Aktualności

6 marca 2018
REKONSTRUKCJA FANTASTYCZNA
[zdjęcie aktualności]

Marta Kramer znana jest pod pseudonimem „Martwa” i potrafi w niesamowity sposób przeobrazić się w bohaterki popkultury. Była już między innymi Ciri z sagi wiedźmińskiej oraz postaciami z gier „World of Warcraft”, „Heroes of the Storm”, „Lineage II”, „League of Legends”. Rozmawiamy z częstochowską cosplayerką.


Adam Florczyk: Czym właściwie jest cosplay i na czym polega jego fenomen?

Marta Kramer: Słowa „cosplay” użył po raz pierwszy japoński dziennikarz Nobuyuki Takahashi, na łamach magazynu „My Anime,” w 1983 r. Nazwał tak przebranych za fikcyjne postaci uczestników światowego konwentu fanów science fiction WORLDCON. Samo zjawisko jest natomiast dużo starsze, ponieważ dotyczy już pierwszego WORLDCONU z 1939 r. Za pierwszego cosplayera uważa się Forresta J. Ackermana, który na tym konwencie pojawił się w stroju superbohatera. Obecnie cosplay to coś więcej niż zwykłe przebieranki. To przede wszystkim wierne odwzorowanie wybranej postaci z gry, filmu, komiksu, książek itp. Trochę jak w rekonstrukcji historycznej, tyle, że jest to rekonstrukcja fantastyczna. W cosplayu istotne są też elementy aktorstwa oraz tworzenie muzyki, scenografii czy wizualizacji multimedialnych na potrzeby konkursowego występu. Dla mnie osobiście cosplay to również nauka nowych technik i zdobywanie umiejętności. Do kreowania kostiumów potrzebna jest bowiem
spora wiedza z takich dziedzin jak: krawiectwo, perukarstwo, rzeźba, skórnictwo, charakteryzacja, odlewnictwo, elektronika, znajomość i zastosowanie najróżniejszych materiałów termoplastycznych itd.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z cosplayem?

Z cosplayem zetknęłam się nie tak dawno, bo w 2015 roku, podczas jednej z imprez organizowanej w Klubokawiarni Ironia przez grupę X-cution. Uczestnicy mieli przebrać się za postacie z komputerowych gier fantasy. Ja przygotowałam strój bohaterki z „World of Warcraft” i nawet nie wiedziałam, że robię cosplay. Na imprezie ludzie podchodzili do mnie i mówili: „fajny cosplay, Martwa”, a ja dopiero gdy wróciłam do domu sprawdziłam w Internecie, o co im chodzi. Wtedy też natknęłam się na zdjęcia prac Shappi, polskiej cosplayerki, która jest znana na całym świecie. Byłam w szoku, że można robić tak cudowne rzeczy. Bardzo mnie to zainspirowało. Od dziecka majstrowałam coraz to nowe kreacje i zawsze lubiłam wszelkie imprezy przebierane. Zaczęłam więc drążyć temat w Internecie i zdobywać wiedzę. Pierwszy strój, jaki zrobiłam od zera, była to Dryad Soraka z „League of Legends”. Udało mi się dzięki niemu zdobyć pierwsze miejsce w konkursie cosplay podczas imprezy „Let’s Play Częstochowa”.
Wtedy stwierdziłam, że chyba się do tego nadaję.

Całe to zjawisko wygląda jak wielki hołd dla popkultury. Jesteś jej fanką, oglądasz na bieżąco wszystkie seriale, filmy, grasz w gry? Co ci zajmuje czas poza przygotowywaniem kostiumów?

Jestem wielką miłośniczką fantasy, pochłaniam książki, gry, filmy i seriale w tym klimacie. A oprócz tworzenia kostiumów cosplayowych przygotowuję również stroje na potrzeby larpów. Larp, czyli Live Action Role Play, to mówiąc krótko, granie w gry na żywo. Takie połączenie podchodów z teatrem, często w stylistyce fantasy. Mój wolny czas zajmują zatem gry fabularne, terenowe larpy oraz tworzenie strojów. I czasami jeszcze śpię (śmiech).

Wydaje mi się, że na wzrost zainteresowania cosplayem duży wpływ miała sieć i media społecznościowe. Dzięki nim cosplayerzy stali się bardziej widoczni i popularni. Czy dziś każdy z nich musi znać podstawy marketingu i promocji internetowej? Na ile ten spektakl przeniósł się do wirtualnej rzeczywistości?

Szczerze mówiąc, nie jestem pewna, czy to dzięki mediom społecznościowym, czy dzięki zwiększeniu się dostępności materiałów. Do niedawna trzeba było się naprawdę mocno nakombinować, żeby znaleźć potrzebne tworzywa, a dziś mamy specjalistyczne sklepy. Na swoim przykładzie powiem, że totalnie się nie znam na marketingu i promocji internetowej. Bardzo miłe jest, gdy moje projekty są doceniane, ale wydaje mi się, że jeśli ktoś wykonuje swoją pracę dobrze, cały ten marketing i promocja robi się sama. Dla mnie cosplay to przede wszystkim praca rzemieślnicza.


Czy cosplay to tylko hobby, czy może są już cosplayerzy, którzy zmienili pasję w zawód i udaje im się na tym zarabiać?

Każda praca może być pasją, tak samo jak pasja może stać się pracą. Fajnie jest móc robić to, co się lubi i zarabiać na tym. Ja jestem tego dobrym przykładem. Marzyłam o tym, by tworzyć stroje nie tylko dla siebie, ale i dla innych. W tej chwili, dzięki wsparciu i namowom przyjaciół, robię to! Tworzę stroje na zamówienie dla ludzi z całego świata. Ponadto cosplayerzy są wynajmowani do reklam, filmów i teledysków. Popkultura to rozrywka, więc dlaczego na niej nie zarabiać.

 

Cosplay wyrasta ze środowisk fanowskich. Jesteście zwartą grupą? Utrzymujecie stały kontakt, spotykacie się, wymieniacie patentami na tworzenie kostiumów?

Jest nas w tej chwili tak wielu, że trudno określić nas jako jedną zwartą grupę. Po prostu nie da się znać wszystkich. Oczywiście, utrzymujemy ze sobą kontakt, pomagamy sobie podczas konwentów, czy w trakcie tworzenia nowych cosplayów. Często nawiązują się tu przyjaźnie, bo nawzajem doskonale się rozumiemy. Wiemy, ile pracy, nerwów i samozaparcia kosztuje przygotowywanie strojów.


Jak długo pracujesz nad swoimi kostiumami i co w tej pracy jest największym wyzwaniem?

Pod tym względem bywa bardzo różnie. To zależy od stopnia skomplikowania stroju. Czasem są to 2-3 tygodnie, a czasami nawet kilka miesięcy. Największym wyzwaniem jest stworzenie stroju ze świata gry czy serialu, w którym obowiązują inne prawa fizyki. Na przykład przygotowanie lewitujących, obracających się kamieni. Problemem są też tekstury w grach – nieraz trzeba się zdrowo nakombinować,
by w stroju dało się w ogóle poruszać. Wyższy poziom to również tworzenie wszelkich efektów „magicznych”, ale od czego mamy elektronikę.

Z której realizacji jesteś najbardziej zadowolona?

Dumna jestem z ostatniego projektu - stroju Tyrande Whisperwind z gry „Heroes of the Storm”. Była to bardzo wymagająca technicznie i czasochłonna realizacja. Wszystko musiało być zrobione całkowicie od zera. Włosy tworzyłam z dwóch peruk, kolejno przeszywając pasma na jeden czepek i starając się,
żeby całość trzymała się tak, jak powinna. Uszy wycinałam ze specjalnej pianki, formowałam kształt i lateksowałam. W przypadku zbroi każdy ornament musiałam wyciąć osobno, nakleić, szlifować i cieniować. Każdy kamień odlany jest z żywicy i podświetlony ledami. No i łuk! Było przy nim mnóstwo rzeźbienia i wymyślania jak go „umagicznić”, bo cięciwa i inne elementy łuku świecą. Do tego dochodzi charakteryzacja, jedna z najbardziej czasochłonnych rzeczy tuż przed występem. Dwie godziny malowania twarzy...

Życzę jeszcze wielu równie udanych realizacji i dziękuję za rozmowę.