Logo miesięcznika CGK

SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny
Zespół SUPERKOCIK

Dywan na słońcu, wiosna, czilson i SUPERKOCIK

17 maja 2022
Udostępnij

Gdy termometr pokazał mi w samochodzie 28 stopni, potraktowałem to jako znak, że nadeszła wiosna. A wiosna potrzebuje wiosennej muzyki, więc to dobry moment na odpalenie SUPERKOCIKA.


Definicji wiosennej muzyki raczej nie da się znaleźć w słowniku. Wymyślę ją więc samodzielnie. Jej główną cechą musi być lekkość. Tu nie ma miejsca na skomplikowane aranżacje. Następnie, teksty muszą traktować o rzeczach błahych. Słuchając wiosennej muzyki, nie możesz analizować prawd życiowych, kończyć wojen, czy godzić skłóconych osób. To musi być coś lekkiego i przyjemnego. W końcu taka muzyka ma głównie wywoływać uśmiech. Wiem, w tym kraju się nie uśmiecha - ale można tej muzyki posłuchać w domu i uśmiechać się pod kołderką. Właśnie, czy wypada jej słuchać w domu? Wypada, choć rekomendowane są okoliczności przyrody. Warto położyć się na trawie, piasku, czy - jak ktoś lubi - nawet na kamieniach, pooddychać powietrzem (jeśli trafi się świeże, to super). Znaleźć połączenie: Ty-muzyka-natura. Tak to w skrócie wygląda.


Wiem, że jakiś czas temu namawiałem do słuchania punka i nadal to robię, ale, wiecie, nie można rzucać butelkami z benzyną przez cały czas, dlatego w przerwach sięgajcie po wiosenną muzykę, bo warto. Tyle dygresji.


Jak na porządną definicję przystało, przydałoby się posłużyć przykładami. Wymieniłbym tu Ariel Pinka, ale po protestach na Kapitolu został on chyba scancellowany. Więc jego nie mogę polecać. Mogę za to wspomnieć Studio, Beach Hosue, Helado Negro czy Julię Holter. Z polskich przykładów spokojnie można natomiast wskazać Duchy czy Niemoc.


Jeśli zamknęliśmy definicję wiosennej muzyki, to pora wskazać moją wiosenną rekomendację - która w taką definicję świetnie się wpisuje - SUPERKOCIK. Już nawet ta nazwa jest taka milusia, czujecie to? Na wstępie muszę jednak zaznaczyć, że nie będę tutaj zespołu krytykował, ponieważ jeden z gitarzystów jest moim sąsiadem, a z sąsiadami trzeba żyć dobrze. Ale także dlatego, że po prostu nie mam się tu do czego przyczepić.


Straszną przyjemność robi ten zespół.


To powinno Wam w zasadzie wystarczyć, ale napiszę trochę więcej, bo warto. Zacznijmy od początku. Na SUPERKOCIKI wpadłem w Muzycznej Mecie (to miejsce wyrasta na ostatni gitarowy bastion w tym mieście), gdzie razem z Duchem Delta i Złym Snem współtworzyli miłe wydarzenie. Dla mnie jednak w ten wieczór liczyli się tylko oni. Obcowanie z nimi to takie guilty pleasure, ponieważ w dobie ambitnych projektów, przeintelektualizowanych tekstów („że z mojego miasta moje sny/budują twoje ulice” - iksde) trudno wyskoczyć z czymś prostym, a kociki właśnie takie są. Warstwa muzyczna to świetnie zaaranżowana, ale wciąż lekka i prosta konstrukcja, teksty są jak pocztówki z wakacji, a wokal nie brzmi na siłę (co, niestety, zdarza się większości damskich głosów na polskiej scenie).


Wspaniałe w SUPERKOCIKU jest również to, że wypada dobrze zarówno na żywo, jak i w studiu. Atmosferę na scenie budują wszyscy, ale trudno nie docenić charyzmy Janusza Binkowskiego, który barwnymi opowieściami w przerwach świetnie łapie kontakt z publiką. Dobrze, że ten przeklęty wirus nas opuszcza i znów można cieszyć się muzyką na żywo oraz koncertową atmosferą. Tęskniłem. To, że wyróżniłem Janusza, nie znaczy, że Anna, Daria, Bartosz i Igor stoją tu w cieniu - to superdrużyna SUPERKOCIKA. Każdy z nich daje to, co najistotniejsze, czyli dźwiękowy uśmiech. Wiosno, trwaj! A jak sobie pójdziesz, to zostanie nam chociaż ten zespół.


Na razie zapętlam na Spotify trzy numery i próbuję „przyjemnie odciąć się” i „na słońcu rozłożyć dywan”. Drogie kociki, bardzo dziękuję za tę przyjemność, bo „nie chcę myśleć o jutrze”. Gdy kończę pisać, nad Częstochową właśnie przetacza się chyba pierwsza wiosenna burza. Dajmy się wyszumieć naturze, bo kolejną burzę wywoła już SUPERKOCIK.

Cykle CGK - Autorzy