Aktualności

8 października 2019
MARZYĆ, ZNACZY MÓC
[zdjęcie aktualności]

Nie ma jeszcze 30 lat, a na swoim koncie całkiem spore doświadczenie teatralne i filmowe. Niedawno do dystrybucji kinowej wszedł polski film „Sługi wojny”, w reżyserii Mariusza Gabrysia. Częstochowianka MARIA KANIA partneruje w nim Piotrowi Stramowskiemu. To duży i ważny krok w jej aktorskiej karierze na wielkim ekranie.

Magda Fijołek: Po raz pierwszy zagrałaś główną rolę w filmie i od razu partnerujesz w nim Piotrowi Stramowskiemu, jednemu z najbardziej rozpoznawalnych aktorów w polskim kinie ostatnich lat. Przyjmując rolę w tym filmie, czułaś ciężar zadania, czy też podeszłaś do tego, jak do kolejnego wyzwania aktorskiego ?

Maria Kania: To zabawne, ale moja historia z zagraniem w tym filmie zaczęła się od castingu, po którym dostałam inną rolę. Dopiero później zadzwonił telefon z propozycją zagrania roli Marty. Potem zaproszono
mnie na zdjęcia próbne, po których nie do końca wiedziałam, czy na pewno mam tę rolę. Dopiero, kiedy ścinałam i zafarbowałam włosy, pomyślałam „no, teraz już chyba nie zmienią zdania”. Oczywiście duża rola to duża odpowiedzialność, ale do każdej pracy staram się podchodzić zadaniowo, czyli ani zbytnio się nie nakręcać, ani nie dać się sparaliżować stresowi, który takiej pracy na pewno towarzyszy.

Jak wyglądała praca z Piotrem Stramowskim, który jest już doświadczonym aktorem?

Bardzo dobrze. Znaliśmy się z widzenia ze szkoły teatralnej. Na planie okazał się świetnym kompanem, był też dla mnie wielkim wsparciem. Bardzo dużo rozmawialiśmy o tym, jak chcielibyśmy przeprowadzić relację między głównymi bohaterami. Byliśmy non stop razem, Piotrek wiedział też, które sceny są dla mnie stresujące. A ponieważ ma niesamowity talent do naśladowania innych, w trudnych sytuacjach z łatwością rozładowywał w ten sposób napięcie. Ciesze, sie, że miałam kogoś takiego jak Piotrek przy pierwszym tak dużym zadaniu aktorskim.

A jak współpraca z reżyserem?

Mariusz pozwalał nam na improwizację i współpracował z nami, ale jednocześnie kierował. Miał przecież swoją wizję filmu. Jest jednym z nielicznych polskich reżyserów, którzy tworzą kino kryminalne, sensacyjne. Ma na to swój pomysł.

Pierwszy raz miałaś okazję zobaczyć film na premierze, i jak?

To dość stresujące, kiedy widzisz swoją głowę wielkości basenu. Poza tym cały czas czekałam na te trudniejsze dla mnie sceny, chciałam zobaczyć, jak wyszły. Muszę ten film zobaczyć jeszcze raz, na spokojnie, obejrzeć go jako produkcję, bo ciężko uciec od oceniania przede wszystkim swojej gry, kiedy ogląda się go po raz pierwszy. Podczas premiery też sporo się dzieje, wywiady, zdjęcia, ścianki. To dla mnie nowe doświadczenie.

Jak Twoją rolę ocenili najbliżsi?

Zarówno mój mąż, jak i rodzice, którzy byli ze mną na premierze, dobrze odebrali film i moją rolę, ale co innego mogą mi powiedzieć? Rodzice zresztą po premierze poszli obejrzeć film jeszcze raz. Dobrze mieć wsparcie najbliższych osób w takim dniu.

Przy tym filmie jako operator kamery pracował jeszcze jeden częstochowianin - Jakub Stolecki…

Na planie spotkaliśmy się pierwszy raz. To jest bardzo krzepiące mieć kogoś ze swojego miasta przy produkcji filmu. Kuba jest niesamowicie profesjonalny i bardzo dobrze mi się z nim pracowało.

Zanim powstał film „Sługi wojny”, można Cię było zobaczyć w innych filmach, np. w „Ataku Paniki”,  moim zdaniem, jednym z lepszych filmów ostatniej dekady.

Uwielbiam ten film i uwielbiam pracować z Pawłem Maśloną - jest totalnie oddanym reżyserem. Przed rozpoczęciem zdjęć mieliśmy bardzo dużo prób naszego wątku, cieszę się też, że mogłam w nim zagrać rolę Kaśki, którą od samego początku chciałam

Jednak pierwszy film, w którym zagrałaś to „Kamienie na szaniec”...

Propozycję zagrania w filmie otrzymałam tuż po zdobyciu nagrody za rolę Joanny Harris w spektaklu „UFO. Kontakt” na 31. Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi. Na zdjęciach próbnych do tego filmu, Robert Gliński od razu powiedział mi, że dostaję rolę.

Odnoszę wrażenie, że masz dużo szczęścia w tym zawodzie...

Trochę tego szczęścia mam, to prawda, ale też staram się dużo nad nim pracować i cały czas się rozwijać.

Można Cię zobaczyć nie tylko na wielkim ekranie, ale również w telewizji. Role w serialach mają być uzupełnieniem tego, co robisz w teatrze i kinie?

Praca w serialach to na pewno szkolenie warsztatu, praca z kamerą, nowi ludzie i kontakty. Wymaga też zupełnie innego podejścia i środków aktorskich, niż gra w teatrze.

W temacie teatru chciałam podpytać, jak udało Ci się zaraz po studiach związać z Teatrem Współczesnym we Wrocławiu?

Dyrektor teatru Marek Fiedor zadzwonił do mnie z taką propozycją, wcześniej rozmawiał też z moimi wykładowcami ze szkoły teatralnej. W pierwszym sezonie udało mi się zrobić aż trzy premiery.

Cofnijmy się jeszcze do lat częstochowskich. Chodziłaś do „Traugutta”, czy to tam podjęłaś decyzję o tym, aby zostać aktorką?

To było jeszcze wcześniej, w szkole podstawowej. Chodziłam na konkursy recytatorskie i marzyłam o tym, żeby dostać się do krakowskiej szkoły teatralnej. W liceum przez trzy miesiące jeździłam do Krakowa na warsztaty aktorskie w PWST. To był dla mnie sprawdzian, czy to jest to. Do egzaminu do szkoły przygotowywała mnie też Małgosia Marcinak – aktorka Teatru im. A. Mickiewicza. Z innym częstochowskim aktorem, Markiem Ślosarskim spotkałam się z kolei na warsztatach w liceum. Szczęśliwie udało mi się dostać na studia za pierwszym razem.

A czemu Kraków?

Od zawsze marzyłam właśnie o krakowskiej szkole - byłam przekonana, że tam nauczę się najwięcej. I nie zawiodłam się, miałam naprawdę wspaniałych wykładowców: Agnieszkę Mandat, Annę Radwan, Pawła Miśkiewicza, Iwana Wyrypajewa.

Masz 29 lat, niezły dorobek aktorski, ale apetyt zapewne rośnie w miarę jedzenia?

Oczywiście, to bardzo uzależniająca praca. Zarówno ta w teatrze, jak i w filmie. Ale też intensywna – dlatego cenię sobie czas, kiedy mogę trochę od niej odpocząć.

Do Częstochowy wracasz często, czy tylko wtedy, gdy rodzice zadzwonią?

Rodzice nie muszą mnie tu ściągać. Lubię tu przyjeżdżać. Częstochowa to mój dom, moje miasto, chciałabym tu kiedyś wrócić. Tutaj naprawdę odpoczywam