Logo miesięcznika CGK

SZUKAJ
CO/GDZIE/KIEDY W CZĘSTOCHOWIE Portal kulturalny
Kolaż przedstawiający różne artystki

Po co nam dziś herstoria sztuki

4 stycznia 2022
Rysunkowy portret Sylwii Góry
Udostępnij

W tym roku mija pięćdziesiąt lat od opublikowania słynnego eseju Lindy Nochlin „Dlaczego nie było wielkich artystek?”, w którym krytyczka zadaje tak przewrotne pytanie. Bo jest to tak naprawdę pytanie o brak badań dotyczących sztuki tworzonej przez kobiety.


Ten esej jest dziś często uważany za początek badań feministycznych dotyczących nieobecności czy zbyt małej obecności kobiet w historii sztuki. Nochlin pokazuje w nim, że figura wielkiego artysty-geniusza to jedynie fikcja, legenda, która przyjęła się i doskonale funkcjonowała przez wieki. Wierzono, że geniuszem nie można się stać, trzeba się nim urodzić. Żadne okoliczności i ciężka praca nie są w stanie go stworzyć. Uwarunkowania społeczne czy polityczne nie mają znaczenia. Ale czy aby na pewno? Nochlin udowadnia, że właśnie badania z zakresu socjologii odpowiadają na zadane w tytule eseju pytanie i pozwalają wykazać tegoż pytania bezsens.


Nochlin wyraźnie pokazuje w swoim tekście, że to system edukacji wpłynął na tak niewielką obecność sztuki kobiet w historii czy krytyce. Pamiętajmy, że kobiety mogły oficjalnie studiować na państwowych (a więc ogólnodostępnych) Akademiach Sztuk Pięknych o wiele później niż mężczyźni. To struktury społeczne stworzyły definicję artysty. Artysty właśnie, a nie artystki. Gdyby przyjrzeć się pochodzeniu artystów w różnych okresach historycznych, to z łatwością dostrzeżemy, że większość z nich (a przynajmniej tych najlepiej znanych) pochodziło z rodzin artystycznych, a twórcza profesja często przechodziła z ojca na syna. Wykonywany zawód zależał więc od przynależności klasowej, ale i płciowej. Co ciekawe, pisze Nochlin, artyści bardzo rzadko albo prawie nigdy nie pochodzili z najwyższych warstw społecznych. Arystokraci byli raczej mecenasami sztuki, sami nie parając się malarstwem, rzeźbą czy innymi gatunkami. Czyżby zatem nie było wśród nich geniuszy? Tak postawione pytanie większości historyków i krytyków wydawało się bezzasadne. Dlaczego zatem tak łatwo mówili oni przez wieki, że wielkich artystek nie było i nie ma? W końcu zależność jest podobna. Te przykłady prowadzą do prostego wniosku, że twórczość artystyczna jest uwarunkowana przez społeczne struktury i instytucje, a równy dostęp do nich dla kobiet i mężczyzn przez wiele wieków nie był niczyim priorytetem, wręcz przeciwnie - kobiety musiały sobie wywalczyć możliwość oficjalnego studiowania na Akademiach Sztuk Pięknych. I choć dzisiaj nie ma już tego problemu, to wciąż istnieją inne, o których powinniśmy dyskutować i które należy rozwiązywać. Walka najpierw o widzialność, a następnie o uznanie w przestrzeni sztuki wciąż jeszcze przed nami.


Powyższy wstęp jest mi potrzebny, aby wyjaśnić, dlaczego w tym cyklu będę się zajmować wyłącznie kobietami – malarkami, rzeźbiarkami, poetkami, prozaiczkami, muzyczkami, aktywistkami etc. Tymi, które kiedyś żyły i mieszkały w naszym mieście lub były jakoś z nim związane, ale także tymi współczesnymi. Formę tekstu dostosuję do mojej bohaterki – będzie to wspomnienie, esej, felieton czy wywiad. Chcę, żebyście poznały i poznali te niezwykłe kobiety, które tworzyły lub tworzą kulturę w naszym mieście i regionie. Bo te kobiety nadal muszą walczyć o należne im miejsce w społecznym dyskursie, w którym wciąż bardzo często są pomijane. Malarki i artystki wizualne: Alfonsa Kanigowska, Bogumiła Malec, Wanda Wereszczyńska, Matylda Sałajewska, Ania Wójcik, Aleksandra Hirszfeld, Marta Frej, poetki i pisarki: Irit Amiel, Halina Poświatowska, Ludmiła Marjańska, Wioletta Grzegorzewska, muzyczki: Agata Ślazyk, Katarzyna Suska, Klaudia Trzepizur-Clödie, Dziarma, Ana Andrzejewska. I wszystkie te, o których chciałybyście i chcielibyście przeczytać.


Wszyscy przyjmujemy wzorce narzucane nam przez zinstytucjonalizowaną kulturę i uważamy je za swoje, ale czy na pewno tak jest? Ile wielkich artystek potrafimy wymienić? A ilu artystów? I choć w ostatnich latach widzimy na rynku wydawniczym pewien zwrot w stronę sztuki kobiet, biografii artystek – tych bardziej znanych, jak Olga Boznańska, Zofia Stryjeńska, Katarzyna Kobro, jak i mniej znanych, jak Maria Jarema, Anna Bilińska-Bohdanowicz, Mela Muter czy Aniela Pająkówna, to tytułowe pytanie eseju Nochlin wciąż jest przez wielu powtarzane. Najwyższa pora, żeby zniknęło.


Na koniec jeszcze kilka słów o tym, dlaczego dziś jest nam potrzebna herstoria sztuki. Choć niektórzy zarzucają jej zamykanie artystek w bańce i bardzo mocną identyfikację (czy wręcz szufladkowanie), to herstoria sztuki jest nam potrzebna już na poziomie edukacji, aby uświadomić społeczeństwu rolę i znaczenie dorobku kobiet w tym zakresie. Taka wiedza może dać początek zmianie myślenia, a w dalszej perspektywie pomoże wprowadzić artystki do najważniejszych muzeów i galerii narodowych, w których kobiety wciąż nie są dostatecznie reprezentowane. Pozwolę sobie też pomarzyć o pierwszym Muzeum HERstorii Sztuki w Polsce, o które w Krakowie walczy Aśka Warchał-Beneschi.


Sylwia Góra

Cykle CGK - Autorzy