młodszy brat pracuje jako „Bob Budowniczy”. Kredytu mu nie przyznali, ale to dobrze, bo nie będzie przecież „niewolnikiem banku”. Jego życiem rządzi harmonogram: piąta dwie autobus, piąta pięćdziesiąt przebieralnia, a już od szóstej rano robota w otoczeniu rozgrzanej blachy. Zasypia, wracając autobusem.

Takiej rzeczywistości nie znają Rita i Michał. Ona realizuje się, malując abstrakcyjne obrazy. On, gdy wstanie koło południa, skupia się nad tym, by prawidłowo wpisać ISBN (wszystko to w ramach pracy Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego). Kwestie rat, kredytów, przetrwania do „pierwszego” są im obce. Mają pieniądze, którymi teraz muszą się podzielić.

Sporo jest więc mowy o nierównościach społecznych, szlacheckich i chłopskich korzeniach, uprzedzeniach, podziałach, rodzinnym praniu brudów, genach... Utarte schematy w momencie walą się jak domki z kart. Nie brakuje ironii, czarnego humoru, brawury. Śmiech podszyty jest goryczą, której czara z minuty na minutę mocniej się przechyla. „Grupa krwi” dekonstruuje związane z polskością mity.

Biziuk - obok treści - stawia na formę, stąd wszystko musi się dopełniać. Muzyka Radosława Dudy, projekcje wideo Tobiasza Czołpińskiego, światła, za których reżyserię odpowiada Maciej Iwańczyk i ruch sceniczny według koncepcji Krystyny Lamy Szydłowskiej stanowią spójną całość. Ogląda się to naprawdę dobrze, niemniej skróciłabym sceny „małpowania” i minimalnie „przycięła” ten spektakl. Myślę, że mogłoby to jeszcze bardziej podkręcić tempo sztuki.

middle-_DLQ0838-(Copy).jpg

Są jednak sceny, których skrót dotknąć wręcz nie może. Dla mnie najmocniejsze w „Grupie krwi” są retrospekcje z pradziadkowych czasów, wypełnione domysłami, jak ta historia mogła się rozegrać. Podział na chłopstwo oraz błękitną krew widoczny jest wówczas najdotkliwiej i rzeczywiście w fotelu znów siedzi się niewygodnie. Podobne emocje wywołuje chóralna pieśń, która brzmi już niemal na koniec przedstawienia. I choćby tylko dla tych scen warto obejrzeć ten tytuł. Na najbliższą ku temu okazję trzeba będzie poczekać do 30 października.

fot. Piotr Dłubak/ Teatr im. A. Mickiewicza

Cykle CGK - Autorzy